Reklama

Myj zęby, ale z głową

- Mamy badania, które dowodzą, że zęby możemy umyć samą wodą i szczoteczką, pod warunkiem, że będzie to trwało 10-15 minut. Substancje bakteriobójcze i bakteriostatyczne dodajemy do pasty po to, żeby skrócić czas mycia zębów i mieć pewność, że większość populacji z tego skorzysta – mówi stomatolog Michał Kaczmarek.

Ewa Koza, Interia.pl: W poprzednim miejscu pracy miałam koleżankę, która po przegryzieniu ostatniego kęsa, biegła do łazienki, żeby umyć zęby. To chyba nie jest dobra praktyka?

Michał Kaczmarek: - Dbanie o higienę jest ważne, byle nie przesadne. Zasada jest taka, że myjemy zęby rano i wieczorem - to konieczne. Mycie bezpośrednio po posiłku nie jest dobre. Dajmy organizmowi czas, by zobojętnił pH w ślinie. Dobrze odczekać 15-20 minut i dopiero umyć zęby.

- Wiele osób uważa, że myjemy je, żeby pozbyć się resztek jedzenia. To jest jedna z funkcji, ale nie podstawowa. Najważniejsze jest pozbycie się płytki bakteryjnej, dlatego tak istotne jest wieczorne mycie zębów. Ostatnią czynnością, jaką robimy przed snem, ma być umycie zębów - pozbywamy się w ten sposób bakterii z jamy ustnej.

Reklama

Nie milknie dyskusja, czy myć zęby po przebudzeniu, czy po śniadaniu?

- Najlepiej zrobić jedno i drugie. Przy czym pierwsze mycie, po przebudzeniu, powinno być bardzo dokładne, by wyczyścić zęby i pozbyć się płytki bakteryjnej. Dzięki temu w trakcie śniadania bakterie nie będą miały z czego wytworzyć energii i namnożyć się. Po śniadaniu trzeba chwilę odczekać i albo przepłukać jamę ustną, albo szybko wyczyścić zęby.

Jaką krzywdę zrobimy zębom, jeśli będziemy je notorycznie myć zaraz po jedzeniu?

- Zależy, co jemy. Na pewno nie wolno myć zębów bezpośrednio po kwaśnych produktach. Zbyt częste mycie może doprowadzić do nadmiernego starcia szkliwa. Choroba próchnicowa to nie wszystko, są też niepróchnicowe uszkodzenia zębów. Kiedy spożywamy jakikolwiek pokarm, pH śliny spada, środowisko jamy ustnej robi się bardziej kwaśne. Nasze szkliwo zbudowane jest z milionów kryształków, które rozpuszczają się w pH około 5,5.

- Kiedy pijemy sok pomarańczowy, obniżamy pH. Myjąc zęby zaraz po wypiciu, wcieramy kwasy w szkliwo i sprawiamy, że robi się ono bardziej podatne na ścieranie. Dlatego tak ważne jest odczekanie 15-20, niektórzy mówią, że nawet 30 minut, żeby organizm sam zneutralizował i wyrównał pH. Dopiero wtedy myjemy zęby.

Większą krzywdę robi zębom ten, kto obsesyjnie je myje, czy ten, kto z higieną jest trochę na bakier?

- Trudno zdecydować, co gorsze. Jedna i druga osoba sobie szkodzi. Nie myjąc zębów powodujemy, że w jamie ustnej jest więcej bakterii i zwiększa się ryzyko wystąpienia próchnicy. Oczywiście jest to osobnicze. Czynników powstania próchnicy jest bardzo dużo, muszą zadziałać wszystkie, albo przynajmniej większość, żeby doszło do jej rozwoju, jednak nie myjąc zębów, wyraźnie zwiększamy prawdopodobieństwo.

- Osoby, które obsesyjnie myją zęby, narażają się z kolei na powstanie problemów niezwiązanych z próchnicą. Nauka nazywa je ubytkami pochodzenia niepróchnicowego. U ludzi, którzy wymiotują, mowa o osobach chorych na bulimię, uzależnionych od alkoholu i wszystkich z dużym odruchem wymiotnym czy refluksem, pojawia się w jamie ustnej kwas, który rozpuszcza szkliwo. To samo dzieje się u spożywających duże ilości napojów słodzonych. Zarówno kwas, który dostarczymy z zewnątrz, jak i kwasy trawienne z żołądka, prowadzą do erozji szkliwa. W wyniku zbyt częstego mycia, dochodzi też do abrazji, czyli starcia zębów. Pasta ma zdolność ścierną, w tym celu została stworzona - ma usuwać płytkę. Jednak myjąc zęby zbyt często, uszkodzimy szkliwo.

- Kiedyś na pastach był oznaczany czynnik ścieralności. Przy nadwrażliwości zębów powinniśmy wybierać pastę z niższym czynnikiem ścieralności, żeby nie pogłębiać problemu. Z kolei pasta dla palaczy powinna mieć ten czynnik dużo wyższy. Pasty rozjaśniające, powszechnie znane jako wybielające, też mają wyższy czynnik ścieralności, bo ich zadaniem jest zetrzeć przebarwioną tkankę. 

***Zobacz także***

Co najgorszego robimy swoim zębom?

- Szkodzimy im na wiele sposobów. Głównym problemem stomatologicznym jest choroba próchnicowa. Zakłada się, że ma ją 99 proc. populacji świata. Kondycję zębów najbardziej niszczy nieprawidłowa dieta, bogata w węglowodany, uboga w białka i nieprzetworzone tłuszcze. Duży wpływ na stan uzębienia ma też styl życia.

- Kolejna sprawa to rytm dobowy. Jeśli nieregularnie śpimy, nie wysypiamy się, to cierpią zęby i cały aparat, który je utrzymuje.

Jak gorsza jakość snu wpływa na zęby?

- Rytm dobowy jest bardzo ważny dla całego organizmu. W nocy regenerują się nasze narządy i jama ustna. Błona śluzowa, ślinianki, przyzębie, czyli aparat, który utrzymuje zęby. Mamy badania, które dowodzą, że nieregularny tryb życia, niedobory snu, praca zmianowa, głównie ta w godzinach nocnych, skutkują gorszą higieną i częstszymi chorobami przyzębia.

Ostatnio usłyszałam, że jestem ziarenkowcem - w moim menu jest bardzo dużo orzechów i nasion. To prawda, że one osłabiają zęby?

- Trzeba byłoby poprzeć to badaniami, ale na pewno spożywanie produktów twardych, takich, które wymagają długiego rozcierania, powoduje, że musimy dużej żuć i mocniej ścieramy zęby. Spożywanie nadmiernie miękkich pokarmów też nie jest dobre, zwłaszcza w wieku rozwojowym.

- Dlatego tak ważne jest, by w trakcie rozszerzania diety dziecka, nie podawać mu samych papek. Ono musi jeść pokarmy o różnych konsystencjach, żeby stymulować wzrost i rozwój narządu żucia. Już od narodzin, wykonując odruch ssania, tworzymy swój aparat żucia, czyli kości, mięśnie, policzki i wargi. Nie można przeciągać stosowania wyłącznie płynnej lub półpłynnej diety. Dieta lepka, tak zwane papki, nie są dobre, bo oblepiają zęby dziecka i  długo na nich pozostają. Zdarza się, że maluch, który długo jadł wyłącznie papki, nagle dostaje twarde pożywienie, które trzeba rozcierać i nie jest w stanie uformować kęsa ani go przełknąć. Czasem się krztusi. Dieta powinna być zbilansowana, zawierać produkty ciepłe i zimne, miękkie i twarde.

Ekstremalnie zimne i gorące też niszczą zęby.

- Wszystkie nasze tkanki, skóra, włosy, gałka oczna i zęby również, mają temperatury krytyczne. Dlaczego opracowując zęba psikam go wodą? Nie tylko po to, żeby lepiej widzieć, ale głównie, aby go schłodzić.

- Skrajności, takie jak popijanie lodów gorącą kawą, są niebezpieczne. Szkliwo jest najtwardszą tkanką zęba, a rzeczy twarde nie lubią zmian temperatury. Jeśli rozgrzane szkło wrzucimy do zimnej wody, pęknie. W szkliwie też może dojść do mikropęknięć.

Wróćmy do kształtowania się szczęki i żuchwy.

- Narząd żucia formuje się nawet do 25. roku życia. Ważny jest, wspomniany już, odruch ssania. Dla wykształcenia narządu żucia, czyli stawu skroniowo-żuchwowego, żuchwy i podniebienia, znaczenie ma wiele czynników, w tym sposób trzymania sutka, układania butelki i pozycja dziecka w trakcie jedzenia.

- Rozszerzanie diety rozpoczynamy od produktów płynnych, potem półpłynnych, a następnie wprowadzamy żywność o różnej konsystencji. Nie mielimy wszystkiego. Podajemy dziecku na przykład ugotowaną marchewkę, kawałek bułki i gotowanego mięsa, żeby uczyło się formować kęs, układać żuchwę względem szczęki i rozcierać pokarm.

- Ważne, jak układamy dziecko do snu. Noworodki i niemowlęta powinny spać płasko, żeby głowa nie była za bardzo przygięta lub odgięta - to ma znaczenie dla rozwoju szczęki i żuchwy. Właściwe oddychanie, czyli przez nos, stymuluje prawidłowy rozwój szczęki. Powietrze, które dostaje się do organizmu przez nos masuje szczękę i stymuluje jej wzrost. U dzieci, które oddychają przez usta, wykształca się, tak zwane, gotyckie podniebienia. Nie ma u nich stymulacji od góry, tylko od dołu, dlatego podniebienia są wysoko wysklepione, jak w katedrze.

Smoczek i łyżeczka też odgrywają dużą rolę.

- Nie warto kupować miękkich łyżeczek, które się wyginają. Łyżeczka powinna być raczej twarda i tak skonstruowana, żeby dziecko samo ściągnęło z niej pokarm.

- Trzeba zachować umiar w używaniu smoczków. To nie tak, że nie wolno ich stosować. Smoczek jest uspokajaczem, z którego można korzystać, ale w granicach normy. Mówi się, że bezpieczna granica to 18. miesiąc życia dziecka.

- Ważna jest też nauka picia. Starajmy się, żeby maluch pił ze szklanki lub bidonu, a nie z butelki ze smoczkiem, który cały czas utrzymuje odruch ssania. Przy piciu z kubeczka dziecko musi odpowiednio ułożyć usta, język, uczyć się uszczelniać, żeby płyn się nie wylewał. Picie przez słomkę też wymusza odpowiednie ruch mięśni i języka, żeby zassać płyn.

Kiedy wybrać się z dzieckiem na wizytę adaptacyjną?

- Powinna się odbyć między 6.-12. miesiącem życia. Dziecko dużo z tej wizyty nie wyniesie. Zaglądając do buzi sprawdzę czy nie występuje jakaś patologia, ono zapamięta ewentualnie zapach i skojarzy go z przyjemnym miejscem. Taka wizyta jest bardzo ważna dla rodziców, bo wielu nie wie, jak myć zęby, jak dbać o jamę ustną malucha, jak go karmić, jak postępować przy urazie. Okienko urazowe to 1.-2. rok życia, kiedy dziecko zaczyna raczkować, wstawać i chodzić. Statystycznie 30 proc. dzieci ulega w tym czasie urazom w obrębie twarzoczaszki. To czasem są błahe sprawy, typu ukruszony kawałek zęba. Może się zdarzyć, że taki ząb trzeba będzie usunąć.

- Przykładem jest mój pacjent z poniedziałku. Miał uraz dwa lata temu, jako 1,5-roczne dziecko. Przyszedł po dwóch latach od zdarzenia. Okazało się, że obumarła miazga, zrobił się ropień. Musiałem usunąć ząb 3,5-letniemu dziecku. Wizyty adaptacyjne są potrzebne, żeby przyzwyczaić i dziecko, i rodziców, wyczulić ich, jak postępować przy urazie. Kiedy dziecku przydarzy się krzywda, tracimy rozum, a konieczne jest zachowanie zimnej krwi, żeby mu pomóc.

***Zobacz także***

Jak dbać o higienę zębów mlecznych?

- Zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, higienę jamy ustnej wprowadzamy od pierwszego dnia życia. Zakłada się, że przemywamy wały dziąsłowe od początku. Nie chodzi o wyszorowanie, bo organizm jest przystosowany do samooczyszczania. Nabłonek jamy ustnej złuszcza się, więc bakterie nie mają gdzie się namnażać. Dysponujemy jednak badaniami, które dowodzą, że bakterie próchnicotwórcze mogą być w jamie ustnej jeszcze przed pojawieniem się pierwszego zęba. Najczęściej są transmitowane od mam, dlatego tak ważne jest, by kobiety w ciąży miały zdrowe zęby. Trzeba unikać całowania w usta, oblizywania łyżeczki czy smoczka.

- Gdy pojawi się pierwszy ząb, wprowadzamy szczoteczkę i pastę z fluorem. Zgodnie z zaleceniami, w ilościach śladowych, czyli porcja wielkości ziarenka ryżu. Tubka powinna wystarczyć na 9-12 miesięcy. Dziecko musi się przyzwyczaić, że coś się pieni w jamie ustnej. Dużo łatwiej to zrobić u tych, które od narodzin mają wprowadzoną higienę dziąseł. Przecież jest to ciało obce, a czynność wykonuje rodzic, wiec maluch może się buntować. Z myciem zębów jest jak z obcinaniem paznokci. Jeśli nie nauczymy tego od pierwszych dni życia, dziecko nie będzie wiedziało, że to potrzebne.

- Dzieci w Polsce mają fatalne uzębienie, co jest wypadkową wielu czynników. Jednym z nich jest brak higieny. Dokłada się nieprawidłowa dieta i złe nawyki. Pojawia się dużo 2-3-letnich dzieci, u których trzeba usuwać zęby, albo przeprowadzać skomplikowane leczenie w znieczuleniu ogólnym.

Jaką pastę wybrać gdy pojawi się pierwszy ząb?

- Zaleceniach mówią jasno, że pasta dla dzieci powinna mieć 1000 ppm-ów fluoru. Producent ma obowiązek umieścić na opakowaniu informację na temat jego zawartości. Do trzeciego roku życia dajemy śladową ilość pasty na szczoteczkę, wspomniane ziarenko ryżu. Nie więcej, bo dziecko nie jest w stanie w sposób kontrolowany wypluć. Jeśli obawiamy się dostarczenia nadmiaru fluoru, możemy zebrać pianę z jamy ustnej gazikiem czy ręcznikiem. Między 3. a 6. rokiem życia stosujemy tę samą pastę, nakładając na szczoteczkę ilość odpowiadającą wielkości ziarenka grochu. Zakładamy, że dziecko już wypluwa. Po szóstych urodzinach wprowadzamy pastę 1450 ppm-ów fluoru, czyli taką, jakiej używają osoby dorosłe.

Skąd tyle sprzecznych informacji na temat fluoru?

- Badania nad fluorem prowadzone są od lat. Stomatologów nie interesuje fluor, który połkniemy, ale ten, który znajduje się w najbliższym otoczeniu zębów. On nie ma dostać się z krwi, tylko z pasty.

- Obecna na szkliwie bakteria zaczyna metabolizować cukier wytwarzając kwasy, które rozpuszczają szkliwo i tkanki zęba - tak można przedstawić skrócony przebieg rozwoju próchnicy. W badaniach in vitro udowodniono, że kryształek, który tworzy szkliwo rozpuszcza się w pH równym 5,5. Jon fluoru, który pojawi się w okolicy kryształka sprawia, potocznie mówiąc, że zostaje on wzmocniony, tak wzmacnia się całe szkliwo i w konsekwencji ząb. Szkliwo staje się bardziej odporne na czynniki zewnętrzne.

- Nie ma jednoznacznych danych, jaka dawka fluoru mogłaby spowodować zatrucie. Nikt tego nie testował na ludziach. Mamy tylko informacje z doniesień naukowych i doniesień pacjentów, u których doszło do zatrucia. Dawka toksyczna, przy której mogą wystąpić objawy zatrucia, to 1 mg fluoru na kilogram masy ciała. Stosując pastę 1000 ppm-ów dziecko musiałoby połknąć 10 gramów, czyli około 1/5 tubki, żeby wywołać zatrucie w postaci nadmiernego ślinienia czy pobudzenia, czyli objawów, które nie zagrażają życiu. Aby doszło do poważnego zatrucia fluorem, dziecko musiałoby zjeść całą tubkę pasty.

Czym jest fluoroza?

- Do jej rozwoju może dojść w okresie wczesnodziecięcym. Powstaje, gdy w sposób przewlekły dostarczamy zbyt dużo fluoru do organizmu. W efekcie komórki szkliwa nie są w stanie prawidłowo go wytwarzać. Paradoks polega na tym, że odpowiednia ilość fluoru wzmacnia szkliwo, a jego nadmiar powoduje zaburzenie procesu jego tworzenia. Każda substancja jest niebezpieczna, wszystko zależy od dawki, jednak fluoru w paście do zębów nie trzeba się obawiać.

Czy mycie zębów pastą bez fluoru jest złe?

- Jeśli nie stosujemy odpowiedniej diety i zaniedbujemy wiele aspektów, które przekładają się na stan uzębienia, mycie zębów pastą bez fluoru spowoduje, że choroba próchnicowa będzie postępowała szybciej. Mamy badania, które dowodzą, że zęby możemy umyć samą wodą i szczoteczką, pod warunkiem, że będzie to trwało 10-15 minut. Substancje bakteriobójcze i bakteriostatyczne dodajemy do pasty po to, żeby skrócić czas mycia zębów i mieć pewność, że większość populacji z tego skorzysta.

Skąd taki hejt na fluor?

- To częste zjawisko w zagadnieniach medycznych. Mamy antyszczepionkowców i antycowidowców, jest też grupa przeciwników fluoru. Zawsze znajdą się ludzie o radykalnych poglądach, którzy będą się czemuś przeciwstawiać. Mamy dziś wysyp teorii spiskowych. W medycynie obowiązuje EBM - evidence-based-medicine, czyli medycyna poparta badaniami. Lekarze śmieją się, że teraz jest raczej CBM - celebryty-based-madicine, czyli wiedza poparta słowem celebryty.


Michał Kaczmarek - lekarz dentysta, specjalista stomatologii dziecięcej. W sieci, znany jako Tata Stomatolog, dzieli  się swoją wiedzą za pośrednictwem bloga i w social mediach. "Chcę uświadomić społeczeństwo, jak ważna jest prawidłowa higiena jamy ustnej od pierwszych dni życia, by móc jak najdłużej cieszyć się pięknym, zdrowym uśmiechem!"

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz!

***

Zobacz więcej:


 

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy