Reklama

Reklama

Porody domowe - szansa czy zagrożenie?

Rodzić w domu - bez oksytocyny, wrzasków, kroplówek i obcych twarzy zaglądających w intymne miejsca. Takie marzenia ma wiele przyszłych mam. Od kwietnia br. prawo dopuszcza możliwość rodzenia poza szpitalami, a decyzję w tej sprawie pozostawia ciężarnym. Czy w ślad za prawnymi uregulowaniami poszły zmiany w nastawieniu lekarzy, położnych i samych kobiet? Zdania są podzielone.

"Ciężarnej należy umożliwić wybór miejsca porodu (warunki szpitalne albo pozaszpitalne). Każda ciężarna powinna otrzymać wyczerpującą informację dotyczącą wybranego miejsca porodu obejmującą wskazania i przeciwwskazania." To ten zapis w rozporządzeniu Ministra Zdrowia otworzył drzwi do legalnych porodów domowych. Niestety, mimo, że rozporządzenie dopuszcza porody domowe, nie są one jednak zalecane, co sugeruje zdanie: "ciężarną należy poinformować, że zaleca się prowadzenie porodu w warunkach szpitalnych, z zagwarantowanym dostępem do wydzielonej dla cięć cesarskich sali operacyjnej[...]". Zmiany, które wprowadziło nowe rozporządzenie nie obejmują także refundacji.

Reklama

Ile to kosztuje?

Aniinka, użytkowniczka forum polki.pl, napisała: "Moja położna za poród domowy wzięła 1500 zł, ale, z tego co czytałam, ceny wahają się od 1500 - 3000 zł". W takim przedziale mieści się też cena podana przez użytkowniczkę forum babyboom.pl o nicku: andzia1987: "[...]Łączny koszt porodu domowego to ok. 2500 zł. Jak na razie nie ma możliwości dofinansowania z NFZ, chociaż ta kwota jest o wiele niższa, niż koszt porodu w szpitalu (ok. 8000 zł)."

- Poród domowy to wydatek rzędu 2000 zł. Zależy to między innymi od odległości, którą musi pokonać położna" - potwierdziła Katarzyna Oleś, jedna z położnych przyjmujących porody domowe oraz prezes organizacji "Dobrze Urodzeni". Jak dodała w wywiadzie dla portalu INTERIA.PL przeprowadzonym rok temu, osoby decydujące się na poród w domu często nie są majętne. Zależy im jednak na tym, żeby poród odbywał się w przyjaznym, spokojnym otoczeniu i wolą wydać pieniądze na poród, niż na luksusowy wózek.

Nie dla refundacji

Nowe rozporządzenie Ministra Zdrowia, dopuszczając porody domowe, nie przewidziało ich finansowania.

- Nie ma możliwości prawnych, by NFZ refundował kobietom poród domowy - powiedział Andrzej Troszyński, rzecznik prasowy NFZ. - Oddziały wojewódzkie NFZ podpisują kontrakty z zakładami opieki zdrowotnej i z nimi tylko rozliczają wykonane świadczenia medyczne. Inna sprawą jest kwestia braku porodu domowego w koszyku świadczeń zdrowotnych.

- W tej chwili porody domowe nie są refundowane, chociaż planujemy zmiany - dodaje rzecznik Ministerstwa Zdrowia Piotr Olechno .

Wygląda więc na to, że andzia1987 miała rację. Choć nie do końca. Napisała bowiem, że koszty porodu w szpitalu sięgają 8000 zł. Tymczasem są one kilkakrotnie mniejsze. Poród planowany, który w klasyfikacji medycznej wyceniono na 33 punkty, kosztuje 1683 zł.

Czy to jest bezpieczne?

Zdania na temat porodów domowych są podzielone. Jedni uważają, że skoro porody od lat odbywają się w szpitalach, sytuacja nie powinna ulegać zmianie. Inni, a częściej "inne", że poród nie jest chorobą i może odbyć się w domu. Jeden z najczęściej cytowanych raportów, opublikowany trzy lata temu w periodyku "An International Journal of Obstetrics and Gynaecology" pokazuje, że porody domowe nie są bardziej niebezpieczne, niż porody w szpitalu.

"Nasze badania objęły ponad pół miliona kobiet i porównały porody domowe i szpitalne. Liczba dzieci, które zmarły lub zostały skierowane na oddział intensywnej opieki była podobna w obu grupach, to jest - siedem noworodków na tysiąc. W tej sposób doszliśmy do wniosków, że kobiety mogą rodzić w domach, pod warunkiem, że te będą do tego dobrze przystosowane" - napisała w oświadczeniu Simone Buitendijk, szefowa Programu Zdrowia Dziecka w holenderskiej "Netherlands Organisation for Applied Scientific Research".

Ryzyko w normie

Uzyskane wyniki dla wielu nie były zaskoczeniem, ponieważ potwierdziły jedynie wcześniejsze badania. Już w raporcie, przygotowanym w 1996 roku w Holandii, uznano, że "dzieci kobiet, które planowały poród domowy (z grupy tzw. niskiego ryzyka) rodziły się w (przynajmniej) tak samo dobrym stanie jak dzieci przychodzące na świat w szpitalach. W przypadku wieloródek wyniki dzieci rodzonych w domu były nawet lepsze od dzieci, które przychodziły na świat w szpitalach." (Za: British Medical Journal). Podobne oświadczenie opublikowano w periodyku "The Practising Midwife" (nr lipiec-sierpień 1999: "Wygląda na to, że kobiety, które są w ciąży tzw. niskiego ryzyka, zostały dokładnie przebadane i dopuszczone do domowego porodu, nie sprowadzają na siebie i dziecko większego ryzyka, niż te rodzące w szpitalu. Z tego powodu szacuje się, że porody domowe mogą wzrosnąć w najbliższej dekadzie o 45 proc. i trzeba się na to przygotować".

Londyński Royal College of Obstetricians and Gynaecologists (RCOG), po zapoznaniu się z wynikami analiz opublikowanych w "An International Journal of Obstetrics and Gynaecology" wydało oświadczenie, z którego wynikało, że choć organizacja "popiera odbieranie porodów tzw. niskiego ryzyka w domach" kobiety "muszą zgłosić się na konsultację lekarską w przypadku pojawienia się jakiegokolwiek zagrożenia (zanikania tętna dziecka, przedłużającego się porodu czy krwotoku). W takim przypadku kobieta powinna być przewieziona do szpitala, gdzie jest odpowiednia aparatura."

Brzmi logicznie. A jak jest w Polsce?

Czemu się decydują?

Na stronie organizacji "Dobrze urodzeni", która skupia niezależne położne i rodziców, którzy chcieliby, żeby ich dzieci przyszły na świat w domu, można znaleźć ponad 20 nazwisk kobiet, które pomagają rodzić w domach. Komu?

- Już swoją pierwszą córkę chciałam urodzić samodzielnie, ale moja rodzina zdołała mnie przekonać, że to jest bardzo niebezpieczna zachcianka - napisała 32-letnia Anka S. (nie zgodziła się na rozmowę telefoniczną ani podanie nazwiska, bo "w Polsce rodzące w domu po prostu muszą się z tym kryć"). - No i cóż, do dnia dzisiejszego, a minęło już 6 lat i zdarzyły mi się dwa kolejne porody, żałuję. Chciałam rodzić w domu, bo nie chciałam oksytocyny, wrzasków, nacinania krocza, kroplówek, obcych twarzy zaglądających mi w intymne miejsca. I tak było w domu.

Katarzyna Oleś, w cytowanym już wywiadzie, potwierdziła, że coraz więcej Polek decyduje się na porody domowe.

- Taki trend panuje już od dość dawna, oczywiście w pewnych kręgach. Kiedyś byli to ludzie w jakiś sposób odstający od reszty społeczeństwa, indywidualiści wykonujący wolne zawody. Jeszcze kilka lat temu dostęp do informacji na temat rodzenia w domu był bardzo ograniczony. [...]. Dziś wystarczy wpisać w wyszukiwarkę "porody domowe" i pojawia się wiele informacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje