Reklama

Reklama

Brytyjczycy odkryli uroki champingu, czyli biwakowania w kościołach

Nazwa champing powstała z połączenia słów church (kościół) i camping (biwak). Jak donosi "The Guardian", po pandemii opuszczone kościoły stały się azylem dla turystów, którzy pragną uniknąć tłumów na tradycyjnych biwakach i przenocować w ciszy i spokoju.

"Wskutek przepełnia na tradycyjnych kempingach, coraz więcej wczasowiczów odkrywa radość z champingu" - można przeczytać w poświęconym nowemu zjawisku tekście w "The Guardian". Przykład? Penny Thomas zawsze przedkładała wakacje pełne przygód od leżenia na plaży. Tego lata, gdy tłumy spragnionych wczasów rodaków zaczęły oblegać modne miejscowości, pojawiły się ponadto problemy z zakwaterowaniem. W związku z tym ona i jej mąż Pete oraz Betty, pies rasy labradoodle, zameldowali się w XIII-wiecznym kościele. "Poddaliśmy się urokowi robienia czegoś trochę innego... Nienawidzę hałasu generowanego przez innych ludzi. Tego problemu nie ma, gdy śpisz wśród umarłych" - zauważyła żartobliwie Penny.

Reklama

Jak zauważono w "Guardianie", państwo Thomasowie wpisuje się w nowy trend na Wyspach, bo w tym roku podobno rekordowo wielu turystów wybrało "champing" - biwaki w nieczynnych już kościołach. Usługa w stylu Airbnb została uruchomiona już sześć lat temu, by przyciągnąć ludzi do pustych kościołów i pomóc w sfinansowaniu ich utrzymania. Ale dopiero pandemia sprawiła, że champing stał się popularny. Jednym z takich miejsc, gdzie można wynająć kawałek średniowiecznej nawy z łóżkiem jest kościół St Mary's Church w Edlesborough. Turyści płacą tu za nocleg od 49 do 59 funtów od osoby dorosłej (ok. 260 do 314 zł). Śpi się w łóżkach polowych, otoczonych pomnikami, nagrobkami, witrażami, ołtarzem i tego typu elementami wyposażenia konsekrowanego kościoła anglikańskiego. Dodatkową atrakcją bywają też... nietoperze.

Państwo Thomasowie już dwukrotnie skusili się na taką atrakcję. Najpierw nocowali w XIV-wiecznym kościele św. Piotra w Wolfhampcote w hrabstwie Warwickshire, a za drugim razem w kościele św. Cuthberta w Holme Lacy w hrabstwie Herefordshire. "Oboje jesteśmy zagorzałymi ateistami, ale uwielbiamy zabytkowe budowle" -stwierdziła w rozmowie z "The Guardian" Penny Thomas. Wielu przyjaciół pytało ich, czy to straszne. Za pierwszym razem obejrzeli horror i "próbowali się wystraszyć", ale za drugim - delektowali się "naprawdę spokojnym" pobytem.

Fiona Silk, dyrektor ds. rozwoju tej stosunkowo nowej gałęzi turystyki, mówi że w sumie od momentu rozpoczęcia działalności w 2015 roku z noclegu w kościołach skorzystało 6500 osób, z czego 1350 rezerwacji dokonano w tym roku. Jak stwierdziła, przed pandemią ten rodzaj wypoczynku był szczególnie popularny wśród Amerykanów, którzy "doceniają stare budowle". W tym roku usługa przyciąga jednak głównie Brytyjczyków. "Spanie w kościołach pozwala ludziom doświadczyć tych przybytków w zupełnie nowy sposób. Inaczej niż podczas nabożeństwa, ślubu czy pogrzebu" - stwierdziła Silk. 

***
Zobacz również:


Górale mają problem: Narzekają na turystów i ich oszczędność!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje