Reklama

Reklama

"Mąż nie powiedział mi, że bierze teściową na wspólny urlop. Zniszczyła mi cały wyjazd" [LIST]

Na urlop większość z nas czeka z dużą niecierpliwością. Podobnie było w przypadku Marleny z Warszawy. W ciągu chwili jednak przestała cieszyć się zaplanowanym wyjazdem, kiedy dowiedziała się, że jej mąż ma zamiar zabrać na niego również "mamusię". Oto jej historia.

Tych wakacji nie mogłam się doczekać. Cały rok pracowałam na wysokich obrotach, by podczas urlopu móc pozwolić sobie na czysty relaks i zero zmartwień. W naszym domu organizacją wakacji zajmował się mąż - on decydował o lokalizacji, rezerwował loty, wynajmował samochód i wybierał hotel. Ja miałam tylko dwa wymogi - plaża z ciepłą wodą i spokój. Nasza córka ma już dziesięć lat, więc opieka nad nią w wakacje nie jest zbytnio wymagająca, a żeby się nie nudziła, organizowaliśmy jej atrakcje z hotelowymi animatorami. Zaopiekowane dziecko, a w mojej ręce drink z palemką - dla niektórych zabrzmi to próżnie, ale właśnie taki był mój pomysł na te wakacje. 

Reklama

Teściowa uważała się za eksperta w każdej dziedzinie

Mama Adama nie była moją wymarzoną teściową, nie uwielbiałyśmy się, ale też nie nienawidziłyśmy. Muszę przyznać, że mój mąż od zawsze był maminsynkiem. Odkąd zaczęliśmy być razem, starałam się "odcinać pępowinę" pomiędzy nim a teściową. Udawało mi się to głównie dzięki ograniczeniu rodzinnych wyjazdów do domu jego mamy. To emerytowana dyrektorka szkoły - wszystko zawsze musi być po jej myśli, uważa się za eksperta w dziedzinie wychowania dzieci, szczególnie cudzych i nie będąc o to proszoną. Jakoś udawało nam się wytrwać, widując się tylko w święta, ale nie przepadałam za tymi spotkaniami. 

Docinki z jej strony były na porządku dziennym, mąż tłumaczył ją tym, że po prostu ma taki charakter, więc wolałam unikać konfrontacji. 

"Mamusia" wprosiła sie na wakacje. "Mówiła, że czuje się samotna, że w ogóle się nią nie interesujemy"

Kilka dni przed planowanym wyjazdem mąż się przyznał. Powiedział, że jego mama od zawsze chciała odwiedzić Włochy, a teraz, skoro jest emerytowaną wdową, ma czas na takie wycieczki, dlatego miała zarezerwować wyjazd, dowiadując się od niego o naszym urlopie,  w agencji turystycznej w tym samym mieście, co my. Nie spodobało mi się to, mimo że Adam tłumaczył, iż teściowa przecież nie jedzie z nami, a z biurem podróży. 

 Czułam w tym podstęp, ale w pewnym sensie zrozumiałam zachowanie Adama - w końcu jest jedynakiem i empatycznym człowiekiem, a ona tłumaczyła, że nie czuje się ostatnio najlepiej, a taki wyjazd na pewno wpłynąłby pozytywnie na jej problemy zdrowotne. Obiecała, że nie będzie przeszkadzać nam w planach, a nawet, że zajmie się wnuczką. Nie potrzebowałam opieki, potrzebowałam jednego - świętego spokoju. Pozostała mi jedynie nadzieja, że teściowa stępi język na wakacjach i uda mi się wypocząć. Jakże się myliłam...

"Bo mi się należy" - problemy na urlopie

Już w na lotnisku zaczęły się problemy. Wszystkie miejsca przy oknach były już zarezerwowane, więc wykupiliśmy inne. Teściowa nie potrafiła tego zrozumieć - twierdziła, ze ma chorobę lokomocyjną i musi siedzieć przy oknie. Tłumaczyłam, że rezerwacje są imienne, więc nie może usiąść obok okna, bo zajmie czyjeś miejsce. Nie posłuchała i usiadła. Chwilę później pojawił się pasażer z biletem potwierdzającym rezerwację miejsca. "Mama" zaczęła tłumaczyć stewardessie, że "jej się należy". Niestety nic nie wskórała i musiała się przesiąść. Cały dzień była o to zła.

Po przyjeździe stwierdziła, że hotelowe jedzenie nie jest dobre, więc będzie gotować sobie sama. Nie przejmowałabym się tym, gdyby nie zachęcała nas do podobnego. Mojej córce, a swojej wnuczce zaczęła wmawiać, że jeśli nie będzie jeść jej obiadków i wybierze bufet hotelowy, to na pewno się zatruje i będzie bolał ją brzuch. Prosiłam, żeby przestała, ale twierdziła, że wie lepiej, bo kiedyś sama zatruła się na wakacjach. I tak chodziła z tą "wałówą" na plażę i ciągle nas nią częstowała. Kanapki z kiełbasą w trzydziestokilkustopniowym upale... wolę nie opisywać, jaki to był zapach. 

Na wycieczkach też nie było lepiej - wiecznie jej coś przeszkadzało. A to, że w sklepie chcą ją oszukać, że w drinku za mało alkoholu, że w Polsce ogólnie lepiej. Jakby robiła to specjalnie - kiedy tylko widziała, że dobrze się bawię, zaczynała swoje lamenty.

"W tym sznurku na tyłku i firance na ramionach to wyglądasz jak włoska szynka" 

Miarka przebrała się jednak, kiedy założyłam na plażę mój ulubiony strój kąpielowy - dosyć wycięty, ale zarzuciłam na siebie plażową narzutkę. Zaczęła od tego, że wszyscy mężczyźni patrzą tylko na mnie i nie powinnam pokazywać się w takiej stylizacji, jeśli szanuje inne kobiety, które mogą być zazdrosne o swoich mężczyzn. Odpowiedziałam, że to nie mój problem i nie będę się ograniczać z powodu innych - szkody przecież nikomu nie wyrządziłam, a faceci nie mają obowiązku na mnie patrzeć. Mama Adama niezadowolona, że nie udało się jej mnie zdenerwować, stwierdziła, że pójdzie po najniższej lini oporu i skomentuje mój wygląd. "W tym sznurku na tyłku i firance na ramionach to wyglądasz jak włoska szynka" - powiedziała, udając, że żartuje. Mi jednak nie było z tym do śmiechu - przekroczyła granicę. Niby dyrektorka szkoły, wykształcona, szanowana kobieta, a zachowała się jak dziecko z podstawówki. Postanowiłam, że będę ją unikać do końca wakacji.

Ten wyjazd zniszczył doszczętnie moje i tak niezbyt dobre relacje z teściową. Teraz już mąż z córką jeżdżą do niej beze mnie. Nie mam ochoty udawać, że ją lubię i nie będę tego robić. A na wakacje już nigdy w życiu z nią nie pojadę.

Masz historię, którą chcesz się z nami podzielić? Napisz do nas na adres: kobieta.kontakt@firma.interia.pl. Wybrane z nich opublikujemy.

Zobacz również:

"Nie cierpię plaży, bo mój mąż pożera wzrokiem roznegliżowane kobiety"

Te znaki zodiaku nie zdradzają. Lojalność stawiają na pierwszym miejscu

"Zdradziłam na wakacjach i dobrze się z tym czuje. Mówić partnerowi?"

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: list do redakcji | teściowa | wakacje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy