Reklama

Reklama

Hanna Lis: Miłość dodaje mi skrzydeł

Zawsze podobali się jej mężczyźni z pasją. - Zaangażowani w to, co robią - cokolwiek miałoby to być - mówiła. Silni. Bo też taka jest.

Ma seksowny wizerunek. - Gdy wspólnie robiliśmy wywiad z Claudią Schiffer, to Hania wyglądała lepiej niż słynna modelka - mówił przed laty dziennikarz Piotr Kraśko. Długie włosy, duże, ciemne oczy, wyraźne brwi, mocne kości policzkowe, to jej cechy charakterystyczne od lat. Oraz papieros w ręku, o którym powie po latach, że zdrowia nie przynosi ani urody nie dodaje, ale to efekt uboczny pracy i stresu w redakcjach wiadomości. Podobnie jak u jej idolki, światowej sławy włoskiej pisarki i dziennikarki Oriany Fallaci.

Poznała ją w dzieciństwie, gdy (od czwartego do 10 roku życia) mieszkała we Włoszech. Jej tata Waldemar Kedaj (†68), był wówczas korespondentem Polskiej Agencji Prasowej we Włoszech. Ojciec to bardzo ważna figura w życiu dziennikarki. Pozostał dla niej ideałem mężczyzny. Nie w typie macho, bo subtelny i delikatny. Ale za to intelektualnie był samcem alfa. Podobno znał 24 języki, 18 biegle.

Reklama

- Dorastałam w domu, w którym panował terror dziennikarstwa. Ojcu można było oblać farbą garnitur, ale nie wolno było - pod rygorem najstraszniejszych kar - choćby palcem dotknąć jego prasy - opowiadała w Playboyu.

Kiedyś mała Hania dostała od włoskiej dziennikarki czekoladę w wersji XXL. Dziś w Polsce wszechobecną, w czasach PRL-u nieosiągalną. Ale otrzymała ją... niekompletną. Plus liścik, który przytoczyła w Vivie!: "Droga Aniu, jednak muszę się przyznać, że kupiłam dla ciebie to czekoladzisko, ale pewnej nocy wziął mnie głód i zjadłam kawałek. Jak to się mówi we Włoszech: - Grzech, do którego się przyznajesz, jest w połowie wybaczony... ".

Ona wygrała w totolotka, on był z niej dumny

Po latach dziennikarka musiała zmagać się z kwestią nie tyle wybaczenia, co akceptacji jej wyborów przez opinię publiczną. I nie chodziło już o nadgryzioną czekoladę. A wszystko przez miłość...

Ta dotknęła ją w bardzo młodym wieku. W 1989 r., mając jedynie 19 lat, wyszła za mąż za poznanego podczas studiów 27-letniego Roberta Smoktunowicza, prawnika. Niechętnie opowiada o tym czasie.

- Nie wracam do przeszłości. Zwłaszcza tej zaprzeszłej. Gdy kobieta nie ma z mężczyzną dzieci, życie po prostu wymazuje go z pamięci - wyznała publicznie. Przyznała, że małżeństwo w tak młodym wieku było "rażącym brakiem wyobraźni" z jej strony. Trwało 9 lat. - W decyzji o rozwodzie pomógł mi, paradoksalnie, ksiądz. Miałam dwadzieścia kilka lat i tkwiło we mnie wciąż idealistyczne przekonanie, że trzeba walczyć do końca. Ów zaprzyjaźniony ksiądz wyjaśnił mi, że owa "walka do końca" będzie walką do mojego końca. Więc odeszłam - zwierzyła się.

Wcześniej jednak, w 1994 r., oboje byli świadkami na ślubie jej przyjaciółki, Kingi Rusin (46) z Tomaszem Lisem. Zaprzyjaźniły się na studiach i na tyle zbliżyły do siebie, by koleżanka poprosiła ją o pełnienie tej honorowej funkcji. Jest takie zdjęcie ze ślubu, gdy cała czwórka stoi przejęta w kościele. Dwójce niedługo urodziły się dzieci: Pola (22) i Iga (18).

Po rozstaniu z mężem pani Hanna niedługo była sama, związała się z biznesmenem, Jackiem Kozińskim. Na świat przyszły córki: Julia (19) i Anna (17). W 2004 r. dołączyła do zespołu polsatowskich "Wydarzeń", które od jakiegoś czasu współtworzył Tomasz Lis. Z wzajemnej fascynacji narodził się romans, później miłość. W tym czasie jej związek z Kozińskim zakończył się.

Po latach dziennikarka wyzna "Party": - Przychodzi taki moment, w którym przed tobą jest już tylko ściana. Milczenia, niezrozumienia, chłodu. Niektórzy mówią: zostałam, zostałem dla dobra dzieci. (...) Nie wiem, czy to dobre rozwiązanie - fundować dzieciom dorastanie w emocjonalnej chłodni... Podobnych słów użył Tomasz Lis: - Dom, w którym jest obcość i milczenie (...) może być o wiele, wiele gorszy niż rozwód. Piekło, które dzieciom fundują dorośli, wcale nie musi wynikać z samego faktu rozstania.

Pan Tomasz wyprowadził się z domu, a w 2006 rozwiódł się. Płomienna miłość, dla której oboje tyle zaryzykowali i tyle poświęcili, mogła w końcu wybuchnąć, już nie tłumiona. Ale wybuchła także sensacja, choć pani Hanna i pan Tomasz starali się nie obnosić ze swoim związkiem. Spodziewali się tego. - Obydwoje z Hanią zdawaliśmy sobie sprawę z kontekstu i z możliwych konsekwencji, czasem brutalnie bolesnych - mówił dziennikarz w wywiadzie. Zwłaszcza ona stanęła w ogniu krytyki opinii publicznej za to, że związała się z mężczyzną jej przyjaciółki; bo była świadkiem na ich ślubie!

Pobrali się w tajemnicy

W mieście, które jest jej miłością absolutną, Rzymie. Potem kupili dom w Konstancinie. Ona zachwalała: - Jesteśmy ludźmi z tej samej bajki. Rozumiemy się, lubimy te same rzeczy, tych samych nie znosimy - na przykład przyjęć w błysku fleszy. Czytamy podobne książki, mamy podobne poglądy: na świat, ludzi, politykę. Jesteśmy przyjaciółmi. I dodawała z podziwem: - Mam szczęście, jestem z fantastycznym mężczyzną. W pakiecie dostałam superprzyjaciół - to rodzice Tomka. To jak szóstka w totolotka.

On nie pozostawał dłużny, wyrażał się o niej z czułością: - Jest wspaniała. Miła, pogodna. Jest damą w salonie, w którym są dyplomaci z różnych krajów i superbabką na kempingu, kiedy grilluje rybę i robi sałatkę. W tamtym czasie wyglądało na to, że skoczyliby za sobą w ogień. Kiedy on stracił pracę w Wydarzeniach, ona w akcie solidarności odeszła z Polsatu. A gdy ona postawiła się władzom TVP, dziennikarz stanął po jej stronie i na meczu gwiazd pojawił się w koszulce: "Haniu, jestem z Ciebie dumny".

Wyglądało... Bo najpierw, nie wiadomo kiedy, dziennikarka coraz częściej zaczęła pojawiać się publicznie sama. Dwa lata temu coraz częściej słychać było o kryzysie w ich związku. Tym razem, też solidarnie, milczeli na ten temat, albo ucinali temat, tłumacząc się napiętymi grafikami zawodowymi. Jednak, po 10 latach wspólnego życia, rozstali się. Być może byli zbyt zajęci, być może mieli inne potrzeby i oczekiwania.

Podobno walczyli o tę miłość, starali się pokonywać kryzysy. Pod koniec zeszłego roku pani Hanna definitywnie wyprowadziła się z willi w Konstancinie do swojego mieszkania na warszawskim Powiślu. Dom został wystawiony na sprzedaż. A przecież, jeszcze nie tak dawno, mówiła z błyskiem w oczach: - Dobry związek uskrzydla i dodaje siły. Nie ma nic piękniejszego, niż móc przyglądać się sobie w oczach drugiego, kochającego człowieka.

Kto wie, może za jakiś czas, znowu poczuje się uskrzydlona.

Relaks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje