Reklama

Reklama

Kim naprawdę był święty Mikołaj?

Tradycja kultu świętego Mikołaja sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa. Kim był biskup, który dziś kojarzony jest głównie z wręczanymi dzieciom podarkami i jak przez lata zmieniał się jego wizerunek?

Czerwony kostium, długa, biała broda, zaprzęg reniferów i worek prezentów - ten, powszechny dziś wizerunek świętego Mikołaja, ma niewiele wspólnego z pierwowzorem. Mikołaj  uznany przez Kościół za świętego, urodził się w III w. na terenie obecnej Turcji. Był biskupem Miry, prawdopodobnie uczestniczył w soborze Nicejskim. Jako hojnego darczyńcę, rozsławił go Jakub de Voragine. Ten włoski hagiograf w "Złotej legendzie" opisywał m.in. jak św. Mikołaj, podrzucając sąsiadowi bryłkę złota,  uratował godność  jego trzech córek, które bieda zmusiła do uprawiania nierządu

Reklama

Pierwsze wzmianki o świętowaniu, przypadającej 6 grudnia rocznicy śmierci Mikołaja, pochodzą już ze Średniowiecza.  W Amsterdamie, którego Mikołaj jest patronem, w tym dniu uczniowie mieli wolny dzień, a członkowie chórów kościelnych  dostawali kieszonkowe. Z czasem  zwyczaj zaczął być praktykowany   w całym kraju, a podboje kolonialne  pozwoliły mu,  stopniowo rozpowszechnić się niemal na całym świecie.

W katolickiej ikonografii św. Mikołaj przedstawiany jest w stroju biskupa, a jego atrybutami są m.in. pastorał, trzy złote jabłka lub kule, sakiewka i worek prezentów. Jest też o wiele młodszy od  brodatego, starszego  pana, którego znamy z reklam, kreskówek czy sklepowych wystaw.

Za wykreowanie najpopularniejszego dzisiaj wizerunku św. Mikołaja, odpowiedzialny jest producent Coca-Coli. To dla tej firmy w 1930 amerykański artysta Fred Mazen, stworzył reklamę, w której Mikołaj zaprezentował się w nowym stroju, złożonym z czerwonego płaszcza i czapki.

Najnowsza gra komputerowa, interaktywna lalka, tablet - kiedyś nie było mowy o takich prezentach. Nie tylko dlatego, że przed wiekami takie zabawki po prostu nie istniały. Dawniej  nie było  również zwyczaju, obdarowywania dzieci cennymi przedmiotami.  Maluchy zaś, potrafiły cieszyć się z drobiazgów takich jak: złocone orzechy, pierniki, jabłka.

Warunkiem koniecznym do otrzymania prezentu było dobre zachowanie przez cały rok. Kto się nim nie wykazał, w mikołajkowy poranek mógł spodziewać się nie łakoci czy drobnych upominków, a rózgi lub ziemniaka. Czasem dobrotliwy święty, przestawał być łagodnym starszym panem i sam wymierzał łobuzom karę. Zwłaszcza gdy pod przebraniem świętego, krył się ojciec  urwisów.

Pozostawianie upominków pod poduszką, lub w okolicach łóżka, to polska tradycja. W innych krajach dzieci szukają drobiazgów w przygotowanych wcześniej dekoracyjnych skarpetach lub ułożonych w korytarzu zimowych butach. Również nie we wszystkich krajach Mikołaj wchodzi przez komin, czasem przyniesione upominki podrzucał przez uchylone okno.
















INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy