Reklama

Reklama

Tajemnice kucharki papieża

Kiedy pierwszy raz spotkała biskupa Buenos Aires, nie wiedziała, jak się do niego zwracać. Powiedziała więc: „Ojcze”. Zawstydziło ją to, a biskup Bergoglio uśmiechnął się ciepło: „Tak, mów do mnie: «Ojcze»”.

Miała 18 lat, gdy przyjechała za chlebem do stolicy Argentyny. Wcześniej mieszkała na północy kraju, w mieście Salta u podnóża Andów. Dziś Mariana Tejerina śmieje się, że zaczynając pracę jako kucharka przyszłego papieża nie wiedziała nic o kurii w Buenos Aires i nie odróżniała biskupa od kardynała...

Reklama

Najpierw poznała tego ostatniego, Antonia Quarracino, który od 1990 roku pełnił funkcję prymasa Argentyny. Po nim zwierzchnikiem Mariany był jego następca, biskup, a następnie arcybiskup Jorge Mario Bergoglio. - Za czasów kardynała Quarracino były uroczyste kolacje z okazji ważnych spotkań. Kiedy powołany został Bergoglio, usunął z menu wykwintne potrawy i luksusy. Pozostawił na stole tylko najprostsze rzeczy. Wszystko stało się bardziej skromne - wspomina Tejerina.

Pamięta też, że przyszły papież znał się na gotowaniu, a czasem nawet tłumaczył kucharkom, jak coś przyrządzić. Mariana nie pracowała w kuchni sama, towarzyszyły jej siostry zakonne. Dla nowego przełożonego kobiety nie musiały jednak szykować wielkich przyjęć. Biskup Bergoglio nie miał nawet wiele czasu na zwykły posiłek. - Jadł bardzo szybko. I nie chciał być obsługiwany. Wolał też zrobić sobie krótką sjestę niż jeść - wspomina.

A co najbardziej smakowało biskupowi? Lubił kurczaka z karczochami, a także pieczone kulki chlebowe. Jednak co najważniejsze, zawsze dzielił się z innymi. - Było wielu ludzi, którzy przynosili mu ciasta i inne specjały - wspomina kucharka. Za każdym razem oddawał to do kuchni.

Pamiętał też o urodzinach wszystkich pań. - Z tej okazji musiało być w kurii ciasto, a osobą odpowiedzialną za przyniesienie go był ojciec Bergoglio. Bardzo dbał o personel, zwłaszcza o najbiedniejszych z nas - podkreśla Mariana. Mówi także, że nikomu nie bronił do siebie dostępu. Jeśli ktoś chciał z nim porozmawiać, zjawiał się natychmiast. Pomagał rozwiązywać problemy, z którymi przychodzili do niego potrzebujący.

Koperta z ratunkiem

Kiedyś uratował również Marianę. Nie pracowała już w kurii, miała na utrzymaniu dziecko i brakowało jej pieniędzy. Zdecydowała się odwiedzić ojca Jorge. - Popatrzył na mnie i powiedział: "Spójrz, ktoś, kto przyszedł do mnie, zostawił mi tę kopertę. Powiedział, żeby dać ją pierwszej osobie, którą spotkam. I spotkałem ciebie". Gdy zobaczyłam, że w kopercie są pieniądze, nie mogłam w to uwierzyć. Nie wiem, jak on to robił, ale zawsze był na miejscu, gdy był potrzebny - opowiada kobieta.

Z przyszłym papieżem można było także pożartować. Siostry zakonne, które pomagały w kurii, hodowały w klatce w jednym z pokoi kanarki i kardynały. - Kiedyś ksiądz Bergoglio wszedł do tego pokoju i widząc ptaki, wykrzyknął: "Ach, nie! W tym pokoju jedynym kardynałem jestem ja!" - wspomina kucharka.

Nie zmienił się, kiedy został papieżem. Zna męża i dzieci dawnej pracownicy. I nie przestał jej zaskakiwać. Pewnego dnia zadzwonił telefon: "Czy mogę rozmawiać z panią Marianą Tejeriną?" - zapytał głos w słuchawce. "Ojcze Święty, to ty?!" - krzyknęła zdziwiona. On zaś roześmiał się i zażartował: "Wszystko w porządku, nawet, jeśli jesteś starsza o ten dodatkowy rok." Do dziś dzwoni do Mariany co roku 12 lipca, w jej urodziny.

Katarzyna Jaworska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje