Reklama

Reklama

Narodziny buntownika

Ulubione słowo dwulatka? Oczywiście - nie! Psycholog dziecięcy radzi, jak wybrnąć z różnych sytuacji, w których twój malec uparcie je powtarza.

Zastanawiasz się, co się stało z twoim kochanym, spokojnym maluszkiem? Jak to możliwe, że nagle zmienił się w wiecznie pokrzykującego, niezadowolonego smyka, który na każdą prośbę ma jedną odpowiedź: nie? Najpewniej twoje dziecko właśnie przeżywa pierwszy w życiu okres buntu. Ten trudny czas można jakoś przetrwać, ale będziesz potrzebować kilku praktycznych rad (znajdziesz je w tym tekście) i pokładów cierpliwości (te musisz odnaleźć w sobie). I na koniec dobra wiadomość: jeśli jakoś przeżyjesz bunt dwulatka, następny czeka cię dopiero za jakieś 10-12 lat!

Reklama

Nie włożę takiego ubranka!

Mama próbuje ubrać dwuletnią Zosię. "Nie chcę skarpetek, chcę rajstopy" - upiera się dziewczynka. Na nic zdają się próby przekonania małej, że zima się skończyła i będzie jej za gorąco. Jakby tego było mało, zaproponowane w końcu przez mamę rajstopki nie podobają się dziecku. Chce inne, ale? skarpetki. Mama czuje, że za chwilę puszczą jej nerwy. Dlaczego Zosia musi wszystko robić na odwrót?!

• Przekora dwulatka to ważny i konieczny etap w rozwoju osobowości dziecka.

Poprzez zaprzeczanie maluch uczy się samodzielnego podejmowania decyzji. Jest już coraz bardziej świadomy tego, co lubi, czego chce. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że jest kimś odrębnym. Niestety w początkowym okresie szkrab ma małe zamieszanie w głowie z powodu tych odczuć. Zamiast złościć się na niego, trzeba mu pomóc w uporaniu się z emocjami.

• Tam, gdzie jesteśmy przekonani o słuszności naszej decyzji, nie ulegajmy maluchowi.

Określenie jasnych i czytelnych granic to dla dziecka rodzaj drogowskazu, który - nawet jeżeli malec mocno się buntuje - w gruncie rzeczy bardzo mu pomaga. Jeśli rodzic ma rację (jak w przykładzie: jest ciepło, więc mała Zosia zgrzeje się w rajstopkach), powinien obstawać przy swoim i nie ulegać kaprysom smyka, który zaprzecza dla samej przyjemności powiedzenia "nie". Aby złagodzić buntowniczy nastrój malucha, można mu dać możliwość wyboru określonej przez nas części garderoby (czyli w tym przypadku - skarpetek). W ten sposób dziecko poczuje się panem sytuacji i jednocześnie dostosuje do wymagań rodzica.

• Czasami dwulatki ciągle zmieniają zdanie, najpierw zgadzając się na coś, aby w następnej chwili się zbuntować.

Jeżeli uważasz, że maluch może w danej sytuacji postawić na swoim, np. gdy wybiera rodzaj deseru czy zabawkę, pozwól mu powiedzieć nie. Ale uwaga: gdy dziecko co chwila zmienia zdanie i wodzi cię za nos, przerwij to. Następnym razem dobrze się zastanowi, zanim coś wybierze.

Nie będę tego jeść!

Rysio jest bardzo głodny, jednak nie rusza porcji na talerzu. "Daj frytki"- powtarza mamie do znudzenia i kopie nogą w stół. Mama sama nie wie, co ma zrobić. Przecież dziecko musi coś zjeść, więc może ulec synkowi?

• Dwulatki często uporczywie domagają się jedzenia tylko swoich ulubionych potraw.

Planując domowe menu, powinnaś uwzględnić preferencje malucha, ale tylko w ograniczonym zakresie. Nie możesz pozwolić, aby upodobania dziecka rządziły domowym stołem, albo, co gorsza, gotować dwa obiady. Nie warto jednak zmuszać malca do zjedzenia czegoś, czego naprawdę nie lubi. W końcu każdy ma przecież taką "listę znienawidzonych potraw".

• Pierwszym krokiem do stworzenia zdrowego jadłospisu smyka jest rezygnacja z niezdrowych przekąsek.

Jeżeli maluch usiądzie do obiadu głodny, z pewnością będzie nieco mniej grymasił. Warto także często włączać dziecko do nakrywania stołu. Malec może wybrać sobie talerzyk i kubeczek oraz kolejność nakładania jedzenia (np. najpierw ziemniaki, potem surówka). Od czasu do czasu możesz zaplanować z dzieckiem wyjątkowy obiad. Jeżeli lubi np. frytki, kupcie wspólnie potrzebne produkty. Ważne, by to rodzic sam wyznaczył dzień uczty, a nie poddawał się ciągłej dyktaturze malucha.

Nie zostanę tu teraz sam!

Rodzice Małgosi przyszli w gości do znajomych. Chociaż w domu jest pełno dzieci, Małgosia stoi pomiędzy mamą i tatą, skubie spódnicę mamy i za nic na świecie nie chce odejść. Im silniejsze namowy, tym mocniej zacina się dziewczynka. Co gorsza, nic nie mówi. W końcu odwraca się do dzieci plecami i wczepia się w ramiona taty.

• Dwuletni maluch, pomimo chęci decydowania o wszystkim, jest bardzo przywiązany do rodziców.

Buntuje się, ale nadal potrzebuje bezpiecznych ramion mamy czy taty. Nie zawsze potrafi uporać się z natłokiem emocji, jakie niesie ze sobą nowa sytuacja, gdy wokoło jest dużo obcych ludzi. Dopiero zaczyna budować relacje z innymi dziećmi. Powinno się uszanować jego uczucia. Nie możesz na siłę wypychać dziecka do zabawy z innymi maluchami. Lepiej poczekać - gdy smyk popatrzy zza twoich pleców na dzieci, zechce do nich dołączyć.

• Gdy musisz zostawić dziecko pod opieką innej osoby daj malcowi czas na zapoznanie się z nią.

Zostaw również smykowi coś, co będzie mu ciebie przypominać, np. narysowany specjalnie obrazek.

Nie pożyczę tej zabawki!

Bartek bawi się w piaskownicy koparką. Przyniósł też wiaderko i łopatkę, ale leżą bezużytecznie. Po chwili interesuje się nimi maluch, który przyszedł na plac zabaw. Bartek rzuca się na malca z krzykiem "To moje!" i siłą odbiera zabawkę. Tamten nie daje za wygraną i mała bójka gotowa. Mama Bartka jakoś rozdziela chłopców. Później rozgląda się z zakłopotaniem. Wstyd jej, że synek jest takim egoistą, nie wie, jak wybrnąć z sytuacji.

• Kontakty społeczne dwulatka najlepiej opisuje stwierdzenie: "Jestem tym, co mam!".

Wraz z rozwojem poczucia swojej odrębności maluch zaczyna zauważać, że coś do niego należy. Do tej pory wiedział, że nie może ruszać niektórych przedmiotów, np. okularów mamy. Ale dopiero około drugiego roku życia zaczyna rozumieć, że i on jest posiadaczem pewnych przedmiotów. A skoro je ma to... może nimi rządzić! Chociaż silny egoizm jest typowy dla malucha w tym wieku, należy tłumaczyć szkrabowi, że warto czasem dzielić się z innymi.

• Błędem jest jednak uczenie malca, aby oddawał to, co, ma innemu dziecku zawsze, gdy ono o to poprosi.

W ten sposób nasza pociecha w krótkim czasie może zostać ograbiona z zabawek przez bardziej przedsiębiorczego kolegę. Dlatego warto wprowadzić kilka prostych zasad. Jeśli dziecko akurat nie bawi wiaderkiem czy łopatką, mama powinna zachęcić go do pożyczenia zabawek koledze: "Pożycz mu, chłopczyk trochę się pobawi i ci odda". Do niej należy także dopilnowanie, żeby faktycznie zabawki wróciły do synka, gdy kolega już ich nie potrzebuje. Dobrym sposobem na przekonanie malca do dzielenia się jest też wprowadzenie zasady wymiany. Wtedy zamiast pożyczyć zabawkę drugiemu szkrabowi, smyk zamienia się z nim na chwilę. To daje mu poczucie bezpieczeństwa i radość z "nowej" zabawki. Jeżeli jednak maluch akurat bawi się koparką w najlepsze, wcale nie musi jej pożyczać koledze. Pomóż mu wytłumaczyć, że ta zabawka jest teraz bardzo potrzebna. Możesz zaproponować dzieciom wspólną zabawę, pożyczenie koledze czegoś innego lub cierpliwe poczekanie, aż malec nie będzie chciał koparki.

Nie chcę jeszcze wracać do domu!

Kuba nie chce wracać do domu z placu zabaw. Gdy mama nie daje za wygraną, rzuca się na ziemię tam gdzie stoi - kopie, krzyczy i za nic nie daje się podnieść. W końcu mama słyszy uwagę: "Ale te dzieci teraz są okropne. Uważaj, zaraz cię zabierze tamten pan". W odpowiedzi na to, maluch zaczyna płakać na całego i bardzo trudno go uspokoić.

• Ataki furii zdarzają się dwulatkom dość często, gdyż dzieci nie potrafią zapanować nad swymi emocjami.

Kiedy malec ma atak szału, nic do niego nie dociera. Tłumaczenie i przekonywanie go do swoich racji nie zda w takiej sytuacji egzaminu. Można co prawda spróbować kazać dziecku się uspokoić, ale to zwykle niewiele pomaga. Jeżeli masz siłę, posadź płaczącego malca do wózka i pojedź kawałek. Jeśli nie - musisz ten atak złości spokojnie przeczekać. Nie dyskutuj z dzieckiem, bo w ten sposób tylko nasilisz jego wybuch oraz dostarczysz mu pretekstu do wszczęcia kolejnej awantury.

• Najgorsze, co możesz zrobić, to ulec presji krzyczącego szkraba.

To prosta droga do nasilenia napadów złego humoru. Malec zacznie urządzać histerię zawsze wtedy, gdy coś mu się nie spodoba.

Nie będę iść z tobą za rękę!

"Stój Ola!". Mama goni córkę, która ani myśli się zatrzymać. W końcu zdyszana dopada dziewczynkę tuż przed ulicą. Bierze ją za rękę, ale po chwili Ola zaczyna prosić: "Chcę iść sama". Gdy mama postanawia jednak nie ryzykować, córka zaczyna wić się wokół matki, próbując uwolnić się z uścisku i... ucieka kolejny raz.

• Dwulatek dąży do samodzielności i ma wielką ciekawość świata - dlatego często chce podejmować indywidualne wycieczki.

Może - tak jak Ola - puścić się pędem przed siebie, ale także wybrać się gdzieś bez naszej wiedzy. Dlatego musisz mieć ograniczone zaufanie do malucha. Jeżeli ucieka w pobliżu ulicy, surowe wymogi bezpieczeństwa nie zostawiają ci wielkiego wyboru - trzymaj malca za rękę, nawet jeśli tego nie chce. Wytłumaczenie jest proste, powiedz: " Uciekałeś na ulicę, to jest niebezpieczne. Idziemy za rękę". Jeśli czas cię nie goni, pozwól malcowi wybrać trasę spaceru. Kiedy jesteście w miarę bezpiecznym miejscu (np. w parku), możesz pozwolić mu nawet na chwilę się oddalić, ale tak, by mieć go na oku i móc w ciągu kilku sekund go złapać. Maluch nie tylko poczuje się silny, ale zrozumie także, jaka odległość od mamy jest dla niego komfortowa i bezpieczna.

Nie pójdę spać w dzień!

Franek wrócił z ekscytującego spaceru z tatą. Ciągle marudzi, nie może znaleźć sobie miejsca. Widać, że jest bardzo zmęczony. Jednak gdy tata proponuje mu popołudniową drzemkę, gwałtownie protestuje. Jest coraz bardziej nieznośny. Tata miał nadzieję chwilę popracować przy komputerze, ale nic z tego. Mały nie daje mu ani chwili spokoju.

• Wiele dwulatków zaczyna rezygnować z codziennej, popołudniowej drzemki.

To całkiem naturalne. Niektóre maluchy nie śpią po południu w ogóle. Są też takie, które sypiają smacznie jednego dnia, a drugiego nie. Oczywiście część dzieci nadal w ciągu dnia zasypia jak suseł. To my, rodzice, często jesteśmy niewolnikami przyzwyczajeń. Skoro do tej pory malec spał w dzień, oczekujemy tego nadal. Tymczasem rozwój dziecka oznacza także zmiany w rytmie dnia, do których i my musimy przywyknąć.

• Jeżeli maluch, mimo zmęczenia, nie chce spać, zaakceptuj to i przestań nakłaniać go na siłę do snu.

Zmęczonemu smykowi, zamiast drzemki, możesz zaproponować jakieś spokojne zajęcie. Porysujcie razem, opowiedz maluchowi bajkę relaksującą, poczytaj mu książeczkę. Często zdarza się, że maluch bez kłótni słodko zasypia w trakcie czytania. Zadbaj także o to, aby codziennie nie przemęczać dziecka. Zamiast do centrum handlowego wybierz się z nim do parku, a przejażdżkę samochodem zamień na spacer z taczką do pobliskiej piaskownicy. Maluch potrzebuje nowych, ekscytujących wrażeń, ale tylko od czasu do czasu. Na co dzień zapewnij mu spokojne obcowanie z przyrodą, z bliską osobą u boku i dziećmi, które zna. Po takim spacerze znacznie chętniej zapadnie w zdrowy sen albo będzie spokojnie bawił się w domu.

Tekst: Helena Turlejska-Walewska, psycholog i terapeuta dziecięcy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje