Reklama

Reklama

Tillie Klimek: Polska morderczyni, której ulubionym narzędziem zbrodni był bigos

Tillie Klimek przeszła do historii miasta Chicago jako jedna z budzących największą grozę seryjnych morderczyń. Wiązano ją ze śmiercią 20 osób, w tym mężów, kochanków, krewnych, a także nielubianych sąsiadek. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że kobieta chwaliła się równocześnie darem jasnowidzenia, samodzielnie "dbając" o trafność swoich wizji. W tym celu wykorzystywała... bigos.

Nazwisko Klimek, pod którym Polka znana jest w annałach kryminologii, przyjęła po ostatnim zamążpójściu. Urodziła się jako Teofila Gburek w 1876 roku na terenach polskich objętych zaborem niemieckim. Jej rodzice wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych, gdy Teofila miała zaledwie rok. Jak większość polskich emigrantów, za cel podróży wybrali Chicago, gdzie do dziś mieści się centrum życia amerykańskiej Polonii. Rodzina Gburków znalazła mieszkanie w sercu polskiej dzielnicy przy Near Northwest Side - zwanym Polish Downtown. 

Tillie od dziecka twierdziła, że posiada dar przewidywania przyszłości. Wielokrotnie trafnie przepowiadała śmierć domowych zwierząt. Jak pokazała przyszłość, sama umiała zadbać o to, by jej przepowiednie się sprawdziły. W opinii psychologów i psychiatrów tego rodzaju makabryczne "wprawki" uprawia większość małych psychopatów i przyszłych zwyrodnialców. Nie każdy jednak dodatkowo używa ich do budowania narracji o własnej wyjątkowości.

Reklama

Mężowie, arszenik i wizje śmierci

Mając lat 14, Teofila po raz pierwszy wyszła za mąż. Jej mężem był inny polski emigrant, Józef Mitkiewicz i - co ciekawe - przez ćwierć wieku stanowili z Tillie dość zgodne, zwyczajne małżeństwo. Niestety, być może z powodu narastającej nudy, kobieta zaczęła w pewnym momencie opowiadać o dręczących ją jakoby snach, w których widziała martwe ciało Józefa.

W pewnym momencie wybrała się nawet do sklepu, by kupić czarny materiał na żałobną suknię. I faktycznie, Mitkiewicz równo dwa tygodnie po tym zakupie zmarł, oficjalnie z powodu chorego serca. Pogrążona w smutku wdowa odebrała pokaźną sumę z polisy na życie Józefa. Tym samym runęła też w niej wewnętrzna blokada, a kolejne zabójstwa przychodziły już dużo łatwiej.

Dwa miesiące po śmierci pierwszego męża, Tille znów wyszła za mąż. Jednak już w 1914 roku kostucha upomniała się o jej kolejnego małżonka, Jana Ruskowskiego oraz, za jednym zamachem kosy, o kochanka - Józefa Guszkowskiego.

I tym razem okres wdowieństwa nie trwał długo, a kolejnym wybrankiem Tillie został Franciszek Kupczyk. Niestety i on bardzo szybko stał się bohaterem "wizji" dręczących małżonkę. Kobieta zaczęła rozpowiadać wśród znajomych przepowiednie szybkiej śmierci Franka, a on, jakby na potwierdzenie jej słów, marniał z tygodnia na tydzień i tracił siły. Podobno przewidująca pani domu, jeszcze przed śmiercią męża, zakupiła trumnę po bardzo okazyjnej cenie.

Zakończenie morderczej serii

30 lipca 1921 roku, niedługo po tym jak Franciszek Kupczyk opuścił ziemski padół, Tillie wyszła za mąż za Józefa Klimka. Rodzina małżonka była przerażona, bo za Tillie już ciągnęła się zła sława kobiety, która wieszczy śmierć każdemu ze swoich mężów. I rzeczywiście, kiedy już kilka tygodni po ślubie Józef zaczął wykazywać objawy postępującej choroby, a małżonka namawiała go na wykupienie polisy na życie, rodzina Klimków w ostatniej chwili dowiozła chorego do szpitala. Życie Józefa udało się uratować, a lekarz stwierdził w jego organizmie wysokie stężenie arszeniku. Tillie Klimek została niedługo po tym aresztowana.

Kapłanka Sinobrodego

Tillie już na początku procesu przyznała się do próby otrucia, licząc na niski wyrok, a także na to, że policja nie będzie chciała drążyć sprawy głębiej. Jednak chicagowscy detektywi zlecili ekshumację ciał jej poprzednich małżonków. W każdym przypadku badanie wykazało obecność ogromnych ilości arszeniku w ciałach denatów. Równocześnie udało się dowieść, że po każdym zgonie Tillie inkasowała spore sumy z polis ubezpieczeniowych.

Dochodzenie wykazało również, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niż śledczy początkowo sądzili. W otoczeniu Tillie Klimek umierało o wiele więcej osób niż tylko jej mężowie. Na ławę oskarżonych trafiła jej kuzynka Nellie Kulik, która również miała mordować swoich bliskich. Obu kobietom zarzucono udział w 20 próbach otrucia, z których 13 zakończyło się śmiercią ofiary. Wśród nich byli m.in: mąż Nellie Kulik - Jan Sztrymer, jej córka Zofia, syn Benjamin i wnuczka Dorota. Na liście ofiar znaleźli się też niewierni kochankowie Tille, kobiety, o które była zazdrosna, nielubiane sąsiadki. Klimek zaczęto określać w środowisku chicagowskiej Polonii jako "wysoką kapłankę Sinobrodego" i "Czarną wdowę".

Tillie Klimek i Nellie Kulik miały działać w każdym przypadku podobnie - dodając truciznę do posiłków serwowanych swoim ofiarom. Były to bardzo często dania polskiej kuchni - z bigosem na czele.

Obie kobiety otrzymały karę dożywocia, która nigdy wcześniej nie została wymierzona żadnej kobiecie w hrabstwie Cook, choć oskarżyciel liczył na karę śmierci. Nellie Kulik została zwolniona z więzienia po roku odbywania kary. Tillie Klimek zmarła w więziennej celi na atak serca 20 listopada 1936 roku.

***

Zobacz również:

"Chichocząca babcia": Urocza gospodyni, która mordowała członków własnej rodziny

Marek Krajewski: Krew jest tematem zamkniętym

Morderstwo za nowy samochód. Zwłoki znaleziono w willi

W 1994 roku trzej młodzi mężczyźni usłyszeli wyrok, który wstrząsnął West Memphis


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy