Reklama

Reklama

Proste informacje, z których korzystają oszuści

Te trzy informacje to po prostu nasze imię, nazwisko i numer PESEL. To wystarczy, by oszuści mogli nas wpędzić w poważne kłopoty finansowe. A najgorsze jest to, że wcale nie muszą kraść naszego dowodu osobistego, by wejść w posiadanie tych informacji.

Przyzwyczaiłyśmy się, że musimy pilnować dowodu osobistego czy kart płatniczych. Ale przywykliśmy, że w różnych miejscach - nie tylko przy załatwianiu spraw urzędowych - podajemy podstawowe dane. Wydaje nam się, że to zupełnie nieszkodliwe, bo przecież, żeby cokolwiek załatwić, musimy wylegitymować się dowodem osobistym. Niestety, nie do końca tak jest. A większości z nas nie przychodzi do głowy, że nawet podanie imienia i nazwiska oraz numeru PESEL może mieć katastrofalne skutki. Co może zrobić oszust, znając te trzy dane?

Reklama

Może kupić na raty różne sprzęty

Teoretycznie do takich zakupów potrzebny jest dowód osobisty, ale przestępcy często posługują się podrobionym dokumentem, którego autentyczności nikt nie sprawdza. Poza tym, jeśli zakupy robi się przez telefon lub przez internet, nie trzeba nawet mieć fałszywego dokumentu. Udowodnił to niedawno reporter programu "Uwaga". Podszywając się pod przypadkową osobę (oczywiście za zgodą tej osoby) kupił na jej nazwisko bardzo drogi telefon w dużej sieci komórkowej.

Może wziąć kredyt na nasze nazwisko

Zdarzają się przypadki, że na nazwisko zupełnie nieświadomej osoby wyłudzanych jest kilkadziesiąt pożyczek, tzw. chwilówek. Firmy, które ich udzielają, reklamują się, że udzielają pożyczek przy "minimum formalności" - w najlepszym razie sprawdzają tylko imię i nazwisko w bazie PESEL. W najgłośniejszym ostatnio przypadku oszust podawał imię, nazwisko i PESEL mieszkańca Pomorza, numer dowodu osobistego innej osoby, oraz przypadkowo wybrany adres w  zupełnie innej miejscowości. W ten sposób wyłudził 15 pożyczek w wysokości od 200 do 8 tys. złotych. Uwaga! Tylko w 2018 r. i tylko w bankach oszuści ponad 5 tys. razy próbowali wyłudzić kredyty, wykorzystując cudzą tożsamość. Nie wiadomo, ile takich wyłudzeń było w firmach udzielających "chwilówek". Najgorsze jest ukryte niebezpieczeństwo Problem polega na tym, że ofiary tych przestępstw przez wiele miesięcy mogą w ogóle nie wiedzieć, że dzieje się coś złego. W przypadku gdy raty za zakupy czy pożyczki nie są spłacane, firmy wysyłają ponaglenia na nazwisko ofiary, ale pod zupełnie inny adres w innej części kraju. Nawet jeśli mieszkające tam osoby odbiorą korespondencję, ląduje ona w koszu na śmieci, bo przecież nikt tam nie wie, o co chodzi. Pożyczki lub raty za zakupy nie są więc spłacane, a rzekomy dłużnik nie kontaktuje się z firmą.

Dowiedz się więcej na temat: oszustwo | Wyłudzenie pieniędzy | dane

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje