Jak pracują wielkie umysły?

Idealny porządek czy artystyczny nieład? Dzień pracy rozpoczynający się o czwartej rano czy może trwający od zmierzchu do świtu? Na śniadanie kawa z sześćdziesięciu ziaren czy może mieszanka aspiryny i środków odurzających? Codzienne zwyczaje wybitnych twórców nierzadko są równie interesujące co ich dzieła...

Czy sekret genialnych dzieł może tkwić w procesie ich tworzenia? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Mason Currey, pisarz i dziennikarz, autor książki "Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły", w której opisuje zwyczaje 161 twórców. Currey pozwala nam podejrzeć codzienność pisarzy, reżyserów, muzyków takich jak: Balzac, Hemingway, Fellini, Bergman, Einstein czy Freud. I po raz kolejny stwierdzić, że byli to ludzie nietuzinkowi, w każdym aspekcie swego życia.

Reklama

Specjalnie dla was wybraliśmy fragmenty "Codziennych rytuałów", w których opisane są zwyczaje Gertrudy Stein i Jean Paula Starte'a.

Gertrude Stein (1874-1946)

Po wybuchu drugiej wojny światowej Gertrude Stein i jej życiowa partnerka Alice B. Toklas uciekły z Paryża do wiejskiego domu w Ain na wschodnim krańcu Francji. Stein długo polegała na Toklas w kwestii organizacji ich życia. W Ain, jak pisze Janet Malcolm w książce "Dwa życia. Gertruda i Alicja", Toklas "aż do przesady dbała o praktyczne szczegóły życia Stein".

Artykuł autorstwa Janet Flanner, Jamesa Thurbera i Harolda Rossa, który ukazał się w 1934 roku na łamach "New Yorkera", tak opisywał styl życia obydwu pań: 

"Pani Stein wstaje codziennie około dziesiątej i wbrew swojej woli pije kawę. Zawsze denerwowała się tym, że się zdenerwuje, i uważała, że kawa jest źródłem tego zdenerwowania, ale lekarz przepisał jej picie kawy właśnie. Pani Toklas, jej towarzyszka, wstaje o szóstej rano i zaczyna swoje odkurzanie i inne ceregiele (...). Każdego ranka pani Toklas kąpie i czesze ich pudla Basketa i szczotkuje mu zęby. Pudel ma własną szczoteczkę. Pani Stein ma nietypowych rozmiarów wannę zbudowaną na zamówienie. Aby ją wstawić, trzeba było zdemontować schody. Po kąpieli Stein zakłada wełniany szlafrok i na chwilę zasiada do pisania.

Woli jednak pisać na zewnątrz, kiedy jest już ubrana. Zwłaszcza w Ain, ponieważ są tam krowy i skały. Pani Stein lubi patrzeć na krowy oraz skały w przerwach od pisania. Panie jeżdżą więc po okolicy swoim fordem tak długo, aż znajdą odpowiednie miejsce. Następnie pani Stein wychodzi z samochodu, przysiada na składanym krzesełku z notesem i ołówkiem w dłoni, a pani Toklas nieustraszenie przesuwa krowę w jej pole widzenia. Jeżeli ta krowa nie odpowiada nastrojowi pani Stein, wsiadają do samochodu i ruszają w stronę kolejnej krowy. Kiedy wielka pani ma wenę, pisze szybko przez mniej więcej piętnaście minut. Często jednak tylko siedzi przy wyłączonym silniku, wpatrując się w krowę". 

W "Autobiografii każdego z nas" Stein przyznała, że nigdy nie była w stanie pisać więcej niż pół godziny dziennie, dodała jednak: "Jeżeli pisać codziennie przez pół godziny, to z biegiem lat powstanie z tego pokaźna liczba zapisanych stron. Bo przecież przez cały dzień człowiek myśli o tym, co napisze przez te pół godziny".

Stein i Toklas około południa jadły lunch, a wczesna kolacja musiała być lekka. Toklas kładła się wcześnie, ale Stein lubiła posiedzieć do późna, dyskutując i plotkując z przyjmowanymi gośćmi. "Nigdy nie zasnę, kiedy po prostu idę do łóżka, wieczorem zawsze muszę się poobijać", napisała. Gdy goście wychodzili, Stein budziła Toklas, by przed snem omówić cały dzień. 

Jean-Paul Sartre (1905-1980)

"Można być bardzo płodnym, nie pracując zbyt wiele" pewnego razu powiedział Sartre. "Trzy godziny rano, trzy wieczorem. To moja jedyna zasada".

Wydawać by się mogło, że filozof był wyjątkowo zrelaksowany. Nic bardziej mylnego. Sartre znajdował się w stanie twórczego szału przez większość swojego życia, naprzemiennie pracował i prowadził intensywne życie towarzyskie, którego nieodłącznym elementem były obfite posiłki, dużo alkoholu, narkotyków i tytoniu.

W zwykły dzień Sartre pracował do południa w swoim paryskim apartamencie, następnie szedł na półgodzinne spotkanie umówione przez sekretarkę. O trzynastej trzydzieści dołączał do swojej towarzyszki Simone de Beauvoir i jej przyjaciół na lunchu, który stanowił dwugodzinne posiedzenie zakrapiane kwartą czerwonego wina. Punktualnie o piętnastej trzydzieści wstawał od stołu i wracał do pracy. Tym razem towarzyszyła mu Beauvoir.

Sypiał kiepsko, udawało mu się zasnąć na parę godzin jedynie dzięki barbituranom. Ogrom pracy, zbyt mało snu przy wielkiej ilości wina i papierosów zaczął mu dokuczać koło pięćdziesiątki - Sartre znajdował się wtedy na skraju wyczerpania. Zamiast jednak zwolnić, przerzucił się na corhydron, mieszankę amfetaminy i aspiryny, popularną wśród ówczesnych paryskich studentów, intelektualistów i artystów (była legalna we Francji aż do roku 1971, kiedy uznano ją za toksyczną i wycofano z rynku). Sugerowana dawka to jedna-dwie tabletki rano i w południe, ale Sartre łykał dwadzieścia dziennie, pierwszą do porannej kawy, a potem jedną po drugiej w trakcie pracy. Jedna tabletka odpowiadała napisaniu strony jego drugiego ważnego dzieła filozoficznego - "Krytyki rozumu dialektycznego".

To nie był jedyny niezdrowy nawyk Sartre’a. Biografka Annie Cohen-Solal relacjonuje: "Jego dzienna dieta składała się z dwóch paczek papierosów, kilku fajek nabitych czarnym tytoniem, ponad kwarty alkoholu - wina, wódki, piwa, whisky - i dwustu miligramów amfetaminy, piętnastu gramów aspiryny, kilku gramów barbituranów, do tego kawa, herbata i obfite posiłki". Sartre zdawał sobie sprawę, że się wyniszcza, jednak zdrowie kładł na szali ze swoją filozofią. Jak przyznał później, "sądziłem, że w głowie, jeszcze nieoddzielone, niezanalizowane, ale w racjonalnym kształcie, mam już wszystkie pomysły, które trzeba jedynie przelać na papier. To była tylko kwestia oddzielenia ich i zapisania. W skrócie - w filozoficznym pisaniu, które składało się z analizowania moich własnych pomysłów, opakowanie corhydronu oznaczało, że te pomysły będą zanalizowane w ciągu dwóch kolejnych dni".


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje