Reklama

Reklama

​Sen pomaga schudnąć, zachować młody wygląd, a do tego rozwija osobowość

Długo uważany był za czynność bezproduktywną, a wręcz marnowanie cennego czasu. Dziś sen wskazywany jest jako główny czynnik osobistego rozwoju - pisze Vincent Cocquebert w dzienniku "le Monde". Twierdzi jednak, że nie jest łatwo dobrze się wyspać.

Dobry sen jest niezbędny do tego, by osiągać wyniki w sporcie, gdyż dzięki niemu organizm się regeneruje i osiąga szczyt swych fizycznych możliwości. Ale pomaga też w zrzuceniu nadmiernych kilogramów, gdyż przyczynia się do regulacji hormonów, a szczególnie greliny, pobudzającej apetyt.

Wysypiać się powinny też dbające o urodę panie. Sen, zwłaszcza jeśli jest poprzedzony wieczornym masażem twarzy, medytacją, olejkiem eterycznym na poduszce i kolacją bez cukru, pozwala bowiem zachować piękno bez używania wielu kosmetyków. Vincent Cocquebert, powołując się na liczne badania naukowe, przypomina w swoim tekście, że osoby wyspane uchodzą za bardziej atrakcyjne niż osoby, które mają problemy ze snem. Te wyglądają bowiem na zmęczone, przez co są zdecydowanie mniej pociągające.

Do niedawna sen, jako czynność pasywna, był przez wielu uznawany za stratę czasu i pieniędzy. Dziś jest "nowym imperatywem dobrostanu". "Niegdyś obojętna czasoprzestrzeń, dobry sen stał się dążeniem współczesnej mądrości" - twierdzi cytowany przez Vincenta Cocqueberta socjolog Jean-Claude'a Kaufmanna.

Negatywną opinię na temat snu zawdzięczamy wynalazcy żarówki Thomasowi Edisonowi, który spanie uważał za absurd - tłumaczy Hugo Mercier, autor książki "Na Podbój Snu". Twierdzi on, że "dobrze śpią ci, którzy są na czubku piramidy społecznej".

We Francji coraz więcej ludzi uważa, że sen to, po miłości, najważniejsza sprawa, kształcąca osobowość. Wg sondażu przeprowadzonego w roku 2018, sen jest dla 88% Francuzów "chwilą przyjemności", a dla 78% "chwilą wolności". Co ciekawsze, 92% badanych uważa, że ich sen jest "wyjątkowy i nie taki sam jak innych". Innymi słowy, komentuje nawiązując do Kartezjusza dziennikarz, "sypiam więc jestem".

Vincent Cocquebert przypomina też wyznanie szefa Tesli Elona Muska, który wspomniał, że używa środków nasennych, by zasnąć na kilka godzin. Miało to pokazać jego bezgraniczne oddanie pracy, ale odniosło przeciwny skutek. Inwestorzy zaczęli bowiem wątpić czy zmęczony szef podoła prowadzeniu firmy. Ten przypadek pokazuje, jak mało cenne jest dziś przysłowie "kto rano wstaje". Według badania przeprowadzonego w 2016 r. przez think tank Rand Corporation, brak snu to raczej synonim spadku wydajności niż wytężonej pracy. Spadku przekładającego się na straty finansowe, wyliczono bowiem, że tylko w USA z powodu niewyspania pracowników firmy tracą rocznie 411 miliardów dolarów.

Ponieważ brak snu pracowników źle wpływa na produkcję, niektóre wielkie firmy w USA i Japonii płacą im dodatkowo za to, by w nocy spali przynajmniej 6 godzin. Jednak "przymus długiego spania", w sposób paradoksalny spanie utrudnia.

"Regularnie przychodzą do mnie pacjenci, którzy przedtem nie mieli problemu bezsenności. Mówią mi: zegarek wskazuje, że źle śpię, co mam robić? - opowiada pytany przez dziennikarza dr Jose Haba-Rubio, autor książki "Śni mi się, że śpię". I tłumaczy, że im bardziej próbuje się panować nad swym snem, tym mniej się śpi. Żeby się wyspać, trzeba być bowiem zrelaksowanym. Paradoks? Tak, ale nie jest to przecież jedyna sprzeczność na jaką napotyka człowiek w dzisiejszym świecie - podsumowuje Vincent Cocquebert .

Reklama

***Zobacz także***

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy