Reklama

Reklama

Wigilia u Karwowskich i Mostowiaków

Chcielibyście zasiąść do stołu z Madzią i Stefanem czy też z Lucjanem i Basią? Trudno wybrać... Cóż, z łezką w oku wspominamy dawne czasy, ale cenimy rodzinne „tu i teraz”.

Uwielbiamy polskie seriale również dlatego, że odzwierciedlają naszą codzienność. A bohaterowie żyją w takim rytmie jak my.  Z nami też świętują.

Reklama

Karwowscy musieli stać w kolejkach

Gdy powstawał serial "Czterdziestolatek" (1975-77), czyli "za Gierka", w mediach nawet nie wymieniono nazwy Boże Narodzenie. Mówiło się jedynie o świętach i tradycji. Wprawdzie władza już zrezygnowała  z lansowaniem Dziadka Mroza, a paczki znów roznosił mikołaj, ale słowo "święty", też nie przechodziło przez gardło oficjelom. Może to dlatego inżynierostwo Karwowscy nie obchodzili w serialu tych świąt.

Chociaż były one gdzieś w tle, no bo w jednym z odcinków zakupili przecież choinkę, która przy bliższych oględzinach okazała się tzw. drapaką, a Stefan raz nawet wystał pomarańcze, które  w tamtych czasach każdemu Polakowi kojarzyły się z Bożym Narodzeniem. Zwykle "rzucano je do sklepów" właśnie  w tym okresie. Reszty można tylko się domyślać, choćby jakich cudów musiała dokonać Madzia, żeby w dobie kryzysu zastawić mięsiwem świąteczny stół.

Ale czasy rychło się zmieniły

Po wybraniu Polaka papieżem telewizja zaczęła pokazywać pasterkę, z czasem religijne programy zagościły na stałe na antenie. A w "Czterdziestolatku. 20 lat później" (1993), mamy cały bożonarodzeniowy odcinek, pt. "Nie wierzę w św. Mikołaja".

Emerytowani już Karwowscy świętowali na całego. W ich mieszkaniu stała popularna wtedy sztuczna choinka, obwieszona dużymi bombkami, w telewizji zaś nadawano koncert świąteczny. Madzia mogła opowiadać wnukowi o polskiej tradycji, zanuciła nawet kolędę. Były też prezenty - Stefan przebrał się za św. Mikołaja, żeby je porozdawać, i w przebraniu... został wzięty za włamywacza. Zamiast niego wszedł do domu prawdziwy złodziej, też przebrany za świętego!

Stół nakryty był na biało, a zastawa przypominała popularny wtedy biały duraleks, czyli hartowane szkło francuskie odporne na uderzenia. Potraw wprawdzie nie widać, ale Madzia zaproponowała gościowi śledzika, obiecała też usmażyć karpia i sandacza. Widać, że wraz ze zmianą ustroju kłopoty z zaopatrzeniem się skończyły. Cieszył się tym, kto żyw.

Nawet doktor Stelmach (Leonard Pietraszak) objadał się świątecznymi łakociami  w pracy, czyli w szpitalu na dyżurze.

Nie ma to jak wigilia w Grabinie...

7 lat po wyemitowaniu drugiej części "Czterdziestolatka" telewizja pokazała pierwszy odcinek "M jak miłość" (2000 r.). Serial jest nadawany do dziś, widzieliśmy w nim co najmniej cztery wigilie. Już po pierwszej można było stwierdzić: takie święta jak u Mostowiaków nawet się Karwowskim nie śniły!

To prawdziwe Boże Narodzenie w domu dużej, wielopokoleniowej rodziny, która całkiem inaczej je przeżywa. Przede wszystkim... tłumnie. Przed świętami trzeba się pogodzić ze wszystkimi, a samotnych znajomych zaprosić. Nie ma również mowy, żeby dzieci tego dnia nie odwiedziły rodziców.

Przed tą pierwszą wigilią w Grabinie wszystkie córki Mostowiaków, pod dyktando seniorki, szykowały góry jedzenia: sterty uszek, hektolitry barszczu, mnóstwo ciast...

Pojawiły się też sprawy, którymi w czasach "Czterdziestolatka" mało kto zaprzątał sobie głowę: czy godzi się kupować i mordować żywego karpia... Taki problem miała Simona (Agnieszka Perepeczko), która przyjechała z Niemiec i przywiozła stamtąd do Grabiny powiew odległego świata razem z jego rozterkami.

A stół Mostowiaków nie przypomina tego u Karwowskich. Zawsze jest nakryty na bogato, często na nim króluje polska eksportowa zastawa: ręcznie malowana kamionka z Bolesławca, popularna obecnie niczym kiedyś duraleks. O problemach z zaopatrzeniem zapomnieli już najstarsi mieszkańcy Grabiny. Gości raczy się naleweczką, którą zrobił dziadek Lucjan, a o sztucznej choince nikt nie waży się wspominać: w kącie pyszni się prawdziwe, gęste drzewko. Czyli wszystko jest, jak być powinno.

A my - chociaż czasem tęsknimy za Karwowskimi - pewnie już nie chcielibyśmy przeżywać tych kłopotów, co oni. Sentyment sentymentem, ale Mostowiakowie mają lepiej.

Dorota Filipkowska


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje