"Mówię modelkom: dziewczyny, musicie iść jak paralityk" - wywiad z Barbarą Piekut

Z Barbarą Piekut rozmawiamy tuż po pokazie jej autorskiej kolekcji „Elements” w Hotelu Mercure Kraków Stare Miasto. Projektantka ma na swoim koncie wiele nagród, m.in. statuetkę kwartalnika „Moda&Styl” za najpiękniejszą kolekcję i wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie dla projektantów „Young Fashion Day 2013”. Jej kreacje noszą Justyna Steczkowska, Agnieszka Kaczorowska czy Anna Piszczałka. Na co dzień mieszka i pracuje w Białymstoku. Projektuje pod szyldem marki MO.YA. Stawia na łączenie elegancji i wygody.

Katarzyna Pawlicka, Interia: Pierwszy raz od pięciu lat miałaś okazję obejrzeć pokaz własnej kolekcji z perspektywy widza. Jakie to uczucie?

Reklama

Anna Piszczałka (modelka biorąca udział w pokazie): Tak się czuła, że nawet z widowni pokazywała mi gestem: "podnieś sukienkę, podnieś sukienkę".

Czyli właściwie wszystko pozostało bez zmian. Nie ma znaczenia, czy dopinasz wszystko za kulisami, czy siedzisz wygodnie w pierwszym rzędzie. Kontrola musi być!

Barbara Piekut: Pokaz kolekcji jest zawsze niesamowitym wydarzeniem w życiu każdego projektanta. I nie ma znaczenia, czy mówimy o premierze kolekcji (ta miała miejsce kilka tygodni temu), czy (jak w tym przypadku) drugim pokazie. Zawsze jest to wydarzenie obarczone ogromną ilością emocji. Tym bardziej, gdy (jak ja dziś) możesz sobie spokojnie usiąść jak zwykły śmiertelnik, posłuchać muzyki, która na widowni wybrzmiewa dokładnie tak, jak powinna i po prostu patrzeć. Czułam się wyjątkowo, wspaniale. Chciałabym zrobić to kiedyś jeszcze raz, ale pewnie nie będzie mi dane.

Wspomniałaś o muzyce. Tworząc pokaz, masz wpływ na całą oprawę?

- Zawsze! Nigdy nie pozwalam sobie dobrać muzyki. Nie ma takiej opcji.

Utworów, które słyszeliśmy dziś, nie można nazwać typową muzyką wybiegową.

- Moja muzyka na pokaz nigdy nie jest typowa. Lubię, jak modelki suną w jej takt. Wolno, noga za nogą. Wtedy sukienki pięknie się rozkładają, można zobaczyć, jak układają się na ciele w ruchu. Dobrze widać ich kolor, fakturę. Często mówię modelkom: dziewczyny, musicie iść jak paralityk po wylewie. Nie wszystkie są zadowolone (śmiech).

Każda z modelek idących w pokazie miała inny typ urody, budowy ciała. Czy to jasny komunikat, że każda kobieta, niezależnie od rozmiaru, może nosić twoje ubrania?

- Oczywiście! Zawsze powtarzam moim klientkom, że należy dobrać ubranie do sylwetki, a nie sylwetkę do ubrania. To, co dobrze wygląda na koleżance, nie zawsze będzie dobrze wyglądało na nas. Dlatego dobrze mieć świadomość tego, co jest w nas fajne, a co już trochę mniej. Żeby później, jeśli będzie taka potrzeba, wiedzieć, jak zakryć ewentualne mankamenty.

Mówiłaś, że inspiracją do twojej kolekcji były żywioły. Mogłabyś rozwinąć tę koncepcję?

- Jeśli chodzi o "Elements", dużą inspiracją była dla mnie muzyka. Zawsze kiedy pracuję, słucham określonej muzyki. To już u mnie tradycja. Akurat w przypadku tej kolekcji inspiracją była twórczość, uwielbianej przeze mnie, Lindsey Stirling. Nazwa kolekcji pochodzi od jej utworu pod takim samym tytułem, którego słuchałam non stop podczas projektowania tych sukienek. Do tego stopnia, że mój mąż rozpoczął protest. Podczas premiery modelkom towarzyszyła nawet skrzypaczka, która na żywo zagrała "Elements" i "Crystallize", też autorstwa Stirling. Dzisiaj Jarek Szado - reżyser pokazu, dobrał muzykę na podstawie moich sugestii.

Rzadko zdarza się, żeby projektant tak często jak ty podkreślał, że docenia zespół, z którym pracuje nad kolekcją.

- Swój zespół budowałam przez pięć lat, bo uważam, że to właśnie ludzie odgrywają w mojej pracy kluczową rolę. Po pokazie ja wychodzę do widzów, uśmiecham się i to oczywiście jest fajne. Natomiast rzadko myślimy o pracy tych osób, które fizycznie szyją i dziergają te sukienki. Podkreślę raz jeszcze: moje dziewczyny są cudowne! Zawsze im powtarzam, że je kocham, uwielbiam i wielbić będę po kres moich dni.

Twoje projekty wymagają bardzo misternego wykonania. Na pierwszy rzut oka widać, że przywiązujesz dużą wagę do szczegółu.

- Zwykła krawcowa nie zrobi połowy tych rzeczy, które widziałaś dzisiaj. Ona może mówić, że zrobi, ale i tak nie zrobi. Do tego potrzeba technologa po ASP. Dzięki odpowiedniej uwadze, doświadczeniu i wiedzy, sukienki pięknie się układają na ciele, także podczas ruchu. Nawet cekiny naszyte są na mięciutkim welurku, by nosząca je kobieta, czuła się komfortowo. Miałam kiedyś klientkę, której robiłam długą sukienkę z rozcięciem na nodze. I wiesz co? Wyszła w niej z atelier i zrobiła salto na korytarzu. Wygoda klientek jest dla mnie niezwykle ważna.

Może w takim razie powinnaś pomyśleć o projektach dla teatru lub tancerzy?

- Czemu nie - ja się nie zamykam. Oczywiście, jeżeli koncepcja będzie spójna z tym, co robię. Inaczej - grzecznie dziękuję. Miałam bardzo dużo propozycji, np. zaprojektowania kostiumów do teledysku, ale je odrzuciłam. Nie wyobrażam sobie zrobienia projektów dla wykonawcy, którego nie słucham na co dzień. Z tych samych powodów zdarza mi się również odmówić klientce.

Dowiedz się więcej na temat: barbara piekut

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje