Kosztuje 12 tysięcy. Zastąpi żonę i kochankę

Może mieć włosy w twoim ulubionym kolorze, wybrany wzrost i rozmiar biustu. Jeśli dopłacisz, także piegi i sutki o zamówionym kształcie. W dotyku jest jak prawdziwa kobieta. Mówi, uśmiecha się, uprawia seks. Związki z robotami stają się coraz popularniejsze. I coraz głośniej mówi się, że mogą zagrozić prawdziwym relacjom.

Holenderska żona dla żeglarza

Reklama

Pierwsze lalki przypominające kobiety stworzyli holenderscy żeglarze już w XVII wieku. Chodziło o to, by umilić sobie dalekie, samotne podróże. Mówiąc dosadniej – by uprzyjemnić seanse samotnej masturbacji. Moda szybko rozprzestrzeniła się wśród żeglarzy, trafiła też do Japonii, gdzie do dziś synonimem słowa „gumowa lalka” jest określenie „holenderska żona”. I choć trend rozprzestrzenił się na cały świat, Japonia od lat pozostaje światowym centrum lalek dla dorosłych. Wystarczy wspomnieć, że najstarszy i najbardziej znany producent tego typu gadżetów – firma Orient Industry – obchodziła kilka miesięcy temu 40-lecie istnienia.

Starsze, dość toporne modele wykonywane były z winylu i grubej gumy, którą napełniano powietrzem. Nowsze (i droższe) -produkowano z lateksu, który jest na tyle delikatny i plastyczny, że możliwe stało się ukrycie łączeń, dopracowanie szczegółów twarzy, dłoni i stóp czy dodanie peruki i innych części twarzy. Potem do produkcji tego typu lalek zaczęto używać silikonu, który jeszcze mocniej przypomina ludzką skórę. Początkowo wzmacniano go cyną, z czasem stwierdzono, że dodatek platyny daje znacznie lepsze efekty.

Przełom nastąpił w 2012 roku, gdy azjatyccy producenci lalek sięgnęli po tzw. TPE, czyli termoplastyczny elastomer. Okazał się znacznie tańszy niż materiały z platyną, pozwalał też na produkcję bardzo realistycznych, poruszających się lalek, które do złudzenia przypominają prawdziwe kobiety.

Brunetka z dużym biustem, raz!

Z czasem sex-lalki przestały być wyłącznie gadżetem dla samotnych mężczyzn, umożliwiającym zaspokojenie swoich potrzeb seksualnych. Najnowsze modele, produkowane w Japonii przez firmę Real Doll są bardzo realistyczne i do złudzenia przypominające prawdziwe kobiety. Już na etapie zakupu możemy wybrać kolor skóry, włosów czy oczu nowej towarzyszki, rodzaj makijażu, rozmiar biustu, gabaryty jej ciała, kształt waginy czy typ owłosienia w okolicach stref intymnych. Za dodatkową opłatą lalka będzie mieć wybrany kształt sutków, piegi i kolczyki we wskazanym miejscu. Istnieją też lalki płci męskiej, z równie dużą liczbą parametrów do wyboru.

Co potrafi taka lalka? Jak zapewnia producent na stronie internetowej, lalka rusza głową, mruga oczami i mówi, a wszystko to robi w sposób niezwykle realistyczny. Cena? Od 6 do 8 tysięcy dolarów, choć ostateczna kwota z opcjami dodatkowymi (piegi lub kolczyki w wybranym miejscu ciała) może być dużo, dużo wyższa. Oczywiście na rynku można znaleźć tańsze modele innych firm, już od 3 tysięcy dolarów czyli około 12 tysięcy złotych.

Seks z robotem to nie zdrada

Ciekawe światło na rosnącą popularność lalek przynoszą badania opublikowane przez brytyjski serwis internetowy Metro. Według nich aż 40 proc. Brytyjczyków nie uznaje uprawiania seksu z lalką za zdradę swojego aktualnego partnera. 21 proc. badanych nie uważa, że tego typu relacje są złe lub szkodliwe a aż 36 proc. wierzy, że w przyszłości ludzie częściej będą tworzyć relacje z robotami niż ludźmi.

Przerażające? Z całą pewnością. Szczególnie, że nie brakuje ekspertów i badaczy technologii przyszłości, którzy bez wahania ogłaszają, że w ciągu kilkudziesięciu lat sztuczna inteligencja rozwinie się do tego stopnia, że miłość między człowiekiem a maszyną będzie możliwa i zupełnie naturalna. A jeśli prawdziwa miłość, to także prawdziwa zazdrość i prawdziwa zdrada.

Jak przekonują seksuologowie, sex-lalki powstały głównie po to, by pomóc rozładować napięcie seksualne tym mężczyznom, którzy z jakichś powodów nie mogli zrobić tego z prawdziwymi kobietami: znajdowali się poza domem, byli chorzy, niepełnosprawni, zbyt nieśmiali, by nawiązać autentyczne relacje. Zdarzało się też, że po lalki sięgali panowie, którzy chcieli urozmaicić swoje życie seksualne, albo "poćwiczyć" nowe techniki na sztucznej partnerce, zanim zaprezentują je tej prawdziwej. Współczesny trend jest jednak jasny: przypominające kobiety lalki mają zastąpić prawdziwe kobiety. Być zawsze dostępne, mieć dobry humor, ochotę na seks, a jednocześnie móc pokonwersować i wiedzieć, co lubi ich właściciel.

Żona to relikt przeszłości

Szacuje się, że w Japonii - kraju ludzi nieśmiałych i zapracowanych - już co 10 mężczyzna korzysta z lalki przypominającej żywą kobietę.

Eksperci analizujący japońska demografię już ogłosili, że jedną z głównych przyczyn spadku liczby narodzin w tym kraju jest właśnie popularność tego typu lalek. Jak podaje serwis The Sun, w 2017 roku liczba urodzeń w Japonii po raz pierwszy spadła poniżej 1 miliona, przy populacji liczącej 127 milionów. W tym samym okresie liczba zgonów wynosiła 1,2 miliona, co oznacza, że społeczeństwo japońskie kurczy się i wymiera.

Digiseksualni przejmują świat

Kilka lat temu, za sprawą telewizyjnego programu Martyny Wojciechowskiej, media obiegła historia Japończyka Senji, który zakochał się w lalce-robocie o imieniu Saoli i postanowił wziąć z nią ślub. Senji zabiera ukochaną na wspólne wyjazdy, gotuje dla niej a nawet uczy grać na skrzypcach. I jest autentycznie zakochany.

Takich historii w mediach jest więcej. Digiseksualni - tak mówi się o ludziach, którzy od życia z prawdziwym mężem lub żon wolą życie z robotem. Można się temu dziwić, ale trudno nie zauważyć tego trendu. W serwisach porno coraz więcej jest filmów, na których ludzie uprawiaj seks z humanoidalnymi lalkami. W Niemczech powstają domy publiczne dla digiseksualnych. A firmy sprzedające na całym świecie lalki, które wyglądają jak ludzie i, także w łóżku, zachowują się jak ludzie, z roku na rok zarabiają coraz więcej.


Dowiedz się więcej na temat: sexlalki | seks | związek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje