Reklama

Reklama

Dom pani Winchester: Pułapka na duchy warta fortunę

W San Jose, stolicy hrabstwa Santa Clara w Kalifornii, znajduje się miejsce niezwykłe. Dom-pułapka na duchy, wymyślony i opłacony przez dziedziczkę fortuny zbudowanej na śmierci, krwi, kalectwie i nieszczęściu. Prawdopodobnie jest to jedyny taki budynek na świecie. Jaka niezwykła i szalona historia kryje się za jego powstaniem?

Tytułowi bohaterowie filmu “Ghostbusters" w swojej zawodowej krucjacie przeciwko kłopotliwym mieszkańcom zaświatów używali między innymi niewielkich, naszpikowanych prostą elektroniką pudełek, spełniających rolę pułapek na duchy. Na taką miniaturyzację i ergonomię mogą sobie jednak pozwolić jedynie filmowi twórcy, gdyż jak się okazuje, w prawdziwym życiu pułapka na duchy powinna posiadać 160 pokoi, w tym 40 sypialni, dwie sale balowe, 47 kominków i 10 tys. szyb okiennych. Ale zacznijmy od początku.

Krwawa fortuna Winchesterów

W samej końcówce XIX wieku karabin powtarzalny z zamkiem dwutaktowym Winchester model M1866 zrewolucjonizował sposób wzajemnego zabijania się ludzi nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie. W czasach nam bliższych stał się także jedną z wizualnych ikon podboju Dzikiego Zachodu, którą możemy zobaczyć prawie w każdym westernie. 

Reklama

Jak to zwykle bywa w przypadku pomysłów na bardziej wydajne wysyłanie bliźnich do krainy wiecznych łowów, ta konstrukcja przyniosła ogromną fortunę swojemu twórcy Olivierowi Winchesterowi, a także całej jego rodzinie.

Jedynym synem Oliviera był William, późniejszy prezes Winchester Repeating Arms Company. Ożenił się on z pochodzącą z Connecticut Sarą Pardee. Do czasu stanowili szczęśliwe małżeństwo. W 1866 roku doczekali się narodzin pierwszego dziecka - Annie Pardee Winchester.

Szczęście świeżo upieczonych rodziców trwało bardzo krótko. Annie zmarła zaledwie kilka tygodni po narodzinach, co zepchnęło Sarę Winchester w otchłań bardzo głębokiej depresji. Z powodu tej choroby Sara i William nie doczekali się już kolejnych dzieci. 

W 1880 roku zmarł Olivier Winchester, a niecałe cztery miesiące po ojcu, z życiem pożegnał się chory na gruźlicę William. Sara odziedziczyła tym samym połowę zawrotnej fortuny producentów broni. Nie przyniosło jej to jednak ani odrobiny szczęścia.

Kompletnie załamana wdowa pocieszenia szukała w rozmowach ze spirytystą - według niektórych źródeł korzystała też z pomocy medium. W wyniku tych konsultacji i własnego zainteresowania okultyzmem, szybko uwierzyła, że nad rodziną jej męża ciąży straszliwa klątwa.

Duchy wszystkich ludzi, którzy zostali zgładzeni z pomocą broni Winchesterów, teraz szukały zemsty za doznaną krzywdę. Sara była pewna, że nie ma dla niej ratunku. 

Jednak wspomniany okultystyczny powiernik przekonał kobietę, że być może istnieje sposób na ratowanie życia. Nakazał jej wyjechać na zachód kraju i tam zbudować osobliwy dom, który miał ją chronić przed klątwą z zaświatów. Dopóki trwały prace, miała pozostać przy życiu. 

Trzy lata po śmierci męża Sara kupiła ziemię w Kalifornii, na której rozpoczęła się budowa jednego z największych kuriozów architektonicznych w historii budownictwa - Domu Winchesterów.

Pod egidą magicznej trzynastki

Budowa tej magicznej rezydencji  trwała nieprzerwanie przez 38 lat, okrągłą dobę, 7 dni w tygodniu. Sara osobiście pilnowała, by praca nie zatrzymała się nawet na minutę — była to w końcu dla niej sprawa życia lub śmierci.

Nigdy nie istniały żadne plany budowy, powstawała prawie jak żywy organizm, rozrastający się instynktownie, posłuszny nagłym inspiracjom i reagujący na zmienne warunki. Miała stać się labiryntem, w którym błądzące w poszukiwaniu zemsty dusze nie będą w stanie odnaleźć ukrytej Sary Winchester.

We wnętrzu 160 pokoi znalazły się schody nieprowadzące do żadnych drzwi, drzwi za to prowadzące wprost w ślepą ścianę, okna w podłodze, ukryte przejścia i zaułki bez wyjścia.

Jedynym lejtmotywem, jaki odnajdziemy w tej rozpasanej orgii rakowatego, szalonego budownictwa, jest cyfra 13. Choć większość kojarzy numerologiczne znaczenie trzynastki jako liczby pechowej, dla Sary była ona dobrym omenem i amuletem. W rezydencji Winchesterów każdy żyrandol miał 13 świec, zlew miał 13 otworów, zbudowano 13 łazienek, wiele pomieszczeń posiadało 13 okien, a na podjeździe rosło 13 drzew. Wiele elementów domu stanowi także wielokrotność tej magicznej cyfry. Współcześnie o godzinie 13:00 ukryty w rezydencji ogromny dzwon uderza 13 razy, składając hołd swojej zmarłej właścicielce.

Sara Winchester unikała zemsty duchów przez 38 lat trwającej budowy domu-pułapki. Zapewnienia spirytysty okazały się jednak kłamstwem. Zmarła 5 września 1922 roku, choć prace budowlane wciąż trwały.

Aktualnie niesamowity dom pani Winchester jest jedną z atrakcji turystycznych Kalifornii, bardzo cenioną sobie przez wielbicieli "zwiedzania z dreszczykiem". W 2018 roku stał się on inspiracją do powstania bardzo nieudanego filmu grozy “Winchester". W serwisie Rotten Tomatoes jego średnia ocena na podstawie recenzji... wynosi 13 proc.

Zobacz również:

Dom Salmy Hayek był nawiedzony! Co zrobiła?

Agnieszka Pilchowa: Polka, która widziała więcej

Niezwykła historia związku jasnowidza z Człuchowa

Morderstwo zapisane w ścianie

 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje