Reklama

Reklama

Krakowska organizacja żeruje na staruszkach?

Klementyna Suchanow w swojej książce "To jest wojna" opowiada o źródłach ciemnego, fundamentalistycznego nurtu i śledzi, kto za nim stoi. Udowadnia, że nic nie dzieje się przypadkiem. Przeczytaj fragment książki poświęcony Stowarzyszeniu im. Piotra Skargi.

Kiedy pytam w Polsce, skąd mogą pochodzić pieniądze krakowskiego Stowarzyszenia im. Piotra Skargi, moi rozmówcy zaprzeczają, że wiedzą cokolwiek na ten temat. Ale zawsze podkreślają świetny know-how Stowarzyszenia jeśli chodzi o zbieranie środków na działalność.

Reklama

Najważniejsze jest tworzenie bazy danych osób, którym wysyła się publikacje, kalendarze bądź "cudowne medaliki". Przy okazji prosi się o datek. To istotny element, bo od datków nie trzeba płacić podatku. Taka oferta trafia przeważnie w ręce niezamożnych osób. Potwierdzają to listy, które publikuje u siebie polskie TFP (Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności - przyp. red.) w piśmie "Przymierze z Maryją".

Pisze Joanna: "Chciałam was przeprosić, gdyż wysyłam tak małą kwotę, ale było mi to ciężko zdobyć. Mieszkam na wsi z sześciorgiem rodzeństwa, rodzicami i dziadkami".

Pani Weronika: "Sprawił mi Pan wielką przyjemność posyłając mi »Przymierze z Maryją« i tak miły list, za który dziękuję. Bóg zapłać. Jestem emerytką, mam 70 lat, pierwszą grupę i niską emeryturę. Nie stać mnie na wiele, ale przy pomocy mojej siostry Bronisławy wysyłam 50 zł".

Pani Regina z Brańska: "Pragnę z całego serca podziękować za dar w postaci wizerunku Matki Bożej Fatimskiej, jak również Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Wysyłam 40 zł, taką sumę obecnie mogę ofiarować, mam bardzo chorego męża, dużo wydajemy na lekarzy i lekarstwo. Ale w miarę możliwości będę wspierała to dzieło. Nieraz zastanawiam się, dlaczego choroba i te duże wydatki. Zamiast nich mogłabym przeznaczyć te pieniądze na inne cele, ale widocznie taka jest wola Boża, ażeby dzielić się jeszcze tym, co zostaje".

Jak widać, darczyńcami są zwykle osoby starsze, w przeważającej większości kobiety. To bardzo znaczące, że organizacja, która stroni od kobiet, chętnie przyjmuje od nich pieniądze. Podpisujący listy prezes Sławomir Olejniczak, filozof po Papieskiej Akademii Teologicznej, przybiera wyjątkowo emocjonalny ton, by trafić do adresatek. Zresztą nie jest w tym oryginalny, na listy TFP pisane w podobnym tonie skarżyli się wierni w prasie francuskiej już w 1996 roku.

A w Polsce? Oto jedna z historii z 2018 roku: "Szanowna Pani Marzeno, martwię się o Panią. Od pewnego czasu nie otrzymuję od Pani żadnych wiadomości i niepokoję się. Czy wszystko u Pani w porządku? Mam nadzieję, że nie ma Pani jakichś poważnych kłopotów zdrowotnych czy osobistych... Jeśli tak jest - proszę koniecznie o nich napisać. Być może będę mógł Pani służyć jakąś radą albo przynajmniej modlitwą?"

Pani Marzena wpłaciła 30 złotych. "I to był mój podstawowy błąd - przyznała. Od tamtej pory regularnie, średnio raz na miesiąc, otrzymuję kolejne listy". Pani Marzena nie wie, skąd Instytut im. ks. Piotra Skargi miał jej dane. Opowiada dalej swoją historię: "Do listu dołączony był różaniec. Jestem osobą, która nie bierze nic za darmo, dlatego postanowiłam za niego zapłacić - mówi pani Marzena, która od czasu do czasu przekazuje datki na różne fundacje". Za kolejnym razem sprawdziła, co to za instytut, bo natarczywie dopraszano się wpłaty.

Gdy pani Marzena milczała, dostała grający na emocjach list podpisany przez Olejniczaka (prezesa Stowarzyszenia - przyp. red.). "Pani pomoc finansowa jest potrzebna, byśmy mogli pokryć koszty druku kolejnych numerów i dotrzeć do bliźnich, których nie stać na wspieranie »Przymierza...« (...) Oni z utęsknieniem czekają na to pismo, zaglądają do skrzynek pocztowych i ogromnie się cieszą, gdy co dwa miesiące je tam znajdują".

Pani Marzena mówi: "Do pewnego momentu średnio mnie to ruszało, ale po jakimś czasie zaczęło mnie to mocno denerwować". Napisała z córką list, prosząc o usunięcie swoich danych z bazy organizacji. Zrobiła to dwa razy. Dostała odpowiedź, że jej danych w bazie już nie ma. Jednak listy i przesyłki wciąż przychodziły.

* Więcej o książce Klementyny Suchanow "To jest wojna" przeczytasz TUTAJ.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje