Reklama

Reklama

​Młodsza siostra Britney Spears ponosi konsekwencje swojej obojętności na jej los

Jamie Lynn Spears po latach bezpiecznego odżegnywania się, że mogła cokolwiek zrobić, aby poprawić los Britney, zaczyna ponosić tego konsekwencje. I choć ostracyzm zdaje się zbyt mocnym słowem, to nie sposób nie zauważyć, że jest traktowana dość wyniośle. Organizacja This is My Brave - zajmująca się profilaktyką zdrowia psychicznego - odrzuca pomoc oferowaną przez Jamie Lynn Spears.

Jamie Lynn Spears niedawno z dumą zapowiedziała na Instagramie ukończenie prac nad swoją książką “Things I Should Have Said" (“Rzeczy, o których powinnam powiedzieć"), która traktować będzie o jej zmaganiach ze zdrowiem psychicznym. Przy okazji młodsza siostra Britney Spears poinformowała, że część dochodu ze sprzedaży książki zamierza przekazać na rzecz organizacji non-profit This is My Brave zajmującej się profilaktyką zdrowia psychicznego. Rzeczona organizacja nie zamierza jednak korzystać z pomocy oferowanej przez Jamie Lynn.

“Słyszymy was. Podejmujemy działania. Jest nam przykro z powodu wszystkich tych, którzy poczuli się urażeni. Jednocześnie informujemy, że odrzuciliśmy pomoc oferowaną przez Jamie Lynn Spears" - głosi komunikat opublikowany na profilu organizacji This is My Brave na Instagramie. We wpisie pod opublikowanym postem wyjaśniono, że organizacja została wskazana jako ta, która ma czerpać pewne zyski ze sprzedaży książki “Things I Should Have Said" autorstwa Jamie Lynn Spears, jednak z oferowanego wsparcia finansowego korzystać nie zamierza, w dyplomatyczny sposób odcinając się od samej autorki.

Reklama

This is My Brave w swoim uzasadnieniu w żaden bezpośredni sposób nie odnosi się do kontrowersji związanych z głośnym procesem o zniesienie kurateli sprawowanej nad Britney Spears przez jej ojca i osamotnionej walce artystki, która nie mogła liczyć na wsparcie najbliższych. Komentujący post szybko jednak wydedukowali, że to właśnie jest głównym powodem takiej decyzji organizacji. Pod postem internauci gratulowali tego “odważnego" i “właściwego" posunięcia. “Wszyscy możemy się zgodzić z tym, że nikt nie miałby nic przeciwko szczerej dotacji. Zdrowie psychiczne jest niezwykle ważne i nie ma tu miejsca na fałszywą pomoc. Oczekujemy prawdziwego, autentycznego wsparcia. Decyzja o odrzuceniu tej pomocy jest wspaniała. Pokazuje, że opowiadacie się za tym co słuszne i nie zgadzacie się na bycie częścią wizerunkowej promocji" - napisała jedna z komentujących. “Szacunek! Ona nie może chować się za charytatywnym gestem, podczas gdy sama milczała na temat przemocy i wykorzystywania sytuacji, w jakiej znalazła się jej siostra - kobieta, która doskonale wie czym jest strach przed opowiedzeniem swojej własnej historii" - skomentowała kolejna osoba. To zaledwie kilka z wielu głosów poparcia, okraszonych hasztagiem “freebritney".

Gdy 23 czerwca Britney Spears stanęła przed sądem w Los Angeles i w ponad 20-minutowym oświadczeniu opowiedziała o kulisach swojego życia pod kuratelą ojca Jamiego, trudno było zapomnieć jej słowa. Odczytując swoje oświadczenie zapisane na czterech kartkach artystka wyznała, że kuratela to dla niej trauma, w trakcie jej trwania wielokrotnie była zastraszana, zmuszana do pracy ponad ludzkie siły, co sama nazwała niewolnictwem. “Czuję się prześladowana, pominięta i osamotniona. Chcę mieć normalne życie, chcę móc wyjść za mąż, mieć dzieci, mieć prawo do normalnego życia, jak każdy inny człowiek" - podsumowała piosenkarka. Te zeznania jedynie przybliżyły ją a w końcu pozwoliły osiągnąć upragniony celu, którym było zniesienia sprawowanej przez jej ojca kurateli.

***
Zobacz również:

Britney Spears szokuje. Na Instagramie pokazała nagie zdjęcia!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje