Co mam zrobić z tym niejadkiem?

Nie mam cierpliwości do mojego syna. Mój 5-letni Adaś daje w kość całej rodzinie. Kolejny raz siedzi przy stole nad obiadem już 2 godziny.

"No i co, jeszcze nie zjadłeś?" - każdy z członków mojej rodziny pyta go co chwilę, gdy wchodzi do kuchni. Mieszkamy razem z rodzicami i babcią. Wszyscy litują się nad Adasiem i... nade mną. Usiłują mi pomóc. Na próżno. Jego codziennym posiłkom towarzyszy stały rytuał: ja, mój mąż, tata, babcia, ciocia, czy ten, kto jest akurat w pobliżu, bezskutecznie namawiają malucha do przełknięcia jedzenia. A on gwałtownie odmawia, popierając sprzeciw krzykiem i wierzganiem. Co chwilę wstaje od stołu i biega po całym mieszkaniu. Nie pomaga odwracanie uwagi od jedzenia za pomocą zabawek czy książeczek. Rozkręcony na części aparat fotograficzny też nie jest dla niejadka żadną atrakcją. Straszenie, że jak nie będzie jadł, to ktoś go porwie, szantażowanie, że nie wyjdzie na dwór, jak nie zje, wywołuje jedynie rozpaczliwy bek. Rezultat jest taki, że karmię go na siłę. Najczęściej uda mi się coś mu wcisnąć na podwórku albo podczas oglądania bajek w telewizji. Przecież on musi coś zjeść, bo będzie chorował! Poza tym jest taki blady i chudziutki. I nie będzie rósł... Co robić?

Reklama

Elwira, 36 l.

List ukaże się w BELLI RELAKS nr 34 (w sprzedaży we wtorek 23 sierpnia) z komentarzami internautek i wynikami ankiety.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje