Reklama

Reklama

Ludzkość się „schładza”. Temperatura ciała to już nie 36,6?

„Średnia temperatura ciała zdrowego człowieka wynosi 36,6 stopnia Celsjusza” – to jedna z pierwszych medycznych prawd, których uczymy się w szkole i często jedna z niewielu, które pamiętamy do końca życia. Niedawne odkrycia naukowców mogą nas jednak zmusić do zaktualizowania wiedzy.

Wiedza o prawidłowej temperaturze ciała człowieka jest tak powszechna, że często nie zastanawiamy się nawet nad jej pochodzeniem.

Ustalił ją w 1851 roku niemiecki lekarz, Carl Reinhold August Wunderlich. Głównym polem jego zainteresowań była nie diagnostyka, ale psychiatra. Posiadał on jednak dostęp do danych medycznych dużej liczby pacjentów (dokładnie 25 tysięcy osób) i to na ich podstawie oszacował, ile wynosi wysokość temperatury ciała zdrowego człowieka. Z jego badań wynikało, że właściwa temperatura ciała oscyluje wokół 37 stopni (widełki 36,2 - 37,5 stopni C).

Reklama

Po ponad 150 latach zaczęto jednak podejrzewać, że szacunki Wunderlicha mogły nieco się zdezaktualizować. Opublikowana w 2002 roku kompilacja 27 współczesnych badań pokazywała, że średnia temperatura może być niższa niż jego wyliczenia.

Teraz sprawie postanowili przyjrzeć się bliżej naukowcy z Uniwersytetu Stanforda.

***Zobacz także***

Pół stopnia mniej niż pradziadek

Jak czytamy na stronie eLife, eksperci ze wspomnianej uczelni porównali ze sobą wyniki trzech badań. Pierwsze z nich zawierało dane medyczne weteranów Wojny Secesyjnej (ponad 23 tysiące osób, przebadanych od 1860 do 1930 roku), drugie obywateli USA, którzy zostali przebadani w ramach programu National Health and Nutrition Examination Survey (ponad 15 tysięcy osób w latach 1971 - 1975), trzecie zaś było badaniem przeprowadzonym na grupie 230 tys. pacjentów przez sam Uniwersytet Stanforda od 2007 do 2017 roku.

Do jakich wniosków doszli? Otóż zdaniem naukowców ludzkie ciała z dekady na dekadę systematycznie się ochładzają. Średnia temperatura ciała współczesnego mężczyzny jest o 0,59 stopnia Celsjusza niższa niż temperatura organizmu jego żyjącego w XIX wieku pradziadka. W przypadku kobiet różnica ta jest nieco mniejsza i wynosi 0,32 stopnia.

***Zobacz także***

Klimat się ociepla - człowiek się ochładza?

Rozbieżność danych najłatwiej byłoby wytłumaczyć różnicą między XIX-wiecznymi, a współczesnymi narzędziami badawczymi. Jednak jak przekonują autorzy raportu: Myroslava Protsiv, Catherine Ley, Joanna Lankester, Trevor Hastie i Julie Parsonnet, spadająca temperatura ciała człowieka może mieć inne, o wiele bardziej złożone przyczyny.

"Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o to, czy z biegiem lat ludzkość się ochładza, nie jest wyłącznie kwestią ciekawości. Temperatura to pochodna przemiany materii, która z kolei powiązana jest z wieloma czynnikami, takimi jak: masa ciała, wiek, dieta i sposób życia. Przypuszczamy, że wyniki są ważnym przyczynkiem do badań nad tym, jak zmieniła się kondycja człowieka od czasów rewolucji przemysłowej" - piszą naukowcy w swoim raporcie, opublikowanym na stronie elifesciences.org.

Co mogłoby mieć wpływ na zmiany w metabolizmie, a co za tym idzie - temperaturze? Przede wszystkim tryb życia. Więcej siedzimy, jesteśmy narażeni na niewielkie wahania temperatury otoczenia, a nasz układ odpornościowy dzięki szczepionkom i profilaktyce ma mniej pracy.

Dodatkowym czynnikiem, mającym wpływ na zjawisko, mogą mieć też zmiany klimatyczne, a dokładniej globalne ocieplenie.

***Zobacz także***

Gorączka to wciąż gorączka

"Zmieniamy się. Zmienia się nasz wzrost, waga i jak się okazuje - temperatura" - mówi Parsonnet. - "Nie wiemy jeszcze dokładnie, co te wyniki mogą oznaczać dla zdrowia człowieka, ale zwracają uwagę na nieznane dotąd konsekwencje rozwoju cywilizacji".

Mimo że trudno jeszcze mówić o tym, w jaki sposób wyniki te miałyby wpłynąć na codzienne dbanie o zdrowie, badacze z Uniwersytetu Stanforda zaznaczają, że ich praca nie zmienia definicji gorączki. "Wahania temperatury ciała wciąż powinny wzbudzać niepokój i być postrzegane jako symptom choroby" - mówią.

Badacze dodają również, że spadkowy trend ma swoją granicę, choć na razie jeszcze jej nie znamy.


 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama