Reklama

Reklama

Haiti - kraj po apokalipsie i kolebka sztuki

Od tragicznego trzęsienia ziemi na Haiti minęło osiem lat, a jednak mieszkańcy wciąż toczą mozolną walkę o odbudowę kraju i normalność. Mimo trawiącej ich wyspę nędzy, potrzeba tworzenia i ekspresji poprzez sztukę jest tam silniejsza niż gdziekolwiek indziej...

Jak informuje UNICEF, Haiti to jedno z najbiedniejszych państw na świecie, borykające się z brakiem dostępu do podstawowych świadczeń, przemocą i wyzyskiem. Porwania dla okupu czy strzelaniny, których ofiarami są często przypadkowi przechodnie, to smutna codzienność tego położonego w Ameryce Środkowej kraju. Trzęsienie ziemi z 2010 roku doprowadziło go do ruiny. Mimo dramatycznej sytuacji, która - choć z każdym rokiem się polepsza - wciąż wymaga naprawy, Haitańczycy starają się odbudować swój kraj, by ich życie mogło wrócić do normy. Jednymi z największych sprzymierzeńców w tej walce o normalność okazali się Polacy.

Reklama

"Wśród Polaków dało się wówczas zauważyć olbrzymie poruszenie i wielką hojność. Nie pamiętam drugiego takiego przypadku w ciągu ostatnich 20 lat, żeby zaistniał taki zryw solidarnościowy i chęć niesienia pomocy, rozumienia problemów innych. Zorganizowaliśmy wtedy wraz z Caritas Polska dużą zbiórkę pieniędzy oraz akcję medialną, co było fundamentem działającej obecnie fundacji" - mówi Zofia Pinchinat-Witucka, prezes Fundacji Polska-Haiti, której celem jest wsparcie mieszkańców Haiti w projektach odbudowy kraju oraz w rozwoju nowoczesnego szkolnictwa i promocji kultury i sztuki.

To właśnie wybudowanie szkoły na Haiti stało się dla fundacji nadrzędnym celem. "W wyniku katastrofy zostały zmiecione z powierzchni ziemi najważniejsze instytucje, takie jak placówki oświaty i urzędy, właściwie cała infrastruktura. Uznaliśmy, że najistotniejsze jest odbudowanie szkoły. Wybór miejsca padł na Jacmel, które można porównać do polskiego Krakowa - to miasto, w którym żyje i tworzy wielu artystów, będące zarazem o wiele spokojniejsze niż stolica kraju" - zdradza Pinchinat-Witucka.

Jacmel to portowa miejscowość położona na południowo wschodniej części wyspy, słynąca z lokalnej produkcji rzeźb zwierząt w drewnie oraz malowniczych krajobrazów - otaczających miasto pól kawowych i budowli z epoki kolonialnej. "Historia szkoły jest dość niezwykła, bo od początku do końca jest budowana przez Polaków - począwszy od datków, poprzez projekt architektoniczny, aż po zarządzanie robotnikami na Haiti. Mamy nadzieję, że niedługo uda nam się dokończyć prace nad nową szkołą, która nosić będzie imię Jana Pawła II - postaci symbolizującej międzynarodową solidarność" - dodaje.

Jak mówi prezes fundacji, niewyobrażalne szkody powstałe w wyniku trzęsienia ziemi na Haiti były również dowodem na rażące błędy w tamtejszym budownictwie. "Wiele krajów przechodzi przez większe kataklizmy, jednak są one w stanie poradzić sobie z ich skutkami. Jakość budowy i umiejętności są na Haiti niestety bardzo słabe. Było dla nas niezwykle ważne, by przy okazji budowy szkoły przekazać mieszkańcom wiedzę, którą będą mogli wykorzystać w przyszłości".

Kraj ten jest jednocześnie, wbrew pozorom i obiegowej opinii, kolebką aktywnej społeczności artystów, którzy tworzą swoje dzieła często ze znalezionych w okolicy niepotrzebnych materiałów, przedmiotów codziennego użytku, a nawet odpadów. "Haiti należy do krajów, w których potrzeba i wola tworzenia sztuki jest nieproporcjonalnie rozwinięta w stosunku do możliwości. Twórczość artystyczna - malarstwo, muzyka, poezja, literatura, rzeźba -wykraczają poza szeroko obserwowane normy. Potrzeba ekspresji poprzez sztukę jest tam silniejsza niż gdziekolwiek indziej" - mówi Pinchinat-Witucka.

Haiti nazywane jest królestwem malarstwa naiwnego, którego rozkwit sięga tam lat 40. XX wieku. Eksponaty pochodzące z kolekcji ówczesnych lokalnych twórców znajdują się obecnie w uznanych muzeach Stanów Zjednoczonych, Europy i Azji. W ich dziełach dominuje codzienność: sceny z targu, ulicy, pracy w polu. Zamiłowanie do sztuki przetrwało na Haiti do dziś - mimo wyjątkowo niesprzyjających warunków. "Mam w oczach takie zdjęcie, wykonane po trzęsieniu ziemi. Na środku pełnego zgliszcz placu siedzi mężczyzna z paletą ze sztalugami i maluje. Na Haiti pełno jest murali, nie ma domu, w którym nie wisiałyby obrazy - nawet w najbiedniejszych slumsach" - zauważa prezes Fundacji Polska-Haiti. I dodaje, że sztuka jest dla Haitańczyków swego rodzaju katharsis, formą alternatywnego życia poza dojmującą rzeczywistością, która ich otacza.

Jak obecnie wygląda haitański krajobraz po apokalipsie? Sytuacja, w porównaniu do lat wcześniejszych, ulega na szczęście systematycznej poprawie. "Rozwój gospodarczy wciąż jest niestety niewystarczający, jest to nadal jedna z najbiedniejszych populacji na świecie. Udało się jednak ograniczyć przemoc, która była dotychczas najpoważniejszym problemem, z jakim mierzyło się Haiti - szczególnie w czasach dyktatury Francois Duvalier. To widać i czuć, że ludzie żyją swobodniej, mogą mówić to, co myślą. Życie społeczne w jakimś stopniu na pewno uległo poprawie" - konstatuje Pinchinat-Witucka. (PAP Life)

autorka: Iwona Oszmaniec

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje