Reklama

Reklama

Czy mógłby mnie pan prosić o rękę?

Romantyczny zachód słońca, spacerujecie pustą plaża, on jest dzisiaj wyjątkowo milczący i uroczysty. Czujesz, że tego wieczoru wydarzy się coś wyjątkowego. I rzeczywiście, już chwilę później, on z galanterią klęka u twych stóp i wygłasza płomienną mowę, w której zapewnia cię o swojej dozgonnej miłości i prosi, żebyś zechciała zostać jego żoną.

Ty oczywiście ze wzruszeniem w głosie wyrażasz zgodę. A potem w małym domku z białym płotkiem wiedziecie szczęśliwe życie z gromadką... Tyle w kwestii wyobraźni. Praktyka bywa bowiem o wiele ciekawsza.

Po co komu dzisiaj zaręczyny? Skoro nie ma już mowy o czarnej polewce czy umowie pomiędzy dwoma rodzinami w kwestii wiana, a potencjalna zgoda przyszłych teściów to właściwie tylko grzeczność wyświadczana im przez młodych, nasuwa się prosty wniosek, że ta instytucja straciła sens. A jednak, zwyczaj ma się całkiem dobrze, a w ostatnich latach można nawet zauważyć wyraźny powrót do tradycyjnej formy oświadczyn. Z bukietem dla teściowej, całowaniem w mankiet, uroczystą kolacją i proszeniem o rękę ukochanej w asyście rodzinnego audytorium. Całokształt może wypaść zupełnie miło i zgrabnie, zazwyczaj jednak trudno uniknąć przynajmniej kilku niezręcznych sytuacji. Warto pamiętać, że z im większą pompą będziemy chcieli wszystko urządzić, tym bardziej zwiększamy potencjalne szanse na sztywną atmosferę.
Wciąż jednak, prym wiodą zaręczyny w gronie dwuosobowym. On, ona, pierścionek, parę ciepłych słów, odrobina wzruszenia i gratulacje przypadkowych świadków, jeśli się takowi akurat znajdą w pobliżu. Potem ostentacyjnie można się pochwalić wszystkim bliższym i dalszym koleżankom, albo dyskretnie, podzielić się nowiną w gronie najbliższych. Więcej treści niż formy. Na pewno dużo mniej nerwów. I dobrze.

Reklama

Gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem

Co jednak, kiedy on wcale nie kwapi się z oświadczynami? Jeszcze jakiś czas temu, niewiele można było zrobić. Ot, czekały pełne współczucia spojrzenia tych, którym się poszczęściło oraz wstydliwa etykietka starej panny.

Współczesne kobiety, mając większą swobodę czasów i obyczajów, wykazują daleko idącą zaradność i pomysłowość w tej materii. Z jednej strony - rozmowa o wspólnej przyszłości jest jak najbardziej na miejscu, w końcu to ma być wasza wspólna przyszłość, warto więc, przynajmniej część planów, czynić razem. Nie wiem natomiast, czy równie stosowne jest dopominanie się o ową deklarację z ust ukochanego. Niemożliwe? Wystarczy zajrzeć na dowolne forum o tej tematyce. Dziewczyny, jedna przez drugą, żalą się, snują wizje i udzielają porad, jak w końcu zmusić go do tego kroku. Co nimi kieruje? Potrzeba gwarancji i bezpieczeństwa? Chęć sformalizowania związku? Często. Ale nierzadko jest to pragnienie wynikające z nieco innych pobudek.

Narzeczony potrzebny od zaraz

"Mam dwadzieścia parę lat, stałą, dobrze płatną pracę, we wrześniu kończę drugi kierunek studiów. Mieszkamy razem od dwóch lat, właściwie było to tylko na próbę, a okazało się , że taki układ sprawdza się całkiem dobrze. Miłość? Tak. Właściwie oboje wiemy, że to jest właśnie TO. Jest tylko jeden drobny problem. Kiedy poruszam temat ślubu czy nawet tylko zaręczyn, on albo obraca wszystko w żart, albo zmienia temat. Wiem, że to żaden argument, ale większość koleżanek ze szkoły już dawno powychodziła za mąż, mają dzieci. Niby żadna różnica. Ale(...)" - pisze Agnieszka. A także Kaśka, Dorota, Marzena czy Sylwia.

Posty w podobnym tonie można znaleźć bez większego wysiłku. Warto zauważyć, że ich autorki, nie są przysłowiowymi "głupimi gąskami", których jedyną życiową aspiracją czy marzeniem, jest "złapanie męża." To zaradne i samodzielne kobiety, wykształcone, żyjące zazwyczaj w dużych miastach, jeszcze niedawno mówiące, że "małżeństwo to wymysł poprzedniego stulecia i gotowanie obiadków panu i władcy jest znacznie poniżej ich życiowych ambicji".

Kochanie, chciałabym cię prosić o rękę

Co zatem stoi za tą zmianą poglądów? Dlaczego niezależne zwolenniczki partnerskich związków, szukają nagle ciepła domowego ogniska? I jak daleko mogą się posunąć w dążeniu do celu? Zacznijmy od końca.

Życie pokazuje, że "gotowe na wszystko", kiedy subtelne aluzje, ani konkretne awantury nie skutkują, po prostu biorą sprawy w swoje ręce i zamiast czekać na propozycję, składają ją samodzielnie. Istnieje duża szansa, że zszokowany delikwent, zanim zrozumie co się stało, nieopatrznie wyrazi zgodę. A przecież o to chodziło! A tak poważnie.

Najbardziej silne pragnienie zmiany stanu cywilnego, nie powinno wywierać presji na partnera. I nie chodzi nawet o to, że może się wystraszyć i uciec. O wiele gorzej, jeśli w końcu ulegnie i faktycznie się oświadczy. Trudno będzie wyzbyć się wrażenia, że tak naprawdę, to nie do końca zrobił to z własnej, nieprzymuszonej woli.

Kierunek: ołtarz

Wolność i swoboda, są kuszące i bardzo wygodne. Dla niektórych przez całe życie, tak im po prostu dobrze, więc nie czują potrzeby, żeby cokolwiek zmieniać. Część "niebieskich ptaków" dojrzewa jednak do stabilizacji i chociaż zazwyczaj, proces ten nie trwa z dnia na dzień, jest to dla nich tak niespotykana potrzeba, że nie do końca wiedzą jak odnaleźć się w nowej sytuacji. Przyzwyczajone do podejmowania szybkich decyzji, także i ten "problem" chcą rozwiązać szybko. Nie biorą tylko pod uwagę, że ich druga połówka, jeszcze niedawno zgodna co do "wolnego związku", niekoniecznie również zmieniła poglądy.

Warto pamiętać, że zaręczyny to tak naprawdę symbol. Wzajemnych chęci i zamiarów, wspólnych planów, a przede wszystkim, uczuć. Brak pierścionka jest o wiele mniejszą tragedią, niż gdyby miało braknąć tych ostatnich.

I jeszcze jedno zdanie na koniec - zaręczyny zaręczynami, obojętnie w jakiej formie, to naprawdę drobiazg. Prawdziwe emocje zaczynają się dopiero, gdy pada nieśmiertelne - "Kochanie, to kiedy możemy planować wesele?"

Magda Kucharska

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: zaręczyny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje