Reklama

Reklama

Dieta jesienna - jak dobrze zjeść i nie przytyć?

- Jeśli będziemy jedli zgodnie z naszymi potrzebami, z tym co robimy i ile potrzebujemy, z tym jak wygląda nasza aktywność i do tego dostosujemy odpowiednią ilość energii - nie ma możliwości, że przytyjemy. Obiecuję - zapewniała dietetyczka Anna Jelonek, gość "Dania do myślenia" w RMF Classic. Rozmówczyni Tomasza Skorego opowiadała o tym, jak radzić sobie z żywieniowymi potrzebami naszego organizmu podczas okresu jesiennego.

Tomasz Skory: To, co jest za oknem, nie zostawia złudzeń - mamy jesień. Ze zmianą pogody zmienia się nie tylko nastrój, ale także potrzeby organizmu. Pora na parę słów na temat jesiennej diety. Czym się różni od letniej?

Anna Jelonek: Zmienia się temperatura - jest zimno. Potrzebujemy produktów ciepłych, które rozgrzałyby nasz organizm. Lato kojarzy się z odchudzaniem, sałatkami, warzywami, sokami. Teraz pojawia się czas, kiedy powinniśmy zwiększyć swoje zapotrzebowanie energetyczne i rozgrzać organizm.

Reklama

Jakie to powinny być produkty i dlaczego?

- To są produkty, których się boimy, wokół których krąży wiele mitów. Boimy się je jeść, bo teoretycznie tuczą. Mam na myśli węglowodany złożone - pieczywo, kasze, ryże, makarony, płatki. To produkty, z których organizm ma najwięcej energii - na oddychanie, na ogrzanie. Są potrzebne, aby nie było deficytu energetycznego, nie było zimno, żeby nasz mózg prawidłowo funkcjonował i żebyśmy mogli spokojnie spać. Węglowodany powinny stanowić połowę naszego zapotrzebowania. Jeśli pan powinien jeść - patrzę teraz na oko z mojego doświadczenia - około 2500 kalorii dziennie, to żeby organizm prawidłowo funkcjonował, 1000-1250 kalorii powinno pochodzić właśnie z tych produktów.

Sterta pieczywa, makarony, płatki...

- Produkty zbożowe dają nam uczucie sytości na dłużej - na 2-3 godziny. Nie jest prawdą, że one tuczą. Każdy mówi: "Nie jem pieczywa, płatków, ziemniaków, kasz, bo tuczą" - absolutnie nie bójmy się tego. Kasza gryczana i jaglana ma dużo witamin, składników mineralnych. Kasza również rozgrzewa - w przypadku zapalenia błon śluzowych polecana jest dzieciom, młodzieży  - w postaci na słodko, wytrwanie, kto jak lubi. Nie bójmy się tych produktów.

Z jednej strony pani mówi: "Nie bójmy się, bo potrzebujemy więcej energii", ale z drugiej strony niezaprzeczalne jest, że te produkty tuczą - przysparzają człowiekowi oponki, walizki z przodu. Boimy się tego i chyba słusznie. Czy jest droga pośrodku?

- Droga po środku jest taka, że co za dużo, to niezdrowo - jak ze wszystkim. Nawet jak uznamy produkt za stricte odchudzający, bo jest modny, ktoś mówi, że teraz jemy nasiona chia, że są na odchudzanie... Kwestia indywidualnego zapotrzebowania - każdy z nas różni się wiekiem, wzrostem, masą ciała, aktywnością fizyczną - nie powinniśmy stosować ogólnych zasad, tylko dostosować je indywidualnie do swoich potrzeb. Są też osoby, które mają różne choroby przewlekłe, mniejszą czy większą odporność - stąd większość osób w okresie jesiennym choruje. Nie jest to wynikiem krótkotrwałej diety, tylko całego sposobu odżywiania się - począwszy od narodzin, tego jak odżywiała się mama w ciąży, jak żywiła dziecko - tak budujemy odporność. To jest bardzo ważne - nasza rozmowa nic nie zmieni, jeśli ktoś włączy te produkty przez tydzień, dwa i nagle będzie oczekiwał efektów...

Z jednej strony musimy dać organizmowi więcej energii, z drugiej powinniśmy unikać dostarczania większej ilości kalorii. Ktoś, kto nie jest dietetykiem, może mieć w tym momencie słabszy moment - jak to pogodzić?

- Kaloria kalorii nierówna. Musimy wiedzieć, co ze sobą niesie kaloryczność - oprócz tego, że niesie energię.

Kolega bardzo się ucieszy z wysławiania kaszy.

- Niedocenione produkty, a bardzo zdrowe. Moglibyśmy porównać szklankę kaszy do jednego batonika czekoladowego - kalorycznie są takie same - mają koło 130-150 kilokalorii. Kasza ma również witaminy z grupy B, magnez - najważniejsze jest, że oprócz energii daje zastrzyk witamin. Batonik to puste kalorie - chociaż możemy tu znaleźć magnez, to zależy od jakości batona. Pamiętajmy o tym, żeby to, co jemy, miało za sobą jakość.

Mamy jeść tak, żeby starczyło na długo i było cieple. "Ciepłość" posiłku też ma znaczenie jesienią?

- Zawsze powinien być jeden posiłek na ciepło w ciągu dnia - czy to jest okres jesienny czy letni. Perystaltyka jelit jest bardzo ważna - często Polacy mają z tym problemy. Oprócz zawartości błonnika w diecie - nie zapominajmy o tym, żeby były w niej ciepłe posiłki. Zimne produkty w okresie jesiennym ochładzają organizm. Będzie nam cały czas zimno - ważne jest, żeby żołądek dostał coś ciepłego.

Dietetycy pewnie częściej są pytani o dietę odchudzającą, niż o zrównoważoną. Jesienią to chyba trudniejsze... Jak nie dopuścić do tego, aby większa dawka energii poszła nam w oponkę?

- Popadamy w skrajności - często, kiedy jest okres letni wszyscy się odchudzają, stosują diety eliminacyjne do 1800 kalorii.

Dieta jest pełna owoców, warzyw - to jest łatwiejsze w lecie.

- Tak, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego, co się wydarzy potem - myślimy na chwilę. Trzeba się pokazać - jest lato, bikini, ważna uroczystość- więc odchudzamy się.

Trzeba być fit.

- Kiedy przychodzi okres jesienno - zimowy zaczynamy jeść, bo organizm potrzebuje więcej energii - ze względu na różnice temperatury. Ci, którzy odżywiali się źle - mam na myśli diety eliminacyjne, które nie spełniały indywidualnego zapotrzebowania w stosunku do masy ciała...

Okresowe, żeby wywołać krótkotrwały „efekt bikini”.

- Metabolizm spowalnia się i następuje efekt jojo. Te osoby mają często problem - to jest bardzo zauważalne wśród moich pacjentów – mówią: „jest okres jesienno-zimowy, znowu tyje - dlaczego tak się dzieje?". Jeżeli będziemy jeść zgodnie ze sobą, z tym ile potrzebujemy, co robimy, czy nasza aktywność fizyczna jest większa czy mniejsza…. Jeśli do tego dostosujemy odpowiednią ilość energii - nie ma możliwości, aby w okresie jesienno-zimowym przytyć.

Obiecuje pani?

- Obiecuję.

Rozmawiał Tomasz Skory










Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje