Bruno Mars: W muzyce chodzi o miłość

Bruno Mars zajął się muzyką ze względu na kobiety.

Autor hitu "Just The Way You Are'" wierzy, że muzyka została stworzona aby "chłopcy i dziewczyny mogli się zbliżyć".

Reklama

W rozmowie z magazynem The Sunday Times Culture powiedział:

 - Dziewczyny, które mi się podobały, nie słuchały Elvisa. Słuchały New Edition, Boys II Men. Wtedy ja zacząłem się zmieniać. To zdecydowanie pomogło. Każdy muzyk powie to samo: że to właśnie dla kobiet zajął się muzyką. Właśnie dlatego ja to robię...

- 95 procent mojej muzyki jest o miłości. Jaskiniowiec łupiący kamienie i pocierający patyki dookoła ogniska, aby chłopcy i dziewczyny mogli się zbliżyć oraz wydarzyła się magia. To właśnie po to stworzona została muzyka.

W międzyczasie, 31-letni piosenkarz wyjawił, że ma nadzieję, iż będzie zapamiętany dzięki swojej muzyce, a nie z powodu "skandali, czy kontrowersji".

Zapytany, w jaki sposób chciałby być zapamiętany, powiedział:

 - Mam nadzieję, że moja muzyka mówi sama za siebie. Ja mogę być nudny dla ludzi, ale nie chcę być zapamiętany z powodu skandali, czy kontrowersji. Chcę być tym facetem, który przynosi ludziom szczęście, poprzez swoją muzykę. To wszystko.

Bruno uważa także, że porażki, jakie poniósł w życiu sprawiły, że jest dziś takim, a nie innym człowiekiem.

Wyjaśnił:

 - Ten czas nie był łatwy, ale w pewien sposób był też piękny. Gdybym nie upadł nisko, możliwe, że nie byłbym dziś tu, gdzie jestem. Człowiek musi przejść przez takie rzeczy. To nie jest łatwe. Jeśli byłoby to łatwe, każdy by to robił.

- Najgorszym momentem było mówienie ludziom o tym problemie - że nisko upadłem, że jestem zadłużony i nie mam z czego żyć. Najpierw byłem artystą na kontrakcie z Motown, potem upadłym artystą z Motown. Ale nie chcę nikogo obwiniać. 

- Sylvia Rhone zaproponowała mi współpracę, ale to nie był dobry czas. Musiałem przez to przejść. Musiałem spotkać się z Jeffem Bhaskerem i błagać go, aby zagrał ze mną w Pickwic Pub. Musiałem śpiewać te piosenki i grać koncerty. Miałem 20 lat. Prawdopodobnie nawet nie powinienem być w takich miejscach.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje