Reklama

Reklama

Między miłością i wolnością

W pierwszym okresie zakochania pragniemy spędzać razem jak najwięcej czasu, być ze sobą jak najbliżej. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Nie myślimy wówczas o zachowaniu własnej odrębności.

Czy jako psycholog zgodzisz się z taką opinią?
Alina Henzel- Korzeniowska: - Trudno w tej sytuacji mówić o wolności. Musimy pamiętać, że zakochani przeżywają taką burzę hormonów, że nie są w stanie racjonalnie myśleć. Można powiedzieć, że wpadają w stan maniakalno-euforyczny. Są ciągle podekscytowani, nie mogą przestać myśleć o obiekcie swoich uczuć, nie mogą jeść, spać i normalnie pracować. Zaniedbują swoje obowiązki, relacje z innymi ludźmi, rezygnują ze swoich hobby, byle tylko każdą chwilę spędzić jak najbliżej tej drugiej osoby. To nie jest bynajmniej ich wolny wybór. Są niewolnikami swoich emocji i popędów. Substancje chemiczne produkowane przez ich własny organizm działają jak narkotyk, potęgując ten szalony stan ducha.

Reklama

Szalona miłość to niesamowite doznanie. Każdy o niej marzy i za nią tęskni. Może jednak lepiej nie rezygnować dla niej ze wszystkiego? Może spróbować zachować choć odrobinę rozsądku i nie zaniedbywać całego swojego dotychczasowego życia...
- Ba, takie postulaty łatwo wypowiadają ci, którzy nigdy nie zaznali miłości; łatwo im mówić o rozsądku. Ludzie, którzy już raz doświadczyli takiego całkowitego zatracenia i potrafili wyciągnąć z tego wnioski, następnym razem już nie powtórzą tego błędu. Cudownie jest oddać się na chwilę szaleństwu miłości, ale na dłuższą metę nie da się tak funkcjonować. Zakochani mają tendencję do bezgranicznego ufania swojemu partnerowi. Przestają czuć oparcie w samym sobie, nawet jeżeli wcześniej je mieli.

- Jest to niebezpieczne, bo przecież czasami miłość kończy się rozczarowaniem i bardzo trudny jest wtedy powrót do rzeczywistości. Nie każdemu się to udaje. Dlatego lepiej od samego początku starać się nie podporządkowywać wszystkiego absolutnie tylko temu jednemu, choćby najsilniejszemu i najpiękniejszemu uczuciu. Trzeba cały czas myśleć również o sobie i nie zapominać o innych ważnych sferach życia.

Stan zakochania jest tylko pierwszym etapem miłości i nie u wszystkich trwa tyle samo. Problem może się pojawić w momencie, gdy jedna z osób wraca już do równowagi i próbuje odbudować zaniedbane sfery życia. Jeśli partner nie jest jeszcze na tym samym etapie, może to odebrać jako sygnał świadczący o braku miłości...


- Z czasem w sposób naturalny emocje się wyczerpują. Potrzeba bliskości, seksu przestaje być tak intensywna jak na początku. Zaczynamy dostrzegać z powrotem świat, który był przysłonięty przez obiekt miłości. Partner jest dla nas nadal bardzo ważny, ale widzimy, że oprócz miłości są inne ważne sprawy, którymi chcemy się zająć. Oczywiście proces ten nie przebiega dokładnie w tym samym czasie u obydwu osób.

- Potrzeba dużo delikatności i taktu, żeby nie zranić osoby, która jeszcze się "nie obudziła" z miłosnego amoku. Trzeba stopniowo tłumaczyć partnerowi, że potrzeba zajęcia się również innymi sprawami nie wynika z braku miłości, nie jest ucieczką od niego, ale zwykłą koniecznością życiową, która ułatwi podtrzymywanie związku.

Czy w związku można czuć się wolnym, skoro cały czas trzeba się liczyć z drugą osobą, jej uczuciami i potrzebami?
- Człowiek nie żyje sam, a funkcjonując w społeczeństwie, nigdy nie jesteśmy totalnie wolni. Totalna wolność jest zanegowaniem wszelkich relacji. Każda relacja wymusza pewne zobowiązania. Przejawem dojrzałości jest uwzględnianie innych, umiejętność uzgadniania z drugim człowiekiem pewnych spraw. Możemy podejmować samodzielne decyzje, ale z uwzględnieniem potrzeb innych.

- Jeżeli wiemy, co jest dla nas najważniejsze, realizujemy to i czujemy się usatysfakcjonowani - świadomie akceptujemy pewne obowiązki, ograniczenia i wcale nie czujemy się z tego powodu zniewoleni. Wolność to możliwość wyboru. Z każdym wyborem wiążą się jakieś konsekwencje. Zawsze z czegoś trzeba zrezygnować, ale jeśli sami decydujemy, z czego rezygnujemy, to mimo wszystko czujemy się wolni.

Ludzie często różnie rozumieją wolność i potrzebują jej w innym zakresie. To samo zachowanie ktoś może zinterpretować jako przejaw miłości i troski, a inny - jako oznakę zaborczości i zniewolenia. Jak dojść do porozumienia przy odmiennych stanowiskach?
- Recepta może być tylko jedna: rozmowa i szukanie kompromisu. Pełne wzajemne zrozumienie nie istnieje, ale trzeba mówić o swoich uczuciach i potrzebach, nie czekać, aż partner sam się domyśli. Ważne, żeby znać i rozumieć się nawzajem. Dobrze jest ustąpić w mniej ważnych sprawach, spróbować przejąć część zachowań od drugiej osoby. Nie można oczekiwać, że tylko jedna osoba podporządkuje się, bo nie wyjdzie to na dobre nikomu. Jeżeli naprawdę zależy nam na związku, to nawet jeśli mamy odmienne potrzeby, możliwe jest znalezienie kompromisu. Potrzebne jest tylko zaufanie i cierpliwość, by uzgodnić rozwiązanie spornych kwestii.

- W dobrze dobranych parach konflikt związany z zakresem wolności rzadko dochodzi do głosu lub wcale. Jeżeli ludzie mają podobną wizję związku, prowadzą podobny styl życia i wyznają takie same wartości, doskonale zrozumieją swoje potrzeby i z łatwością przyjdzie im je uszanować. Satysfakcjonujący związek mogą stworzyć zarówno dwie papużki nierozłączki, jak i ludzie, którzy potrzebują znacznie więcej niezależności. Nie da się omówić wszystkiego na początku znajomości, gdy dopiero rodzi się uczucie. Najważniejsze kwestie jednak powinno się wyjaśnić przed sformalizowaniem związku, zanim będzie za późno.

W jakich momentach życiowych powinniśmy być bezwzględnie u boku partnera? Które decyzje trzeba podejmować razem, a których nie musimy konsultować?
- Powinniśmy być przy partnerze w ważnych życiowych chwilach, dzielić z nim radość i smutek. W przypadku choroby czy problemów zawodowych wsparcie najbliższej osoby potrzebne jest tak samo jak okazanie radości z powodu sukcesów i wspólne ich świętowanie. Jeżeli chodzi o podejmowanie decyzji, to w dużej mierze kwestia zaufania.

- Jeżeli wiemy, że partner ma rozsądne podejście do pieniędzy, nie będziemy kontrolować jego wydatków. Jeżeli mamy przekonanie do jego gustu, zostawimy mu decyzję np. o kolorze zasłonek. Generalnie jednak istotne decyzje, które mają wpływ na obie osoby, powinno się podejmować wspólnie. Nie ma natomiast potrzeby uzgadniania każdego drobiazgu.

Bliskość jest na pewno bardzo cenną wartością, ale czy jej nadmiar z czasem nie prowadzi do spowszednienia partnera, nie niszczy wzajemnej atrakcyjności? Może zachowanie większej niezależności lepiej posłużyłoby utrzymaniu świeżości uczuć?
- Wiele par ceni sobie właśnie stabilizację, bezpieczeństwo, powtarzalność. Oni nie potrzebują intensywnych emocji, nowych przeżyć. Inni szukają cały czas urozmaiceń - albo wewnątrz własnego związku, albo realizują je "na boku".

- Dobrze jest mieć swój własny świat, do którego partner niekoniecznie musi mieć wstęp, spędzać czasem oddzielnie czas w gronie swoich znajomych czy realizując życiowe pasje. Nie ma nic złego w podjęciu pracy w innym mieście czy kraju, w spędzaniu oddzielnie wakacji i chodzeniu oddzielnie na imprezy. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że zawsze tkwi w tym jakieś ryzyko rozpadu związku. Im więcej czasu spędzamy oddzielnie, tym większa szansa, że ktoś inny zajmie nasze miejsce w sercu partnera...

Z drugiej strony jednak, nie jesteśmy w stanie cały czas pilnować partnera. Jak będzie chciał, to i tak zdradzi, odejdzie... Mówi się, że zazdrość jest częścią miłości, ale czasami może ją zabić. Jak radzić sobie z tym niszczącym uczuciem, by nie stanęło na drodze do wspólnego szczęścia?
- Najlepszą gwarancją wierności i trwałości związku jest miłość oparta na zaufaniu. Nakazy, zakazy, ograniczenia, nadmierna kontrola mogą przynieść przeciwny skutek. Trudno kochać kogoś, kogo zaczynamy się bać, traktować jak wroga. Im bardziej czujemy się zniewoleni, tym bardziej pragniemy się wyrwać z tej niewoli - syndrom psa zerwanego z łańcucha. Jeśli kogoś kochamy, to pragniemy jego szczęścia.

- Człowiek, który nie czuje się wolny, nie może być szczęśliwy, dlatego nie wolno zabierać wolności osobie, którą się kocha. To nie znaczy, że trzeba się na wszystko zgadzać. Pamiętajmy jednak, że partner nie jest naszą własnością, a zaborczość nie jest najlepszą formą okazywania miłości...

Rozmowę przeprowadziła Renata Rychlik

Alina Henzel-Korzeniowską - psycholog-seksuolog, psychoanalityk, ekspert na forum: www.seksuolog.org.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje