Reklama

Reklama

Popłakałem się jak bóbr

Kiedy dowiedział się, że urodzi mu się córka, zdecydował się po jedenastu latach rzucić pracę w warszawskim hotelu Bristol.

Pani: Czy gotujesz już dla córki?

Karol Okrasa: Jest jeszcze za wcześnie. Bo co ona je? Trochę rozgotowanej marchewki... Na razie. Lena lubi patrzeć, jak stoję przy kuchni. Trzepaczka, łyżka to jej ulubione zabawki. Każdą z nich interesuje się przez pięć minut, więc jak wyciągnę wszystkie swoje "narzędzia", na pół dnia jest spokój.

Lena pojawiła się cztery lata po ślubie. Dlaczego właśnie w tym momencie?

Musieliśmy dojrzeć do bycia rodzicami, mieć poczucie stabilizacji. Chcieliśmy zapewnić dziecku odpowiednie warunki. Poza tym Monika pracowała, ja też. Nie był to odpowiedni czas na dziecko. Przynajmniej tak nam się wydawało. Zresztą nigdy nie wiadomo, kiedy następuje ten właściwy moment. Ja chciałem, by dziecko wiedziało, że ma nie tylko mamę, ale też tatę. Dlatego kiedy urodziła się Lenka, podjąłem bardzo trudną dla mnie decyzję i zrezygnowałem po jedenastu latach z pracy w hotelu Bristol.

Reklama

Kiedy żona powiedziała ci, że jest w ciąży?

Razem się o tym dowiedzieliśmy. Wróciliśmy wtedy z nart. Monika źle się czuła. Miała podobne dolegliwości jak jej przyjaciółka w ciąży. Postanowiliśmy zrobić test. Wracając z lotniska, wstąpiliśmy do apteki. Test wyszedł pozytywnie, tego samego dnia diagnozę potwierdziliśmy u ginekologa.

Od razu poczułeś się ojcem?

Nie, bo wtedy mało przebywałem w domu. Może dlatego wydawało mi się, że ciąża Moniki trwała tak krótko? Mężczyzna nie przeżywa tych dziewięciu miesięcy tak jak kobieta, bo nie może poczuć dziecka, zobaczyć go, dotknąć. Koledzy powtarzali mi, że po porodzie wszystko się zmieni: myślenie, podejście do życia, wrażliwość. Potakiwałem, ale nie wierzyłem...

Skoncentrowałeś się więc na pilnowaniu żony?

Monia jest maniakiem sprzątania. Gdy wracałem do domu, narzekała, że brzuch ją boli. Parę razy skrzyczałem żonę za to obsesyjne robienie porządków. Dla mnie to było postępowanie bardzo nieodpowiedzialnie, dla niej rodzaj sportu.

Czy Monika życzyła sobie specjalnych potraw?

Tylko raz jechałem w nocy po kiszone ogórki. Ubłagałem panie w sklepie, żeby nie zamykały i sprzedały mi to, po co przyjechałem. Kiedy wyjaśniłem im, że to dla żony w ciąży, wiedziały, o co chodzi.

Czy Lena Was zaskoczyła, gdy postanowiła wreszcie przyjść na świat?

Bardzo. Termin był wyznaczony na 13 marca. 8 marca 250 kilometrów od Warszawy prowadziłem konkurs kulinarny, który skończył się o 22.00. Właściwie nie chciałem w tym brać udziału, ale lekarz zapewniał, że mogę, że nic przez jeden dzień się nie wydarzy. Po konkursie usiadłem, żeby zjeść kolację, i nagle zauważyłem biegnącego w moją stronę kolegę, który oznajmił, żebym się zbierał, bo się zaczęło. Uznałem to za dowcip. W tym momencie podbiegło do mnie czterech innych kolegów, do których Monika zadzwoniła. Wiedziałem, że żarty się skończyły. Zorganizowano mi transport i ruszyłem. Przez całą drogę telefonowałem do lekarzy, rodziny, położnej. Do szpitala wpadłem na godzinę przed porodem. Monika już tam na mnie czekała.

I wtedy dowiedziałeś się, że czeka ją cesarskie cięcie.

Monika zapytała lekarza, jak długo będzie trwał poród. A zaspany lekarz na to: "Spokojnie, ja na ostatnim USG już widziałem, że będzie cesarskie cięcie, tylko nie chciałem pani denerwować". Lenka była okręcona kilka razy pępowiną wokół szyi i doktor nie chciał ryzykować. Byłem świadkiem niezbyt przyjemnego zabiegu. Ale wytrzymałem. Kiedy zobaczyłem Lenkę, rozpłakałem się jak bóbr. Pomagałem pediatrze w rytuale ważenia, ubierania, robiłem zdjęcia. Potem wziąłem córkę na ręce i zaniosłem do Moni. Przy pierwszym karmieniu znowu się wzruszyłem. Nawet teraz, gdy opowiadam o tym wszystkim, ściska mnie w gardle.

Po porodzie twoja żona nie mogła się forsować, więc wziąłeś urlop na miesiąc i przejąłeś rolę głównego opiekuna.

Lenka była idealna. Przesypiała całe noce. To my budziliśmy ją, żeby podać mleko. Rytuał karmienia trwał dwie godziny. Mała nie chciała jeść z piersi. Kiedy udało nam się dobudzić córeczkę, podgrzewaliśmy butelkę, ja karmiłem Lenkę, a Monika szła ściągać mleko. Po dwóch miesiącach żona straciła pokarm, zmuszeni jesteśmy więc podawać małej sztuczne mleko. Był też czas, gdy piersi żony musiałem okładać kapustą, bo wdarło się zapalenie.

Koledzy mieli rację, że narodziny córki wywróciły twój świat do góry nogami?

Mieli, mieli... Kiedyś, gdybym pojechał polatać na paralotni i usłyszałbym, że ta maszyna trochę się psuje, tobym zaryzykował. Dziś tego nie zrobię, bo jest Lena, która musi mieć zdrowego tatę. Kiedyś myślałem o zaspokajaniu własnych ambicji, teraz liczy się tylko córka.

Dziecko zmieniło twoje relacje z Moniką?

Kobieta potrzebuje tego, by poświęcać jej tyle samo uwagi co wcześniej. Tuż po porodzie tego nie wiedziałem. Zwariowałem na punkcie Lenki i zajmowałem się córką, sądząc, że Monia to zrozumie, bo w końcu wie, że ją kocham. Ale wcale tak nie było. Szybko naprawiłem swój błąd...

Rozmawiał Maciej Gajewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje