Reklama

Reklama

Romans mnie zmienił

Mam 36 lat i prawie 17 letni związek małżeński za sobą, 16 letnią córkę i dom. W pewnym momencie mojego życia doszłam do wniosku, że to nie to...

Miałam 19 lat jak wyszłam za mąż ( błąd młodej dziewczyny), 20 jak urodziłam dziecko i dzisiaj zastanawiam się, czy to było właściwe? Teraz potrafię powiedzie "nie", ale 17 lat temu byłam dziewczyną, która nigdy nie doznała miłości ze strony ojca, ani wsparcia ze strony matki. Rodzice nie okazywali mi miłości więc szukałam wsparcia i uczucia u facetów starszych ( dzisiaj wiem, że psychicznym podłożem tego, było szukanie ciepła ojcowskiego). I niby znalazłam - pojawił się facet 10 lat starszy, miły, czuły, troskliwy. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Nawiązał się między nami związek, spotkania, seks. Ja bardzo się zaangażowałam, dbałam o niego, matkowałam, gotowałam, rozpieszczałam. Chciałam być tą jedyną, dobrą, umiejąca wszystko. A po wspólnych wakacjach okazało się, że jestem w ciąży. Jego reakcją były łzy. Teraz wiem, że wtedy powinnam podjąć decyzję i zakończyć to wszystko, ale jak to bywa - skończyło się przed ołtarzem.

Reklama

Skończyły się mrzonki o bajce i królewiczu, a zaczęło się życie. Starałam się być dobrą, kochaną, zaradną żoną i przez 17 lat grałam rolę żony, matki, sprzątaczki, kucharki i kochanki. Zawsze wtedy kiedy on chciał musiał być zaspokojony. A ja... jak pewnie 97proc. kobiet, mam wyuczone wzdychanie, pojękiwanie, udawanie orgazmu. Pamiętam przełomowy dzień kiedy przypadkiem zaczęłam pieścić swoje ciało w wannie, w kąpieli i zaczęło mi to sprawiać przyjemność. Odczuwałam coś, czego nigdy nie czułam i od tego momentu zaspakajałam się przez masturbację. Dzisiaj nie wstydzę się o tym mówić.

Moje podejście do życia zaczęło się zmieniać. Od niedawna zaczęłam się zastanawiać, czy muszę wiecznie myśleć za dwoje. To ja podejmuję decyzję co robić jak pada rodzinny interes, jak spłacić długi. Ja muszę wychowywać dziecko, doglądać domu, teściowej i spełniać wymagania. Ja muszę załatwić kredyt, kupić mieszkanie, wyremontować, urządzić, znosić fochy szesnastolatki i zawsze być uśmiechnięta wypoczęta i gotowa do współżycia bo mąż przyjechał. Ale od niedawna, po rozmowie z kimś mądrym i z doświadczeniem życiowym, zaczęłam zadawać sobie pytania: gdzie jest moje miejsce? Kto dba o mnie, o moje potrzeby? Czy ktoś je zaspakaja? Niestety nikt. Nawet w sferze seksu. Najgorsze jest to, że nie czuję już nic przy dotykaniu, przytulaniu przez męża. Do niedawna nie wiedziałam co to naprawdę znaczy seks, co można odczuwać podczas stosunku. Nigdy nie byłam pieszczona przez męża, nigdy nie poznawał zakątków mojego ciała, nie zachwycał się nim. A ja staram się być zawsze zadbana, opalona, wydepilowana, pachnąca, wysportowana. A on nic - rytuał codzienności, a po wszystkim zasypianie na boku i chrapanie. Kiedyś zaproponowałam mu seks w samochodzie, ale usłyszałam, że jestem głupia. Fantazje miały pozostać w sferze marzeń.

Ale, jak to mówią, marzenia są po to, aby je spełniać. Niedawno pojawił się w moim życiu przyjaciel. Jest młodszy, ale dojrzały. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Rozmawialiśmy ze sobą na rożne tematy: on opowiadał o swoich zawodach miłosnych, ja o swoich odczuciach. Pewnego dnia, kiedy byłam w wielkiej depresji, zwierzyłam się mu z moich obaw i rozterek. W momencie kiedy mnie przytulił aby pocieszyć, poczułam to ciepło, te dreszcze na ciele i wystarczył tylko dotyk nic więcej. I tak się zaczęło - moje ciało pragnęło, aby mnie dotykał. Nigdy nie śmiałam mu o tym powiedzieć, ale on widział wiedział i czuł co się ze mną dzieje. Broniłam się przed tym, ale w końcu postanowiłam być szczera i wyznać czego pragnę. A on odpowiedział: nie możemy! To mnie zabolało, ale wiedziałam, że on tego też chce tylko się boi. I czas pokazał, że miałam rację. Pewnego razu musieliśmy razem odbyć podróż samochodem. Wracaliśmy późno zatrzymaliśmy się na poboczu aby wypić kawę i porozmawiać. I tak się zaczęło. Delikatnie zaczął dotykać mojego karku i pytał co czuję, a ja płonęłam od samego dotyku. Moje ciało domagało się czegoś więcej. Stwierdziłam, że mój pierwszy raz w samochodzie był czymś, czego nie zapomnę do końca życia. Półtoragodzinny seks, taki jaki myślałam, że zdarza się tylko w filmach. Pot płynący po plecach, kochanie się do utraty tchu i wreszcie przeżycie prawdziwego orgazmu. Bo do tego momentu nie wiedziałam co to orgazm.

Nasz romans trwa nadal. On zachwyca się moim ciałem, pieści każdy jego skrawek. Nie wstydzę się przy nim okazywać odczuć, prosić o więcej, bo on nie mówi mi, że jestem głupia.

Wiem, że nie mogę liczyć na związek z nim. On jest młody, ma prawo zasmakować nie jednego jabłka i znaleźć kogoś w swoim wieku. Zresztą niedługo wyjeżdża na stałe za granicę. Ja cierpię z tego powodu, ale walczę z tym uczuciem. Dręczy mnie tylko jedno pytanie: czy mam prawo zostawić to wszystko i zacząć żyć od nowa, sama. Spełniać swoje marzenia, zadbać o siebie i nie pozwoli się stłumić, nie pozwolić, aby ktoś dyktował mi warunki. Mówił z kim mam się spotykać, a z kim nie (bo mój mąż nie toleruje osób z których nie ma korzyści). Czy mam prawo zacząć żyć? Czy ktoś pomoże mi odpowiedzieć na to pytanie?

Czasami nawet najlepsza "książkowa" rada nie zastąpi tej, która wynika z naszych doświadczeń. Do naszej redakcji przychodzi wiele takich listów, na które jednej osobie trudno jest mądrze odpowiedzieć, ale liczymy na was.

Redakcja

Jeśli potrzebujesz rady naszych czytelniczek - napisz do nas! Autorka została nagrodzona zestawem kremów Avon.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: romanse | ciało | seks | romans

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje