Reklama

Reklama

K.N. Haner: Wnikliwie słucham Polek

Przez krytyków nazywana jest Remigiuszem Mrozem od erotyków, bo wydaje kilka powieści rocznie. Z pisania uczyniła swój zawód, choć jej celem było samo pisanie, a nie zarabianie na książkach. Każdego dnia stara się być najlepszą wersją siebie, a jej książki szturmują listy bestsellerów. Kim naprawdę jest K.N.Haner, której najnowsza powieść "Zły czas" właśnie wchodzi na rynek?

Justyna Gul: Twoja nowa książka, "Zły czas" z serii "Niebezpieczni mężczyźni" to kolejna już publikacja w tym roku. Niektórzy - jeśli chodzi o tempo pisania oraz wydawania twoich powieści - porównują cię do Remigiusza Mroza, mówią o tobie nawet "Mróz od erotyków". Nachodzi cię taka refleksja, że jesteś wyjątkowo "płodną" pisarką?
K.N Haner: - Do tej pory faktycznie potrafiłam mieć pięć premier rocznie, co mi bardzo odpowiadało. Ten rok jest wyjątkowy, plany się posypały, ale nie jestem tu wyjątkiem. Ogólnoświatowy lockdown i mnie zatrzymał. Nie pisałam przez trzy, a tak naprawdę, prawie cztery miesiące i jestem do tyłu, ale nadrobię. Już nadrabiam! A co do "płodności" pisarskiej, to chyba tak, potrafię mieć naprawdę szybkie tempo pisania. Stworzyłam już ponad dwadzieścia powieści, z tego zaraz będzie premiera dziewiętnastej z nich. A na przyszły rok mam zakontraktowanych siedem książek, więc czeka mnie sporo pracy i sporo pisania.

Reklama

Z pisania - podobnie jak Mróz - uczyniłaś swój zawód. To wspaniale zarabiać na swojej pasji, ale wymaga to pewnie żelaznej samodyscypliny.

- To nie był mój cel, by zarabiać na książkach. Pisanie sprawiało mi frajdę, ale nie zakładałam, że będę to robić zawodowo. Teraz nie wyobrażam sobie jednak wrócić na normalny etat. Możliwość łączenia pracy i pasji to chyba jedna z lepszych rzeczy, jakie mogą się nam przytrafić. A z tą samodyscypliną to u mnie bywa różnie, staram się jednak pisać codziennie. Po tylu latach już nieco inaczej na to patrzę. Dodatkowo od jakiegoś czasu współpracuję z agentką, która czuwa nad tym, bym skupiała się na najważniejszych rzeczach - to dla mnie bardzo komfortowe, bo nie muszę się martwić o pewne sprawy, które do tej pory zaprzątały mi głowę.

W jaki sposób pracujesz? Masz swój ustalony rytm pisania, określone godziny pracy czy może czekasz na wenę?

- U mnie to jest jak na loterii. Jednego dnia lepiej pisze mi się nad ranem, a drugiego późno w nocy. Nie wiem od czego to zależy. Bywają też dni, że mój laptop otwarty jest non stop i tak "doskakuję" do niego w międzyczasie i coś piszę. To taki chaos, ale ja się w tym odnajduję.

"Zły czas" osadzony jest w środowisku mafijnym. W jaki sposób robisz rekonesans? Czy współpracujesz z kimś z policji, kto podpowiada, jak to środowisko wygląda? Masz swoich informatorów?

- Najczęściej inspiruję się książkami lub filmami o tematyce mafijnej. Ten temat bardzo mnie interesuje, więc swego czasu sporo czytałam o tym zakazanym i nieznanym mi światku. Mam też kilku znajomych w policji, więc gdy potrzebuję o coś podpytać, korzystam z ich wiedzy. Niemniej moje historie to czysta fikcja i większość z tego, co piszę to po prostu moje wyobrażenia o tym, jak to wszystko może wyglądać.

Twoje książki są bardzo realistyczne, dopracowane w szczegółach. W życiu też jesteś perfekcjonistką?

- Absolutnie nie. Ani ze mnie perfekcyjna pani domu, ani perfekcyjna pisarka. Mną zawsze kierują emocje. Każdego dnia jednak staram się być najlepszą wersją siebie - choć nieperfekcyjną.

Kolejne twoje powieści aż skrzą się od erotyzmu. Podobnie jak Mróz posługujesz się mistrzowsko słowem, tylko on tworzy sceny zbrodni, a ty sceny przesycone seksem. W jaki sposób je opisujesz? Czy wczuwasz się w sytuację czy raczej patrzysz z pozycji obserwatora? Używasz do tego jakichś rekwizytów, które pobudzają swoją wyobraźnię?

- Lubię seks w książkach, więc pisanie takich scen to dla mnie sama przyjemność. Najczęściej piszę je "na żywca", czyli po prostu puszczam wodze fantazji i daję się jej ponieść. Oczywiście wyobrażam sobie daną scenę, bo jako kobieta chcę, by także w głowach czytelniczek był to ładny i pobudzający "obrazek". I chyba faktycznie po prawie dwudziestu książkach mogę powiedzieć, że mam doktorat z opisywania takich scen. A im jestem starsza, tym bardziej chcę, żeby te sceny były subtelniejsze i piękne w obrazku, ale oczywiście w Hanerowym znaczeniu tego słowa.

Powiedziałaś kiedyś, że pochodzisz z rodziny silnych kobiet. Czy kobieta w Polsce musi być silna, by otwarcie mówić o swoich potrzebach seksualnych?

- Moim zdaniem Polki są bardzo silne, ale nie każda ma potrzebę rozmawiać o tym czego pragnie. Niektóre rzeczy zostają w sypialni i ja się z tym zgadzam. Absolutnie nie chcę uczyć Polek mówienia o seksie, ani bycia bardziej otwartymi. To zrobiła wiele lat temu Michalina Wisłocka w "Sztuce kochania". Swoimi książkami chcę je uszczęśliwiać. Chcę, aby moje czytelniczki mogły się zrelaksować, oderwać od codziennych spraw, pofantazjować, oczyścić głowę. A jeżeli przy okazji po lekturze mojej książki postanowią coś zmienić w swoim życiu seksualnym, to będzie to tylko skutek uboczny czytania Hanerki.

- To ja chcę się uczyć od nich, dlatego prowadzę kilka grup internetowych na Facebooku, gdzie rozmawiam z moimi czytelniczkami i nie tylko o literaturze obyczajowej, o ich potrzebach, fantazjach, oczekiwaniach. Uwielbiam to robić i bardzo dużo mi to daje. Często podczas takich rozmów rodzą się w mojej głowie pomysły na nowe książki. Dlatego tak dokładnie i wnikliwie słucham Polek.

Jesteś od wielu lat zakochana w tym samym mężczyźnie. Jaka jest twoja recepta na udany związek?

- Cierpliwość i poświęcanie czasu drugiej osobie. Nie ma nic gorszego niż "ignorowanie/olewanie" partnera. Po wielu latach związku zawsze wkrada się jakiś rodzaj rutyny i trochę znudzenia. Ale trzeba docenić ten stan, polubić go, wyciągnąć wnioski. Lekka rutyna jest potrzebna, żeby związek był stabilny i uczciwy. Ciągłe fajerwerki, moim zdaniem, nie wróżą niczego dobrego. Najgorsze co może nas spotkać, to samotność w związku. Nie wystarczy mieszkać razem, by tworzyć parę. Wiadomo, że na początku taka relacja wygląda inaczej niż po dziesięciu latach, ale zawsze, trzeba podsycać ten żar, który pojawia się na początku.

Twój partner czyta twoje książki? Na mężczyzn również działają one tak samo, jak na kobiety - rozpalając zmysły, a także tęsknotę za byciem pożądanym?

- Nie, Michał nie czyta w całości moich książek, ale często mi doradza w kwestii fabuły. Czasami czyta na głos jakiś fragment, a mnie to niezwykle krępuje, nie wiem dlaczego. Robi wtedy takie dziwne miny i nie wiem czy jest zażenowany, rozbawiony czy podniecony. (śmiech)

- A co do mężczyzn, to wydaje mi się, że czytanie erotyków działa na nich nieco inaczej, ale na pewno część z nich czyta je właśnie po to, by dowiedzieć się czego pragnie kobieta.....

Akcja twoich powieści rozgrywa się poza granicami kraju. Czy Polska jest zbyt purytańska, by na jej ulicach rozgrywały się śmiałe sceny?

- Zaskoczę cię, bo w tym roku wydałam książkę pod swoim prawdziwym nazwiskiem i są w niej polskie realia. Mamy bohaterkę Polkę, która mieszka w Warszawie. Jako Katarzyna Nowakowska większość książek będę pisała o Polkach i w polskich realiach. Nie uważam, żeby Warszawa, Kraków, Gdańsk czy nawet jakieś małe polskie miasteczko było gorsze od Paryża i co za tym idzie - historia była bardziej purytańska.

Czy kobiety z którymi się spotykasz otwarcie przyznają się, że sięgają po twoje książki, że czerpią z nich inspirację? Że są one potrzebne, by uwierzyć w życie pełne pasji, przesycone namiętnością?

- Tak, i to jest naprawdę satysfakcjonujące. Bardzo wiele z moich czytelniczek inspiruje się moimi powieściami, ale nie mam na myśli jedynie, że przenoszą fantazje do sypialni, ale również same zaczynają pisać. Dostaję naprawdę mnóstwo wiadomości, że dziewczyny zainspirowane moimi książkami odważyły się zacząć tworzyć. To jest wspaniałe, bo wiem jaką radość sprawia pisanie. Dla wielu z nich to rodzaj terapii czy odskoczni, ale czuję, że o kilku z nich na pewno usłyszymy!

A ty wśród swoich powieści masz taką, którą darzysz szczególnymi względami?

- Uwielbiam wszystkie moje powieści. Oczywiście, po takim czasie chciałabym te pierwsze powieści zredagować, poprawić i wydać w ulepszonej wersji, ale do wszystkich mam taki sam sentyment, bo każda z nich to wyjątkowy kawałek mojego życia. Ale nie ukrywam, że te ostatnie są najbardziej dopracowane i lepiej napisane, bo dojrzałam, rozpisałam się, a mój styl bardzo się poprawił.

Nie boisz się zaszufladkowania jako autorka erotyków? Czy planujesz również sięgnąć po inne gatunki literackie?

- Ale ja przecież nie piszę tylko typowych erotyków. Moje powieści to takie hybrydy, gdzie oczywiście zawsze przewija się wątek miłosny, pomieszany jest on jednak z wieloma innymi gatunkami. Jako autorka z każdą kolejną powieścią się rozwijam, więc inne gatunki nie są mi straszne.

Jakie jeszcze są twoje plany na ten rok, bo zapewne po "Złym czasie" jeszcze nas czymś zaskoczysz?

- Zaskoczę, ale to takie malutkie zaskoczenie, gdyż pierwszy raz zdecydowałam się napisać opowiadanie do typowo świątecznej antologii. Choć w sumie może nie typowo, bo antologia będzie erotyczno-romansowa i to mnie skusiło. Mój gorący kurier na pewno rozgrzeje czytelniczki! I tak, jak wspomniałam wcześniej, w tym roku plany się posypały, miało być więcej premier, a wyszło mniej. Co się jednak odwlecze to... Wiadomo. Na lata 2021/2022 szykuje się istny Hanerowo/Nowakowski szał!

Styl.pl/materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy