Reklama

Reklama

Jaką i jak nosić maseczkę, żeby nie było to uciążliwe?

Konieczność zakrywania ust i nosa w przestrzeni publicznej pozostanie z nami na długo, może nawet przez kilkanaście miesięcy. Do momentu aż powstanie powszechna i bezpieczna szczepionka lub skuteczny lek na chorobę wywoływaną przez Sars-CoV-2.

Tymczasem już po pierwszych dniach tego obowiązku narzekamy na maseczki, w których zaparza się twarz, trudno oddychać, parują okulary, a gumki wrzynają się w uszy.

Gwoli jasności, według wytycznych Ministerstwa Zdrowia to, czym zakrywamy nos i usta, nie musi być klasyczną, atestowaną maseczką medyczną. Zresztą nawet najlepsza nie dawałaby gwarancji, że się nie zarazimy.

Chodzi głównie o to, byśmy nie zarażali innych, nieświadomie. Bo nawet jeśli nie odczuwamy objawów choroby COVID-19, możemy być nosicielami koronawirusa. I takie zabezpieczenie twarzy ma przede wszystkich zatrzymać cząsteczki własnej śliny, gdy mówimy, kichamy, kaszlemy.

Reklama

Nie ma ścisłych wytycznych, jakiej grubości powinna być materia, którą zasłaniamy twarz, wychodząc z domu. Ile warstw i czego. Przyjęło się, że dwie-trzy warstwy bawełny. Także ze względu na koszt. W aptekach można kupić jednorazowe maski chirurgiczne wykonane z trzech warstw włókniny polipropylenowej.

Przetestowaliśmy taką w redakcji. Leciuteńka, wiązana na troczki (lub wyposażona w nieagresywne gumki), dlatego nie ciśnie za uszami i bardzo swobodnie się w niej oddycha. Ale właśnie - jest jednorazowa. Każdego dnia zużywalibyśmy kilka, a może nawet kilkanaście takich maseczek. Po 5 zł każda (tyle kosztowała w aptece).

***Zobacz także***

Przetestowaliśmy również tę najbardziej teraz popularną, wzorowaną na medycznej (krój na zakładkę), ale z bawełny, więc wielokrotnego użytku. Także kupioną w aptece - za 10 zł. Po dwukilometrowym spacerze w temperaturze powietrza ok. 15 st. C., skroplony oddech spływał po szyi. 

Nie każdego też stać na porządną sportową maskę wykonaną z neoprenu i streczu - z odpowiednio wyprofilowanym noskiem, który idealnie przylega do twarzy, wygodnym mocowaniem na rzepy i wymiennym filtrem typu HEPA. To nie nowość, bo takie osłony twarzy już wcześniej miały chronić biegaczy przed smogiem i alergenami, ale oni sami niechętnie po nie sięgali. Właśnie z powodu zaparzania się i trudności w łapaniu oddechu.

Jak sprawdzą się maseczki silikonowe? Tego jeszcze nie wiemy. Większość oferowanych jest w przedsprzedaży, ale ceny (100 - 200 zł) nie zachęcają do eksperymentów.

Będziemy więc pewnie kupować i nosić zwykłe maseczki tekstylne, bo w miarę tanie i da się, po wypraniu, wykorzystać je ponownie. Pytanie, czy na pewno te bawełniane, które przeklinamy za niewygody? Bo przecież nawet jeśli na pocieszenie zamówiliśmy sobie najbardziej "odjechaną" z mordką psa, kota lub z wąsami, to obrazki nie sprawią, że przestaniemy się w nich pocić.

Na ciekawy pomysł wpadła Dorota Zygmunt, menadżer w ośrodku sportowym, która hobbystyczno-pandemicznie wróciła do swojego pierwszego zawodu - krawcowej. Na swoim profilu facebookowym ogłosiła:

- Zawiodłam się na bawełnie na twarzy. Dlatego wczoraj po południu powstały prototypy masek rekreacyjnych, w których da się oddychać. Z czystego, miękkiego polskiego lnu. Testuję je intensywnie na sobie podczas spacerów z psem. Weekend przede mną, więc będzie czas na zabawy przy maszynie. Jak ktoś czuje się zmęczony oddychaniem w bawełnie - zapraszam...

***Zobacz także***

W rozmowie z redakcją Dorota Zygmunt precyzuje, że z lnu (czystego, bo bez żadnych domieszek, do tego zmiękczanego mechanicznie, a nie chemicznie), szyła kiedyś ekskluzywną pościel ekologiczną, więc doskonale zna jego właściwości.

- Z tamtego okresu zostało mi sporo materiału o gęstym splocie, a przy tym miękkiego i przewiewnego, tzw. krepy lnianej i kreszu lnianego. Pościel sprawdza się w upalne noce, także dlatego że ma świetne właściwości higroskopijne. Stąd pomysł, po co się zaparzać w bawełnianych maseczkach, skoro można je zrobić właśnie z lnu.

Pierwsze maseczki Dorota Zygmunt uszyła dla siebie i swojej rodziny. Z myślą, że na upały będą jak znalazł. Pochwaliła się nimi na Facebooku i... w tej chwili poważnie rozważa, czy nie wrócić do szycia na pełen etat. Na swój post otrzymała bardzo wiele życzliwych komentarzy i pytań. Kilka godzin po publikacji ma już 20 zamówień na lniane maseczki.

- Spokojnie, muszę jeszcze swój prototyp doszlifować - śmieje się.

- Ale szybko pójdzie, bo mąż pomaga. Przymierza i przekazuje mi cenne uwagi.

Okazuje się, że eksperymentowanie z materiałem pościelowym jako tworzywem wygodnych maseczek nieobce jest także badaczom. Np. specjaliści z centrum medycznego Wake Forest Baptist Health zauważyli, że w roli osłony twarzy dobrze sprawdza się tkanina z pikowanych, cienkich narzut. Albo połączenie dwóch warstw, flaneli (od wewnątrz) i pościelowej bawełny. Testując tkaniny, które zwykle mamy pod ręką, odkryli, że niektóre chronią lepiej niż maska chirurgiczna.

Zamiast narzekać na jakość dostępnych w sklepach maseczek, każdy z nas mógłby więc wypróbować to, co ma w domu. Dr Jerome Adams, Naczelny Lekarz Stanów Zjednoczonych, już na początku kwietnia zaprezentował w narodowym tutorialu, jak w kilkadziesiąt sekund wykonać maseczkę, przy użyciu zwykłych artykułów gospodarstwa domowego. Tutorial możemy obejrzeć na YouTubie po wpisaniu tytułu: "Surgeon General Shows How to Make Your Own Face Covering".

A jeśli mamy wątpliwości czy materiał, z którego chcemy zrobić maseczkę, jest odpowiednio "ochronny", specjaliści z Wake Forest Baptist Health proponują spojrzeć na niego pod światło. Jeśli za bardzo prześwituje, to znaczy, że przydałby się bardziej gęsty splot.

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje