Reklama

Reklama

Łukasz Ciechański uderza w ruch body positive. "Leniwe, ulane świnie"

Hasło body positive od dłuższego czasu jest obecne w internetowej przestrzeni, pojawiając się również w kampaniach reklamowych czy akcjach społecznych. Znajdują się jednak tacy, którzy mają co do niego ogromne zastrzeżenia. „To rak dzisiejszych czasów” – twierdzi Łukasz Ciechański, dziennikarz radiowej Trójki. To tylko początek jego kontrowersyjnej wypowiedzi.

"Mam 20 kilo nadwagi, dlatego, że jestem idiotą. Jestem głupi. Sam to sobie zrobiłem. Browary, pizzunia. Jestem królem efektu jojo. Raz dwadzieścia do przodu, raz trzydzieści w dół w ciągu roku. Ja to sobie sam zrobiłem, ale jakie jest twoje wytłumaczenie?" - pyta na początku opublikowanego w mediach społecznościowych wideo Łukasz Ciechański. Dziennikarz radiowej Trójki uderza w ruch body positive, drwiąc jednocześnie z osób, które akceptują swój wygląd. Mówi o tym, że ciałopozytywność została "wypaczona" i jest idealną wymówką dla tych osób, które o siebie nie dbają. Nie zabrakło pogardliwych stwierdzeń pod adresem kobiet.

Reklama

Zobacz również: Joanna Racewicz szczerze o hejcie: "Kiedyś byłaś piękna, teraz jesteś maszkarą"

Dziennikarz krytykuje ruch body positive. "Leniwe, ulane świnie"

W wypowiedzi dziennikarza nie brakuje mocnych słów. Łukasz Ciechański zwraca bowiem uwagę na ruch body positive, twierdząc , że koncepcja została "wypaczona" i powinna być stosowana wyłącznie względem osób, które cierpią na zaburzenia odżywania. Dziennikarz zwraca się do "osób, kobiet w większości, grubych, które sobie to same zrobiły, a obrażają się w komentarzach na Instagramie, na TikToku, na YouTubie, jak im się to wypomina".

"Rakiem dzisiejszych czasów jest coś, co się nazywa body positive. Kompletnie wypaczona idea. Szerzona niezgodnie z zamysłem autorki. (...) My mówimy tutaj o tym, żeby nie czepiać się ludzi chorych, a nie, żeby akceptować to, że ktoś się spasł i co więcej opowiada innym, że tak jest dobrze" - dodaje dziennikarz.

W dalszej części swojej wypowiedzi mówi również o tym, że body positive powstało po to, aby "ci ludzie, którzy są chorzy, nie popadali w kompleksy".

"Leniwe, ulane świnie wzięły to sobie przytuliły i znajdują w ten sposób wymówkę żeby być grubym. Co więcej, znajdują wymówkę żeby nic z tym nie robić i żeby jeszcze mówić innym, że tak jest okej. Tak nie jest okej. Nikt mi nie powie, że bycie grubym jest zajeb****" - mówi dziennikarz.

"Jak kochasz swoje ciało to zacznij coś robić, żeby było zdrowe, a nie trzymasz je w stanie choroby i jeszcze się tym chwalisz, i jeszcze mówisz innym, że tak jest świetnie. To jest jakaś paranoja. Same to sobie zrobiłyście" - dodał dziennikarz.

Zobacz również: Nowa wizja Krzysztofa Jackowskiego. Mówi o drugim etapie wojny w Ukrainie

Czym jest body positive?

Ruch body positive, mimo iż wydaje się koncepcją stosunkowo młodą, powstał już w 1966 roku jako odpowiedź na rosnącą ilość kompleksów oraz coraz częściej diagnozowane problemy z zaburzeniami odżywania i dyskryminacją ze względu na wygląd, który nie wpisuje się w tzw. kanony piękna. W Polsce nazywa się go również ciałopozytywnością.

Zwolennicy body positive uczą się, jak akceptować swoje wady i niedoskonałości oraz jak czuć się dobrze samym ze sobą i jak kochać bezwarunkowo własne ciało. Ciałopozytywiści nawołują, aby iść w ich ślady, publikując w mediach społecznościowych zdjęcia pomagające w osiągnięciu samoakceptacji: ukazujące nieretuszowane, prawdziwe ciało, z rozstępami, bliznami, trądzikiem czy cellulitem.

Ruch body positive zachęca kobiety oraz mężczyzn do pogodzenia się z kompleksami i pokochania swojego ciała takim, jakie jest. Nie oznacza to oczywiście, że mamy całkowicie przestać o siebie dbać i zaprzestać dążenia do lepszej wersji siebie. Najważniejsze jest jednak to, aby czuć się w swoim ciele jak najlepiej.

Zobacz również: Wizjonerka Aida zaapelowała do Polaków. Chodzi o ostatnie dni grudnia

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: body positive | Łukasz Ciechański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy