„Przekwitłe wdzięki księżnej”. W jakim wieku była Dobrawa gdy poślubiła Mieszka I?

Zdaniem kronikarza Kosmasa była „bezwstydną matroną” w „podeszłym wieku”. Historycy wolą w niej widzieć stereotypową średniowieczną pannę na wydaniu: młodą, niewinną i powabną. A jak wyglądała rzeczywistość?

Dobrawa, córka czeskiego księcia Bolesława, zapamiętanego jako wielki okrutnik i despota, nie była jedynaczką. Miała przynajmniej czwórkę rodzeństwa - w każdym razie o tylu braciach i siostrach wspominają źródła. I choć matka tej gromadki dynastów nie jest znana ani z imienia, ani z pochodzenia, to o samych dzieciach można całkiem sporo powiedzieć.

Reklama

Pierwszy syn Bolesława przyszedł na świat niedługo po 930 roku, zmarł jednak lub zginął, zanim ktokolwiek zanotował, jak nazwano go na chrzcie. Jako drugi urodził się imiennik księcia, Bolesław II. Trzeci był Strachkwas - matka powiła go prawdopodobnie w 935 roku. Zostają jeszcze dwie córki: Dobrawa i Mlada. A razem z nimi pojawiają się wątpliwości.

Datę urodzin Mlady da się ustalić (choć rzecz jasna tylko w przybliżeniu) dzięki informacjom o jej karierze. Księżniczka wkroczyła na arenę wielkiej historii w 967 roku. Ojciec powierzył jej wówczas ważną misję dyplomatyczną, wymagającą podróży na drugi kraniec Europy, ale też politycznego obycia i pewnej charyzmy. Zadania tej rangi na pewno nie wykonywała nastolatka. Księżniczka musiała mieć w tym czasie przynajmniej dwadzieścia pięć, a może i trzydzieści lat. To by lokowało jej narodziny najpóźniej w okolicach roku 940.

W przypadku Dobrawy sytuacja z pozoru jest prostsza. W niezliczonych książkach i artykułach podawano, że w 965 roku, w chwili swojego wiekopomnego ślubu z Mieszkiem, księżniczka była stereotypową średniowieczną panną na wydaniu: młodą, niewinną i powabną. Najlepiej liczącą sobie nie więcej niż piętnaście czy szesnaście lat. Szkopuł w tym, że informacje, którymi dysponujemy na temat życia i rodziny przyszłej władczyni, w żaden sposób podobnego domysłu nie uzasadniają.

W średniowieczu niemal zawsze starsze córki były przeznaczane do politycznych małżeństw, a dopiero te urodzone później do życia zakonnego. Mladę znamy tymczasem przede wszystkim jako mniszkę. Robiono wprawdzie wyjątki, gdy to pierworodne córki trafiały za mury klasztorów. Rodzice musieli jednak mieć dobre powody, by pozbawiać się karty przetargowej w kontaktach z innymi władcami i możnymi. Mogło chodzić o widoczne już za młodu fizyczne deformacje dziecka, choroby czy też wyraźną brzydotę. W przypadku siostry Dobrawy nic jednak nie wiadomo o podobnych problemach i wydają się one zgoła nieprawdopodobne.

Obyczaje epoki zmuszają do przyjęcia, że w takim razie to Mlada była młodszą siostrą. Dobrawa tymczasem urodziła się jeszcze przed 940 rokiem i wychodząc za Mieszka miała nie mniej niż 25 lat.

To jeszcze nie wszystkie argumenty. Przykładowo: z całą pewnością wiemy tylko o jednym dziecku Dobrawy z księciem Mieszkiem. Fakt, że ich potomstwo nie było liczniejsze, da się tłumaczyć na różne sposoby. Do puli realistycznych wyjaśnień należy chyba zaliczyć także nieco słuszniejszy, niż się zwykle przyjmuje, wiek księżnej. Dodatkową przesłanką może być data śmierci Dobrawy. Przeżyła ona nad Wartą tylko około dwunastu lat.

Oczywiście w tych brutalnych i niemających pojęcia o nowoczesnej medycynie czasach przyczyny jej śmierci mogły być wielorakie. Gdyby jednak, przybywając do Wielkopolski, miała zaledwie piętnaście czy dwadzieścia lat, to należałoby stwierdzić, że umarła wręcz szokująco wcześnie. Na pewno młodziej niż inne znane nam władczynie rodzącego się państwa Piastów. Oda odeszła w wieku ponad sześćdziesięciu lat, Emnilda ponad czterdziestu, Rycheza około siedemdziesięciu. Faktu, że życie Dobrawy zostało brutalnie przerwane, zanim na dobre go zasmakowała, kroniki i annały nawet nie sugerują.

Pewna wskazówka może się kryć także w imieniu drugiej córki Bolesława. Dziewczynę nazwano Mladą, czyli "młodą". Kto wie, czy nie dostała tego niezbyt zaszczytnego miana po prostu dlatego, że była najmłodsza z całej gromadki dzieci. To kolejny z drobnych elementów układanki. Pojedynczo niewiele one znaczą. Wspólnie - skłaniają do przyjęcia, że Dobrawa żadną młódką jednak nie była. Dają też pretekst, by na nowo przyjrzeć się pewnej bardzo kłopotliwej notatce.

Kłopotliwe narodziny

Praski kanonik Kosmas w spisanej na początku XII stulecia historii Czech i dynastii Przemyślidów stwierdził wprost, że Dobrawa była "nad miarę bezwstydną" matroną. Miała dać tego dowód, kiedy pomimo "podeszłego wieku" poślubiła księcia Mieszka. "Było to wielkim głupstwem tej kobiety!" - grzmiał kronikarz.

Przez lata różnie radzono sobie z tą niepochlebną, żeby nie powiedzieć oszczerczą, relacją. Początkowo przyjmowano ją raczej za dobrą monetę, co najwyżej psiocząc na niewyparzony język Kosmasa. Pewien znany naukowiec pisał nawet wprost o "przekwitłych wdziękach Dobrawy".  Czas jednak mijał, a badacze nabierali coraz większych i większych wątpliwości. Popularne stało się krytykowanie kompetencji kronikarza. Pisano, że zmyślał, zakłamywał fakty, konfabulował. Jeden historyk stwierdził wręcz, że kanonik nie miał o X stuleciu "żadnego wyobrażenia", a czytelnikom serwował tylko kiepskie "bajki". Cała zaś historia o Dobrawie miała być celowym fałszem, do którego "nie można przywiązywać wagi".

Taka interpretacja została dość powszechnie przyjęta, co równało się wyrzuceniu do kosza jednej trzeciej wszystkich zapisek, na podstawie których możemy odtwarzać życie pierwszej polskiej władczyni. Krok bez wątpienia radykalny, ale czy słuszny? Niekoniecznie.

Trzeba powiedzieć wprost: Kosmas był kłamcą. Jego fantazyjna kronika to zarówno popisowy przykład swobody w podchodzeniu do faktów, jak i doskonałe świadectwo niechęci średniowiecznych Czechów do Polaków. Autor nie przejawiał żadnych oporów przed żonglowaniem datami i wydarzeniami. Zdarzało mu się nawet fałszować całe partie dziejów. Przykładowo ojca Dobrawy, Bolesława, uśmiercił kilka lat przed tym, jak ten rzeczywiście umarł, tylko po to, by nie przypisywać zasług związanych z utworzeniem biskupstwa w Pradze nielubianemu przez siebie władcy. Nie znaczy to jednak, że kronikarz kłamał zawsze i bez ograniczeń. Przede wszystkim zaś - nie można powiedzieć, że robił coś niezwykłego.

Nonszalanckie i koniunkturalne podejście do dziejopisarstwa było postawą zupełnie typową we wczesnym średniowieczu. Wbrew pozorom nikt nie tworzył wtedy sztuki dla sztuki. Dzieła, których jedynym celem była chwała Boża, też należały do rzadkości. Kroniki nieodmiennie miały na celu idealizowanie wybranych postaci, opluwanie innych i wybielanie niewygodnych epizodów z dziejów rodziny możnego sponsora. Kosmas może i zmyślał nieco bardziej od swoich kolegów po fachu, to jednak oznacza tylko tyle, że jego zapiski należy traktować z odpowiednio większą czujnością i sceptycyzmem. Szukać pierwotnego tworzywa, którym manipulował i przesłanek, które skłaniały go do puszczania wodzy wyobraźni.

Tak naprawdę nie wiemy, kiedy Kosmas zmyślał, a kiedy bazował na ustnej tradycji lub zaginionych księgach. Jego wiedzę o czasach Dobrawy krytykowano, ponieważ popełniał błędy w odniesieniu do innych faktów z X wieku. Ale przecież to robił każdy skryba opowiadający o czasach prapradziadków. Dajmy na to Gall Anonim wpierał czytelnikom, że w epoce Bolesława Chrobrego srebro było tanie jak słoma. Oczywiście nie było, ale to nie oznacza, że cały wywód tajemniczego autora o pierwszych polskich władcach jest bajką.

Dzisiejsi historycy za przynajmniej częściowo trafne uznają informacje Kosmasa o Mladzie, Krystianie, Wacławie czy dwóch Bolesławach. Coraz więcej z tych faktów udaje się potwierdzić w oparciu o inne źródła. Okazują się przekształcone i wyolbrzymione, ale nie wyssane z palca. Tak samo chyba było ze wzmianką o Dobrawie. Sto trzydzieści lat - a mniej więcej tyle minęło od śmierci księżnej do chwili, gdy praski kanonik zabrał się za pisanie swojej kroniki - to dystans spory, ale nie tak duży, aby tradycja o kobiecie, która doprowadziła do ochrzczenia władcy sąsiedniego państwa i miała kluczowy wpływ na historię samych Czech, zwyczajnie wyparowała. W zapisce musi tkwić ziarno prawdy. Co zaś zostaje po odrzuceniu inwektyw i luźnych przemyśleń kronikarza? Właśnie informacja, że jak na warunki epoki Dobrawa późno wyszła za mąż.

Dokładnej daty jej narodzin nie poznamy nigdy. Wydaje się jednak ze wszech miar prawdopodobne, że Dobrawa przyszła na świat około 935 roku. Może nawet nieco wcześniej. I nie ma w tym absolutnie nic złego.

Taka metryka nie uwłacza ani księżnej, ani jej mężowi. Wcale też nie "psuje" ona naszej historii. Wręcz przeciwnie. Tym lepiej, że możemy pochwalić się, iż jedną z najważniejszych postaci w polskich dziejach była kobieta, która musiała odznaczać się czymś więcej niż tylko urokiem młodości i ciałem nastolatki, by oczarować swojego męża.

W ostatnich latach historycy i publicyści traktowali sprawę tak, jakby dojrzały wiek Dobrawy - i to dojrzały wyłącznie w tym sensie, że przybywając do Polski miała około trzydziestu lat! - był niewybaczalnym defektem i sam w sobie stanowił obelgę. Osnuwano wokół tej sprawy przeróżne, niekiedy wręcz szalone teorie. Pewien pisarz stwierdził nawet, w oderwaniu od jakichkolwiek faktów, że Dobrawa nie była córką Bolesława, ale zbrodniczej regentki Drahomiry: kobiety, która dla utwierdzenia władzy zamordowała własną teściową. Kontrowersyjna koncepcja powstała chyba tylko po to, aby dodać życiu i pochodzeniu polskiej władczyni odrobiny dramatyzmu, a jej "starości" - iście kryminalnych rysów.

Zupełnie niepotrzebnie, bo czego jak czego, ale sensacyjnych zwrotów akcji w losach Dobrawy nie brakowało. Jeśli natomiast na świat przyszła około 935 roku, to jej dzieciństwo przypadło na wręcz wyjątkowo ciekawe czasy.


Zainteresował cię ten artykuł? Na TwojejHistorii.pl przeczytasz również o tym, jak naprawdę wyglądały i funkcjonowały średniowieczne polskie zamki

 

Kamil Janicki - Redaktor naczelny "Ciekawostek historycznych". Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie prawie 150 000 egzemplarzy, w tym bestsellerowych “Pierwszych dam II Rzeczpospolitej", “Żelaznych dam", "Dam złotego wieku" i "Epoki hipokryzji". W listopadzie 2016 roku ukazała się jego najnowsza książka: "Damy ze skazą. Kobiety, które dały Polsce koronę".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje