I mężczyzna zmienił kobietę

Miłość niespełniona, potencjalna, platoniczna, czasem najważniejsza. Hanka nigdy jej nie wyznała, bo chciała uchronić ukochanego przed sobą. W przypadku Pauliny zwyciężył zdrowy rozsądek: on ma żonę. Kasia spotkała mistrza, który pomógł jej stać się świadomą artystką. Trzy kobiety i nie ich mężczyźni życia.

Hanka nigdy nie powiedziała Marcinowi, że go kocha. Kiedy przyjeżdżała do niego z drugiego końca miasta o czwartej nad ranem, tłumaczyła że chce pożyczyć cukier. Oboje udawali, że nie zależy im na sobie. Któregoś dnia zniknęła z życia Marcina. Dopiero po latach powiedziała mu dlaczego.
Paulina dzięki Radkowi zakończyła nieudane małżeństwo. Kiedy jej mąż zaczął rąbać siekierą stół w jadalni, za namową Radka odważyła się zadzwonić po policję.

Reklama

Nigdy się nie pocałowali, chociaż często siedząc obok, szukali się rękami. Paulina ponownie wyszła za mąż. Za innego. - Z Radkiem spotykam się w kilka razy w roku w kawiarni. To miłość bez oczekiwań. W życiu Kasi najważniejsze role odegrali nie jej mężczyźni. Leopold, siedemdziesięcioparoletni klezmer, na próbie mówił jej: "Jest tyle zdolniejszych od ciebie", ale po koncercie wstawał od fortepianu, żeby mocno ją uściskać. Szukał dla niej mieszkania, doradzał w sprawach miłosnych.
Beznadziejnie fascynująca
"Ona będzie moja!", Leopold krzyczy do przyjaciela na Festiwalu Słowa, pokazując maturzystkę, która recytuje wiersze.
Dlaczego ona, dlaczego jego? Bo była niewysoka, miała niski, zachrypnięty głos, zaciągała po góralsku. "Inna niż wszystkie młode aktorki, fascynująca", mówił przyjacielowi.

Jej powiedział: "Jeśli dostaniesz się do szkoły teatralnej, będę uczył cię śpiewu. Jeśli się sprawdzisz, wystąpisz w moich koncertach".

Zdążył. Był rok 1998. Kasia Zielińska w plecaku nosiła podręcznik ekonomii. Chciała studiować handel zagraniczny, uwielbiała rachunek prawdopodobieństwa.

"Jesteś za niska, i w dodatku zaciągasz po góralsku. Jest przecież tyle piękniejszych, zdolniejszych od ciebie", słyszała, więc wybiegała z teatru, trzaskała drzwiami, czasem przez kilka dni nie odbierała telefonów.

Ale wracała. Lepiej przygotowana, pewniejsza siebie. - Odkąd pamiętam, Leopolda Kozłowskiego nazywam swoim krakowskim ojcem - mówi Kasia. - On wprowadził mnie w środowisko, nauczył śpiewać. Dzięki niemu poznałam Jerzego Fedorowicza, który już w trakcie studiów dał mi rolę w krakowskim Teatrze Ludowym, tam też wystąpiłam w dyplomowym spektaklu. Pierwsze skojarzenia z nimi to moje łzy i zdarte gardło. To też mocny uścisk pana Leopolda po udanym koncercie. I myśli: co będzie, jak na moje miejsce przyjdzie młodsza i zdolniejsza? Z Kozłowskim miałam włoską przyjaźń. Kiedy jedno się obrażało, drugie zabiegało o zgodę.

Miłość niewyznana

"Nie, w ogóle go nie kocham", Hanka powtarzała w myślach, kiedy o trzeciej nad ranem wsiadała do autobusu na Żoliborzu i jechała na Grochów, na drugi koniec miasta, bo od ich spotkania minęło 11 godzin i ona przed snem nie mogła przypomnieć sobie szczegółów jego twarzy.

"Wpadłam, bo chcę pożyczyć Pielewina. Farby, cukier", mówiła, gdy otwierał jej zaspany. Był seks, fajerwerki, bliskość, głaskanie po głowie.

A potem jej pytanie: "Nie zależy nam na sobie, prawda? - Prawda" - odpowiadał ze strachu przed przyznaniem się, że jest inaczej. Nigdy nie zostali parą, dlatego nie musieli się rozstawać.

Po prostu którejś nocy ona nie przyjechała na Grochów. "Co się stało? - zapytał od niechcenia na wernisażu kolegi ze studiów. - Mam dużo zajęć" - odpowiedziała.

Mijały dni, tygodnie, miesiące, a on nie próbował o nią walczyć. Mijały lata, a ona wciąż nie mogła przejeżdżać przez plac Szembeka, na którym kupowali kiszone ogórki i rozmawiali o lękach, nadziejach, karierze, wolności, malowaniu, gotowaniu, czytaniu, ale nigdy o byciu razem.

- Długo nie przyznałam się przed sobą, że to była miłość. Niewypowiedziana. Najważniejsza, bo niespełniona, zbudowana na wyobrażeniach, jak mogłoby być, gdybyśmy mieli odwagę przyznać się do uczuć. To był najważniejszy mężczyzna mojego życia. Nauczył mnie, że walcząc o miłość, walczymy o siebie - mówi Hanka.

Dowiedz się więcej na temat: wraca | mieszkanie | kochać | Łzy | uczyć | emocje | Warszawa | Kraków | miłość

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje