Reklama

Reklama

Oszczędzasz na ogrzewaniu mieszkania? Oto możliwe skutki

Rosnące ceny energii oraz problemy z nabyciem węgla sprawiają, że Polacy szykują się na wyjątkowo oszczędną (i wyjątkowo chłodną) zimę. Nadmierne oszczędzanie może mieć jednak przykre konsekwencje. Czy mieszkaniec bloku może zrezygnować z ogrzewania i czym jest kradzież ciepła? Poniżej krótkie wyjaśnienie.

Oszczędna lokatorka znad morza

Na początek: echo minionej zimy. Portal Trójmiasto.pl opisuje sprawę mieszkanki osiedla w jednej z dzielnic Gdyni, która chcąc obniżyć rachunki,  codziennie, przed wyjściem do pracy przykręcała kaloryfery. Jak się okazuje - zaoszczędziła energię, ale nie pieniądze. Spółdzielnia mieszkaniowa nałożyła na nią bowiem dopłatę za... zbyt niski rachunek za ubiegły sezon grzewczy, sięgającą 70 proc. zużycia. 

Zobacz również: Jak mądrze ogrzewać mieszkanie i obniżyć koszty ogrzewania w bloku?

Reklama

Jak w rozmowie z Trójmiastem.pl tłumaczyła prezes zarządu spółdzielni: "- Zgodnie z obowiązującymi przepisami w lokalu w całym sezonie jesienno-zimowym powinna być utrzymywana minimalna temperatura +16 stopni Celsjusza, aby nie wychładzać ścian i stropów mieszkań sąsiadujących. Zastosowanie oszczędzania ogrzewania świadczy o tym, że Pani w mieszkaniu ma zbyt niską temperaturę lub okresowo w sezonie jesienno-zimowym nie ogrzewa go wcale".

Oszczędna lokatorka nie przyjmuje powyższych argumentów. Jak pisze portal, kobieta twierdzi że temperatura w jej mieszkaniu wynosi 20-21 stopni i odmawia płacenia wspomnianej wyżej kary.

Zobacz również: Zaczną się kontrole w polskich domach. Sprawdź, czy dotyczą również ciebie?

Czym jest kradzież ciepła?

Jak zakończy się sprawa oszczędnej lokatorki z Trójmiasta i jak w szczegółach wyglądała jej grzewcza strategia - tego na razie nie wiemy.  

Pewne jednak jest, że nadmierne oszczędzanie lub całkowita rezygnacja z ogrzewania w przypadku lokatorów bloku, może mieć przykre konsekwencje finansowe. Praktyka ta zwana jest potocznie "kradzieżą ciepła" i polega na - pozostając przy potocznym języku - grzaniu się w cieple sąsiada.

Sytuację, w której dochodzi do kradzieży ciepła łatwo sobie wyobrazić. Przyjmijmy, że sąsiadują ze sobą dwa mieszkania. Lokatorzy jednego z nich ustawiają pokrętło kaloryferów na najniższe wartości, utrzymując w lokalu temperaturę ok. 15 stopni Celsjusza. Lokatorzy drugiego zaś ustawiają grzejnik na "dwójkę" czy "trójkę", ogrzewając swoje mieszkanie do temperatury ok. 20 stopni Celsjusza. Rachunki tych drugich będą oczywiście zdecydowanie wyższe, również dlatego że część wygenerowanego w ich mieszkaniu ciepła ucieka do niedogrzanego mieszkania sąsiada.

Zobacz również: Rewelacyjny trik z pralką. Mała zmiana pozwoli obniżyć rachunki

Ile stopni powinno być w mieszkaniu?

"Niedogrzanego", czyli jakiego? Jak w przypadku wielu aspektów życia w bloku, tak i tu pojawia się spór: jaka temperatura w mieszkaniu jest tą standardową? Co w sytuacji, gdy jeden z lokatorów chwali sobie kilkunastostopniowy chłód, a inny chciałby spacerować po mieszkaniu w t-shircie? Mieszkańców o różnych preferencjach godzą zwykle uchwały spółdzielni mieszkaniowych, w treści których zawarte zostają zapisy o minimalnej temperaturze, którą należy utrzymywać w mieszkaniu lub o kosztach, jakie na ogrzewanie musi ponieść właściciel każdego z mieszkań.

O tym, że z ogrzewania mieszkania nie można zrezygnować mówi też pośrednio ustawa o własności lokali. W art. 13 ustawodawca pisze: "właściciel ponosi wydatki związane z utrzymaniem jego lokalu, jest obowiązany utrzymywać swój lokal w należytym stanie, przestrzegać porządku domowego, uczestniczyć w kosztach zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej, korzystać z niej w sposób nie utrudniający korzystania przez innych współwłaścicieli oraz współdziałać z nimi w ochronie wspólnego dobra".

Kradzież ciepła na wokandzie

Na koniec warto dodać, że spory o kradzież ciepła nie zawsze sprowadzają się do sąsiedzkich utarczek. Bywa, że trafiają i na salę sądową. Kilka lat temu głośno było o procesie, toczącym się w Sądzie Okręgowym w Łodzi. Serwis lexsecure.pl tak opisuje sprawę: "Po legalizacji wszystkich ciepłomierzy w budynku, wspólnota podjęła uchwałę, na podstawie której właściciele poszczególnych lokali zostali zobowiązani do poniesienia kosztów centralnego ogrzewania stanowiących równowartość minimum 10 GJ na lokal za sezon grzewczy, plus koszty stałe. Ze wskazaną decyzją nie zgodziła się jedna z lokatorek. Zdaniem kobiety wspomniana uchwała naruszała jej interes finansowy". 

Sprawa trafiła do sądu, a ten przyznał rację wspólnocie mieszkaniowej, uzasadniając że mimo iż wspomniana kobieta ma prawo do oszczędzania, w tym wypadku jej prywatne decyzję wkraczają w uprawnienia właścicielskie sąsiadów, poprzez zmuszanie ich do ponoszenia wyższych kosztów ogrzewania lokalu. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: ogrzewanie | sezon grzewczy | mieszkanie w bloku

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy