Reklama

Reklama

Seborga: Włoska wieś, która marzy o niepodległości

Mieszkańcy Seborgi, położonej w zachodniej części kraju, tuż przy granicy z Francją, włoskiej wsi liczącej około 300 mieszkańców, od lat marzą o... niepodległości. Mają swój hymn, swoją flagę, swoje paszporty, znaczki pocztowe, a nawet monarchinię z niemałymi aspiracjami.

Od Morza Śródziemnego dzieli ją odległość około pięciu kilometrów, ale na wybrzeże można dostać się jedynie krętą drogą, której przejechanie zajmuje ponad 20 minut. Do Francji jest nieco dalej, ale nadal całkiem blisko.

"Położona na szczycie idyllicznego wzgórza we Włoskiej Riwierze mała wioska z wielkim marzeniem" - tak o miejscowości Seborga pisze CNN.

Mieszkańcy, a jest ich około 300, nie lubią jednak określeń "miejscowość" czy "wioska". Swoje ziemie, zajmujące 13 kilometrów kwadratowych, nazywają Księstwem Seborgi.

W latach 50. kilku lokalnych działaczy postanowiło wykorzystać fakt, iż w rejestrach brak jest wzmianki o tym, że należąca niegdyś do zakonu benedyktynów, a później do rodu Sabaudów wieś została oficjalnie sprzedana, bądź oddana we władanie zjednoczonej Italii. Na tej podstawie wyszli z inicjatywą, aby uznać Seborgę jako niepodległy byt. 

Reklama

W 1964 jeden z nich, Giorgio Carbone, poszedł o krok dalej i ogłosił się księciem, rozpoczynając dziwaczną historię samozwańczego kraiku o nazwie Principato di Seborga.

- Nie sposób wyobrazić sobie, że po prawie 300 latach brak jednego dokumentu jest poważną bazą do tego, aby wyjść z postulatem o uzyskanie niepodległości - tłumaczy w rozmowie z CNN Graziano Graziani, włoski ekspert od tamtejszych mikropaństw. - Jednakowoż społeczność ta wierzy w odrębność swojego księstwa właśnie z uwagi na ten fakt. 

Brak prawnych podstaw do uzyskania statusu niepodległego tworu nie przeszkadza w snuciu marzeń o autonomii. 

Giorgio Carbone co prawda nie jest już księciem Seborgi, ale dzisiaj na tronie zasiada księżna Nina Döbler Menegatto, była żona następcy Carbone, Marcelo Menegatto. Ten ostatni abdykował w roku 2019. Tytuł książęcy nie jest dziedziczony. Co siedem lat w wiosce organizowane są wybory, aby wyłonić władcę.

Pochodząca z Niemiec Menegatto spędziła długi czas w Monako, gdzie dowiedziała się o istnieniu Seborgi. - Na początku cała ta historia była dla mnie zabawna, raczej nie brałam jej na poważnie - mówi w wywiadach. - Wczytałam się jednak w dzieje księstwa i uświadomiłam sobie, że to wszystko prawda.

Seborga ma swój własny hymn, swoją flagę i walutę. Zapowiedziano także produkcję znaczków pocztowych. Wszyscy mieszkańcy wioski otrzymali paszporty, które pełnią funkcję jedynie suweniru, bo w świetle prawa są wciąż obywatelami Włoch. Podlegają także włoskim przedstawicielom władz lokalnych, choć mają własne ciała ustawodawcze i wykonawcze, złożone oczywiście z poddanych księżnej. 

Sebordczycy nie ukrywają jednak, że cała ta maskarada i zabawa w księstwo ma przyciągnąć turystów. Jak się okazuje, plan okazał się całkiem skuteczny.

Księżna Nina przyznaje, że bajkowa opowieść o tajemniczym kraiku, połączona z malowniczymi widokami i spokojną atmosferą, działa na turystów jak magnes. - Kto nie chciałby choć na chwilę poczuć się jak w baśni, wjechać karocą na zamek, gdzie urzęduje księżna? - pyta retorycznie.

Przed pandemią miejsce to odwiedzali przyjezdni ze wszystkich stron świata, w tym odległej Japonii. Większość wpadała przy okazji zwiedzania pobliskiego Monako na krótką wycieczkę, z ciekawości. Jak tłumaczą miejscowi, Seborga to całkowite przeciwieństwo słynnego sąsiada - spokojne, ciche, bez tłumów, blichtru i przepychu.

Monarchini podkreśla, że w jej działalności nie ma niczego sprzecznego z prawem. Paszporty nie są prawdziwe, a waluta, Luigino, jest co prawda respektowana w lokalnych sklepach, ale generalnie traktowana jest jako ciekawostka.

Rzeczywiście, dzisiaj samozwańcza monarchia nie jest już tak śmiała w swoich poczynaniach, jak kiedyś. Pierwszy książę, Giorgio Carbone chciał w pewnym momencie zamknąć granicę swojego zmyślonego państwa, odmówił płacenia podatków rządowi włoskiemu i poruszał się samochodem z sebordzką rejestracją.

Dzisiaj wygląda to nieco inaczej, choć działania na rzecz uzyskania niepodległości trwają. Jak na razie zarówno Włoski Trybunał Konstytucyjny jak i Europejski Trybunał Praw Człowieka odrzuciły postulaty Seborgi.

- Oczywiście, to nie jest łatwa sprawa - komentowała swoje niepowodzenia księżna Nina. - Może nie wydarzy się to dzisiaj ani jutro, ale wszystko jest możliwe. Spójrzcie chociaż na przypadek brexitu. 

Wygląda jednak na to, że na sebexit przyjdzie jej trochę poczekać. 

Przeczytaj także:

Wakacje we Włoszech - praktyczne porady i ciekawostki

Gangi. Najpiękniejsza miejscowość we Włoszech

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Włochy | Liguria | autonomia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy