Reklama

Reklama

Julka potrzebuje pomocy

"Cześć, jestem Julka i w grudniu skończę 18 lat. Jeśli dożyję… Za chwilę tata zetnie mi włosy, wychodzą garściami, więc tak będzie mi wygodniej. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś odrosną… Piszę te słowa ze szpitalnej izolatki, z oddziału 5. onkologii".

W przyszłym roku Julia powinna zdawać maturę. Cieszyć się życiem i młodością. Przewrotny los napisał jednak dla niej inny scenariusz. Do egzaminu dojrzałości nastolatka podchodzi codziennie, począwszy od stycznia 2018 roku, kiedy to, jak mówi, po raz pierwszy przespacerowała się przez piekło.

Reklama

Pacjenci oddziału 5. onkologii o życiu wiedzą znacznie więcej niż inni. Ale ta wiedza ma gorzki smak. I potwornie boli. Jak poparzony przełyk, popalone żyły, owrzodzone usta. Ból żołądka łamie wpół. Rąk nie da się wyprostować przez wenflony, włosy wypadają garściami, a wymioty nękają wymęczone ciało kilka razy dziennie. Nie tak powinna wyglądać codzienność 18-latki. Niczyja codzienność nie powinna tak wyglądać.

Diagnoza: ostra białaczka limfoblastyczna. Na taką wiadomość nigdy nie jest się gotowym. Mutacja genu BCR/ABL to kłopotliwy dodatek, takie nieszczęście w nieszczęściu. Dotyka 3 proc. pacjentów z białaczką, w tym Julkę. I jeszcze bardziej komplikuje całą sprawę.

Pół roku chemii, pół roku piekła. Wreszcie przeszczep szpiku kostnego od niespokrewnionego dawcy. Nieśmiało majaczące światełko w tunelu. Nadzieja. Lęk. Obawa. Powrót do domu i życie pod przymusowym kloszem w oczekiwaniu na szczepienia. Po przeszczepie szpiku kostnego muszą być one powtórzone od zera. A potem to straszne słowo. Wznowa.

"Pierwsze szczepienie zaplanowano na 8 marca tego roku. Oprócz kwiatów na Dzień Kobiet miałam dostać przepustkę do normalnego świata. Zamiast tego otrzymałam bilet powrotny do piekła. Wznowa, ledwie 8 miesięcy po przeszczepie... Mutacja genetyczna, którą leczyłam przez miniony rok, postanowiła się aktywować. Mam zajęte 40 proc. mojego nowego, jeszcze ciepłego szpiku kostnego" - pisze Julia.

Powrót do szpitala. Nie tak miało być. Tymczasem przed tą młodziutką dziewczyną kolejne długie tygodnie w izolatce, druga seria chemii... Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i ponownie znajdzie się dawca szpiku, pacjentkę czeka drugi przeszczep. Po nim terapia lekiem Car-T, specjalnie zaprojektowanym dla Julii. Cena? Ponad 1,5 miliona złotych:

"Hmm... Nie wiem, co powiedzieć — z kieszonkowego raczej nie wystarczy - puentuje smutno Julia.

Nie zostawiajmy tej dzielnej wojowniczki samej na placu boju. Pomóżmy jej wygrać tę najważniejszą w życiu walkę.

Czytaj więcej: https://www.siepomaga.pl/pokonaj-bialaczke?fbclid=IwAR1mmo50zY5ZLVCgGVxfArjhFz4O53Ob4RNflEQKgQqNMZwWlrly38



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje