Reklama

Reklama

Ewa Wachowicz: Był czas, gdy tytuł miss mi przeszkadzał. Musiałam walczyć ze stereotypem

- 30 lat temu media raczkowały, a konkursy piękności dosłownie wyludniały ulice. Ludzie przed telewizorami emocjonowali się, czy wygra blondynka, czy brunetka. Zakładali się o to – wspomina Ewa Wachowicz, która dokładnie trzy dekady temu, została okrzyknięta najpiękniejszą Polką. Korona raz na zawsze zmieniła jej życie. I chociaż przyznaje, że pięknych chwil nie brakowało, w pewnym momencie tytuł najpiękniejszej był dla niej ograniczeniem. - Musiałam udowodnić, że jestem nie tylko ładna, ale również kompetentna - zaznacza.

Monika Janusz, Interia.pl: - Minęło 30 lat od pamiętnych wyborów Miss Polonia, w których zdobyła pani tytuł najpiękniejszej. Często wraca pani pamięcią do tej chwili?

- Jubileusze z pewnością skłaniają do podsumowań. Są także dobrym pretekstem, by usiąść i zastanowić się, kim było się przed laty, a kim jest się teraz. 19 września zafundowałam sobie podróż sentymentalną. Przegrzebałam stare zdjęcia i nawet kilka z nich zamieściłam w social mediach. Muszę przyznać, że najbardziej wzruszające okazały się dla mnie archiwalne nagrania, które znalazłam w domu rodziców. To były moje pierwsze wystąpienia przed kamerą, wywiady, nagrania dla telewizji Polsat. Te wspomnienia niesamowicie wzruszają. W końcu zdobycie tytułu Miss Polonia 30 lat temu całkowicie odmieniło moje życie...

Reklama

Jak to się stało, że postanowiła pani wziąć udział w wyborach?

- Jako młoda dziewczyna nie wiązałam przyszłości z wyborami miss. Nie widziałam siebie na scenie. Podziękowania należą się moim przyjaciołom z akademika, fantastycznym chłopakom, którzy zmotywowali mnie do wzięcie udziału w wyborach Miss Małopolski.

- Wcześniej zostałam najmilszą studentką Akademii Rolniczej, a potem I Wicemiss w wyborach na Najmilszą Studentkę Krakowa. Przyjaciele powiedzieli: "Ewka masz power, nie boisz się, kamera cię kocha, więc nie zmarnuj tego". Namówili mnie, żebym wzięła udział w eliminacjach do wyborów Miss Małopolski. Jestem im wdzięczna, bo w tamtym czasie nie miałam takich ambicji. Bardzo się cieszę, że ktoś dostrzegł mój potencjał i "popchnął mnie" w dobrym kierunku.

- Biorąc udział w konkursie Miss Polonia nie rozumiałam do końca tytułu miss i w związku z tym nie był on dla mnie aż tak istotny. Kusiła mnie natomiast główna wygrana - czerwony Ford. Cóż, miałam 21 lat, byłam dziewczyną mieszkającą w akademiku. Własny samochód był dla mnie poza zasięgiem. Dlatego właśnie była to nęcąca nagroda (śmiech).

A jak wyglądały przygotowania do konkursu?

- Gdy przeszłam eliminacje i dostałam się do konkursu Miss Małopolski, obudziła się we mnie ambicja. Pomyślałam, że skoro już się dostałam, zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby na scenie wypaść jak najlepiej. Rodzice nauczyli mnie, żeby nie odpuszczać i zawsze walczyć do końca. To dzięki nim, jeśli coś robię, wkładam w to całe serce i bardzo się angażuję.

- Gdy przeszłam eliminacje do wyborów Miss Małopolski, zaczęłam przygotowania pełną parą. Wiedziałam, że na scenie będę musiała poruszać się sprawnie i z gracją na obcasach. Nigdy wcześniej nie miałam na sobie butów na szpilkach. Pomyślałam: "przecież połamię nogi na scenie". Zapisałam się na zajęcia dla modelek, które wówczas odbywały się w Nowohuckim Centrum Kultury.  Tam przeszłam prawdziwą szkołę. Chodziłam z książką na głowie, uczyłam się chodzić na obcasach. Pod czujnym okiem pani choreograf szkoliłam się również z ruchu scenicznego.

Zatem podsumujmy: została pani najmilszą studentką Akademii Rolniczej. Podczas juwenaliów okrzyknięto panią I Wicemiss. Wygrała pani konkurs Miss Małopolski. Mając na koncie tyle tytułów, chyba trochę spodziewała się pani wygranej w konkursie Miss Polonia?

- Miałam pewną świadomość swoich atutów, ale nie spodziewałam się wygranej. Razem ze mną w wyborach Miss Polonia udział brały przepiękne dziewczyny. Patrząc na moje "rywalki", na przykład na Anię Wiśniowską czy Marzenę Karasińską nabierałam wątpliwości. Widziałam jakie są piękne i nie miałam pojęcia, która z nas wygra.

Panią wyróżniała nie tylko niespotykana uroda, ale także awangardowa kreacja. Suknia, w której wystąpiła pani podczas finału była "tą jedyną"?

- Zdecydowanie! Suknię, w której wystąpiłam podczas finału Miss Polonia zaprojektowała dla mnie w 1992 roku krakowska projektantka Joanna Szen. Kreacja podkreślała wszystkie moje auty, czułam się w niej doskonale. Została wykonana ręcznie z fioletowej tafty, miała długi tren, ale z przodu była krótka, więc eksponowała nogi. Dekolt zdobiły kwiatowe aplikacje z aksamitu.

- Ta suknia zrobiła furorę nie tylko w wyborach Miss Polonia, ale również w wyborach Miss Świata. Zabrałam ją ze sobą. Pamiętam, że wzbudzała wyjątkowe emocje. Z perspektywy czasu żałuje, że nie założyłam jej wówczas na finał. Kto wie, może wówczas zostałabym Miss Świata 1992 (śmiech).

Na początku lat 90. w Polsce nie było łatwo zdobyć tak awangardowe kreacje.

- To były trudne czasy. Dziś z łatwością wymienimy kilkunastu świetnych polskich projektantów, do których można się zgłosić, kompletując kreacje na podobne wydarzenia. W 1992 roku Polska dopiero otwierała się na światowe trendy. Brakowało projektantów i materiałów do prac.

- W Krakowie Halina Kasprzyk prowadziła butik, w którym dostępne były kreacje młodych projektantów. To były głównie pojedyncze egzemplarze, ubrania wykonane ręcznie. Tam po raz pierwszy zobaczyłam projekty Joanny Szen. Później Halina poznała mnie z projektantką. Dzięki temu mogłam tak pięknie prezentować się w wyborach Miss Polonia.

Później wyruszyła pani w świat - najpierw wybory Miss World, potem Miss World University. Dziś, gdy miss jedzie reprezentować Polskę za granicą, towarzyszy jej sztab specjalistów. Kto pani pomagał skompletować stylizacje?

- Na wybory Miss World pojechałam sama, a przed wyborami samodzielnie kompletowałam swoją walizkę. Zdobycie odpowiednich ubrań wcale nie było proste. Wybory Miss World odbywały się w listopadzie w Afryce. W Polsce jesienią zdobycie jakichkolwiek letnich kreacji graniczyło z cudem. Pełna nadziei poszłam do wspomnianego butiku Haliny Kasprzyk, ale tam na wystawach królowały już zimowe płaszcze. Powiedziałam Halinie, że potrzebuję sukienek na wybory i nie wiem skąd je wziąć. Halina najpierw bezradnie rozłożyła ręce, a potem zaproponowała, że pożyczy mi coś swojego.

- Halina Kasprzak dała mi swoją walizkę, otworzyła szafę i pożyczyła mi na Wybory Miss World swoje sukienki. Były to wyjątkowe kreacje polskich projektantów: ręcznie malowane jedwabie, lniane ekstrawaganckie bluzki z aplikacjami.

Ale ubrania to nie wszystko. Co z makijażem?

- Będąc studentką nie malowałam się w ogóle. Pierwszy kontakt z makijażem miałam dopiero po wyborach najmilszej studentki Akademii Rolniczej. Dorota Pomykała, która była jurorką zaproponowała, żebym przyszła na warsztaty aktorskie. Powiedziała: "dziewczyno, ja ci pokażę, jak możesz podkreślić atuty makijażem". Właśnie na tych warsztatach zrozumiałam, że make-up’em można się bawić.

Jak radziła sobie pani z fryzurą?

- Wtedy bardzo modne były loki. Przed pójściem spać wilgotne włosy zaplatałam w cztery warkocze mniej więcej do połowy długości. Końcówki zakręcałam na papiloty. Rano wstawałam i rozpuszczałam włosy. Wówczas przemysł kosmetyczny nie był tak rozwinięty, więc trzeba było radzić sobie domowymi sposobami. Poza tym naturalność była w cenie.

Było lepiej?

- Inaczej. Teraz dziewczyny, które jadą reprezentować Polskę na świecie i biorą udział w konkursach piękności mają starannie skompletowane stylizacje - od kostiumów kąpielowych po suknie wieczorowe. Zabierają ze sobą zaufanych wizażystów i fryzjerów. Taka wyprawa to z pewnością przygoda.

Załóżmy, że dziś ma pani 21 lat. Biorąc pod uwagę to, jak zmienił się świat, mam na myśli między innymi social media i rozwój mediów tradycyjnych,  zdecydowałaby się pani wziąć udział w wyborach na najpiękniejszą?

- To bardzo trudne pytanie, bo świat rzeczywiście zmienił się znacząco. Jednak gdybym wiedziała, że konkurs piękności tak pozytywnie wpłynie na moje życie i otworzy mi tak wiele wartościowych dróg, absolutnie tak.

Dawniej tytuł miss więcej znaczył?

- Media funkcjonowały zupełnie inaczej. 30 lat temu nie było internetu, telefonii komórkowej, mieliśmy tylko dwa programy telewizji. Konkurs piękności wyludniał ulice. Ludzie jednoczyli się przed telewizorami. Żeby współcześnie coś takiego mogło się stać, reprezentacja Polski w  piłce nożnej musiałaby zgrać o mistrzostwo świata z Hiszpanią (śmiech).

- Wybory Miss Polonii były niezwykłym wydarzeniem nie tylko ze względu na urodę dziewczyn. To było również świetnie przygotowane show. Prowadzili je najlepsi konferansjerzy, pomiędzy prezentacjami można było zobaczyć wstępy najpopularniejszych artystów. To dlatego znaczenie tego konkursu było wówczas takie ogromne. Ten tytuł zmieniał życie, ponieważ gwarantował popularność. 

Jednak nie wszystkie dziewczyny, które zdobyły tytuł najpiękniejszej w latach 90. zrobiły taką spektakularną karierę.

- Z pewnością miałam wiele szczęścia. Zdaję sobie z tego sprawę i jestem za to niezwykle wdzięczna. Oczywiście dużo zawdzięczam też ludziom, którzy stanęli na mojej drodze i pomogli mi dobrze wybrać. Zaraz po zdobyciu tytułu najpiękniejszej, dostawałam wiele propozycji. Niektóre z nich przyjmowałam, inne odrzucałam.

- Zdecydowałam się podążyć drogą, która przyniosła mi wiele fantastycznych możliwości i sprawiła, że się rozwinęłam. Wybrałam telewizję. Byłam jednym z pierwszych 60 pracowników, którzy zostali zatrudnieni w telewizji Polsat. Byłam świadkiem początków stacji. Założenie korony Miss Polonia to jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu, właśnie dlatego, że doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem obecnie.

Ale w jednym z wywiadów powiedziała pani, że tytuł miss w pewnym momencie zaczął panią uwierać...

- Dopóki moja działalność skupiała się wokół tytułu i obowiązków miss, miałam rzeszę sympatyków, fanów i wielbicieli. Jednak, gdy zaczęłam pracować w rządzie i objęłam funkcję sekretarza prasowego premiera Waldemara Pawlaka, bycie miss zaczęło mi przeszkadzać. Musiałam na każdym kroku udowadniać, że jestem kompetentna. Nieustannie walczyłam ze stereotypem blondynki z dowcipów. Niestety, wiele osób uważało, że ładna kobieta nie może mieć nic ciekawego do powiedzenia, zwłaszcza jeśli chodzi o politykę.

Polityka panią rozczarowała?

- Zdecydowanie tak, ale bardziej rozczarowuje mnie współczesna polityka. Kiedy byłam sekretarzem prasowym premiera miałam wrażenie, że jestem blisko wielkich przemian gospodarczych. Ustrój się zmienił, odzyskaliśmy niezależność po czasach komunizmu, więc byliśmy w euforii, czuliśmy, że wszystko idzie ku dobremu. Rynek się rozwijał, powstawały nowe media i nowe możliwości.

- Dosyć szybko zrezygnowałam z polityki. Wróciłam do współpracy z telewizją i zostałam przez widzów bardzo ciepło przyjęta. Wtedy poczułam coś niezwykłego.  Zrozumiałam, że tytuł miss jest dożywotni.

Współcześnie o konkursach piękności różnie się mówi - mają zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Uważa pani, że tę tradycję warto kontynuować?

- Piękno, także piękno kobiet, od zawsze wzbudza wiele emocji. Musimy pogodzić się z tym, że jeżeli coś emocjonuje tłumy to reakcje mogą być rożne - zarówno pozytywne, jak i negatywne. Roztrząsanie tej sprawy jest trochę bezzasadne. Najważniejsze, żeby kobiety, które decydują się na udział w wyborach czuły się z tym dobrze i postępowały w zgodzie ze sobą.

***
Zobacz również: 

Spódnica wprost skrojona dla dojrzałych kobiet. Nosi ją Ewa Wachowicz

Powstał przez przypadek. Ewa Wachowicz zdradza przepis na genialny bigos
Przepisy Ewy Wachowicz

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ewa Wachowicz | Miss Polonia | konkursy piękności

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy