Reklama

Reklama

To nie jest praca dla każdego. Trzeba mieć silną psychikę i... żelazny żołądek

Niekiedy zdarza się, że osoba umiera niezapowiedzianie lub postanawia targnąć się na swoje życie w samotności. Proces rozkładu rozpoczyna się już kilka minut po śmierci, a ciało może zostać odkryte przez bliskich lub sąsiadów dopiero po dłuższym czasie. W takich przypadkach do akcji najczęściej wkraczają osoby specjalnie przeszkolone do sprzątania miejsc, w których doszło do zgonu. Czy każdy może wykonywać taką pracę?

Śmierć bliskiej osoby sama w sobie jest traumą dla bliskich. Nie zawsze dochodzi do niej w szpitalu, hospicjum, a nawet w otoczeniu rodziny. Osoby samotne, te, które same zdecydowały się zakończyć swoje życie, a czasem również ofiary morderstw odchodzą z tego życia bez świadków. Zdarza się, że ciało zostaje odkryte dopiero po wielu godzinach, dniach, a niekiedy nawet tygodniach. 

Czytaj teżRodzaje fobii związane z miłością

Proces rozkładu, mniej czy bardziej zaawansowany, pozostawia ślady na otoczeniu denata. Sprzątanie takiego miejsca najczęściej przekracza odporność psychiczną rodziny. Nie można też zapominać, że pewne kwestie z tym związane są regulowane specjalnymi przepisami. Dlatego też bliscy zwracają się często do firm specjalizujących się w takich specjalistycznych usługach. 

Reklama

Post mortem know-how

Ze względu na specyfikę świadczonych usług firmy sprzątające miejsca, w których doszło do śmierci, pracują siedem dni w tygodniu, przez całą dobę. Po otrzymaniu wezwania na miejsce udaje się najczęściej jedna osoba, której zadaniem jest określenie stopnia zanieczyszczenia pomieszczenia i koniecznych czynności, które będą musiały być przeprowadzone. Równie ważna jest ocena stanu psychicznego bliskich osoby zmarłej. Następnie na miejsce udaje się ekipa sprzątająca.

"Mundur służbowy" takich osób to grube gumowe rękawice, kombinezon ochronny i maska gazowa. Niestety, o czym wspomina wielu pracowników, współczesne maski gazowe nie chronią przed zapachem. A często jest on trudny do wytrzymania. Krew i płyny ustrojowe tworzą w miejscu śmierci specyficzną "papkę", którą pracownicy muszą rozpuścić specjalnym płynem. Gdy nie da się wyczyścić podłogi, należy ją zerwać. Meble, przez które przeniknęły płyny ustrojowe zamarłej osoby, nie mogą trafić na śmietnik - muszą zostać przewiezione do spalarni. Każdy pracownik takich firm musi być gotowy tak naprawdę na wszystko, na każdy makabryczny widok. Zwłaszcza w mieszkaniach, w których doszło do morderstwa lub samobójstwa. 

Zobacz również: Równowaga w życiu, czyli co składa się na dobrostan

"Kiedy z mieszkania wyszła już policja, a ciało zostało zabrane, wzięliśmy się do sprzątania. Za kanapą leżał mózg, którego nie zabrano razem ze zwłokami. Mnie przypadł 'zaszczyt' jego zbierania. Wtedy zdałem sobie sprawę, że z tej głowy nic nie zostało. Zdarzyły się też kości wbite w sufit, czy ścianę, które trzeba było skrobać. Musimy być bardzo dokładni, nie możemy ominąć żadnej plamki, a tych są setki, a nawet tysiące. Trzeba mieć mocne nerwy do tej pracy, być cierpliwym i dokładnym" - tłumaczy w rozmowie z "Głosem Wielopolski" Mateusz Węgorowski z firmy Bio-Clean.


Psychika jest najważniejsza

Ludzie zarabiający na życie sprzątaniem miejsc, w których doszło do zgonu, nie muszą posiadać na starcie ani szczególnych kompetencji, ani szkoleń. Tym zajmie się już pracodawca. W tym zawodzie najważniejsza jest konstrukcja psychiczna człowieka, odporność na makabrę. Nie można brzydzić się ani krwi, ani płynów ustrojowych, ani uderzającego zapachu rozkładu. Często pracuje się też w domach czy mieszkaniach starszych osób, o których rodziny zupełnie zapomniały - dlatego też trzeba unikać zbyt głębokich refleksji związanych z historiami ich życia. Osoba zbyt wrażliwa na krzywdę innych, empatyczna, może narazić się nawet na poważną depresję.    

"Przyszły pracownik na pewno nie może być osobą pijącą. Z bardzo prostego powodu: alkohol wzmacnia krótkotrwale węch. Poza tym w alkohol najłatwiej uciec od stresu i atmosfery, z którą przychodzi się mierzyć w niezadbanych mieszkaniach denatów - dlatego nie mogę sobie na to pozwolić, by zatrudniać osoby pijące. Moi pracownicy muszą być również gotowi 24/7. Śmierć nie odpoczywa i nie ma wolnych sobót" - opisywał właściciel firmy sprzątającej "Purgato Post Mortem" w rozmowie z magazynem Noizz. 

Sprzątanie po zmarłych jest bardzo wymagającym zawodem, w którym psychika odgrywa kluczową rolę. Nie można pozwolić, by makabryczne widoki wpłynęły na to, jak postrzegamy świat osób wciąż żywych. Jak konkluduje rozmówca Noizza "śmierć po prostu jest i ktoś musi po niej posprzątać".  

Czytaj więcej: Lęk przed seksem


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: nie żyje | zgony | sprzątanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy