Reklama

Reklama

Aktorka czy celebrytka?

Portale plotkarskie pełne są informacji na jej temat, paparazzi depczą jej po piętach. Ma na koncie rolę w hitowym serialu i wygraną w "Tańcu z gwiazdami". Co różni ją od typu telewizyjnej gwiazdki? Podejście do zawodu, który wykonuje... od dziecka.

Jej karierę można podzielić na kilka etapów. Jako dziecko i nastolatka miała okazję współpracować z najwybitniejszymi reżyserami Stevenem Spielbergiem, Andrzejem Wajdą, Juliuszem Machulskim. Potem zniknęła z dużego ekranu, za to objawiła się jako Madzia Marszałek, jedna z głównych postaci w serialowym hicie "M jak miłość", który przyniósł jej wielką popularność. Bywało o niej głośno, nie zawsze z powodów artystycznych dokonań. Kontrowersyjne wypowiedzi, związek z inną gwiazdą telewizji Kubą Wojewódzkim, wystąpienie na festiwalu polskich filmów w Gdyni, które doprowadziło do odebrania jej prowadzenia tej imprezy, rozbierana sesja dla "Playboya"...

Reklama

Bezczelna, arogancka, zbyt pewna siebie? A może po prostu odważna, wiedząca czego chce. W Polsce nie skończyła szkoły aktorskiej, za to pojechała za ocean, by uczyć się w Nowym Jorku. Po powrocie zabłysła w "Tańcu z gwiazdami" i przyciągnęła miliony fanów jako jurorka "You can dance". Anna Mucha opowiada nam, jak to wszystko się zaczęło i dlaczego uważa, że dziś ma prawo mówić o sobie: aktorka profesjonalna.

Pamiętasz chwilę, kiedy pierwszy raz stanęłaś przed kamerami?
Anna Mucha: - Było to ponad dwadzieścia lat temu, zagrałam Sabinkę w "Korczaku". Tę rolę dostałam właściwie z przypadku: mój wujek postanowił zawieść swojego syna na casting, po drodze zgarnął i mnie z podwórka. Miałam zagrać dziewczynkę numer siedemnaście, ale dziewczynka numer jeden odmówiła wykonania zadania aktorskiego. Wtedy ja podeszłam do pana Andrzeja Wajdy i oświadczyłam, że jeśli ona nie chce, to ja chętnie ją zastąpię i zagram.

Ale następne plany, to już chyba nie był przypadek?
- Dwadzieścia lat temu było mało grających dzieci. Sprawdziłam się, również w trudnych warunkach, więc byłam zapraszana na kolejne castingi i dostawałam nowe, ciekawe propozycje.

Jaki film zapamiętałaś jako najtrudniejszy z etapu "dziecięcego"?
- Żaden! Ja w ogóle nie miałam świadomości, że gram, że biorę udział w czymś wyjątkowym. Dla mnie to była po prostu wspaniała zabawa i wielka radość.

A udział w "Liście Schindlera", spotkanie ze Stevenem Spielbergiem?
- Cudowne! To ciepły, kochany, mądry człowiek. Do tego absolutny profesjonalista. Pracowało się z nim świetnie. Z jednej strony cały czas czułam, że troszczy się o mnie, o moją wrażliwość, poczucie bezpieczeństwa, a z drugiej traktował mnie z szacunkiem, tak jak innych, dorosłych członków ekipy. Raz po zagranej scenie dostałam od niego bukiet kwiatów! Miałam 13 lat, to było naprawdę wielkie, niespodziewane wyróżnienie.

Jako nastolatka zagrałaś też po raz pierwszy w serialu, "Matki, żony i kochanki". Towarzyszył ci Mateusz Damięcki, z którym potem spotkaliście się w "Teraz albo nigdy".
- Śmialiśmy się z Mateuszem, że dzięki temu chyba pobiliśmy rekord czasu w grze wstępnej. W "Matkach, żonach i kochankach" chodziliśmy za rączkę i patrzyliśmy sobie w oczy, a pierwsze, co zagraliśmy wspólnie po 16 latach w "Teraz albo nigdy" to była scena łóżkowa.

Zawsze chciałaś być aktorką?
- Życie chyba nie dało mi innego wyboru. Nie była to co prawda kariera w stylu Shirley Temple czy Judy Gerland, bo ja nigdy nie byłam przymuszana do grania. Miałam w gruncie rzeczy bardzo szczęśliwe dzieciństwo, w którym po prostu trochę więcej się działo. Za to wcześniej dorastałam, wcześniej niż rówieśnicy dowiedziałam się, co to znaczy odpowiedzialność i na czym polega bycie oddanym pracy.

Dowiedz się więcej na temat: mucha | śmiech | taniec | 'Taniec z gwiazdami' | Taniec z gwiazdami | celebryci | aktorka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje