Reklama

Reklama

Pakt z diabłem: O uzależnieniu finansowym w związku

Paulina miała wszystko, ale wystarczyła jedna decyzja partnera, by została z niczym. Po namowach rzuciła pracę i przeszła na jego utrzymanie, jednak sielanka nie trwała długo. Dziś znowu uczy się żyć na własny rachunek. Dlaczego dała się wmanewrować w taki układ?

Jeszcze niedawno mówiła wszystkim, że czuje się szczęśliwa, bo to ten jedyny. Kilka miesięcy później nadal o nim myśli, ale targają nią zupełnie inne emocje. Choć nie doszło do skoku w bok, Paulina czuje się zdradzona. Odchodząc, odebrał jej coś więcej niż miłość. Straciła poczucie bezpieczeństwa i grunt pod nogami.

Reklama

Oficjalnie twierdzimy, że pieniądze w związku to sprawa co najwyżej trzeciorzędna. W przeprowadzonych w ostatnich latach badaniach zdecydowana większość ankietowanych nie przyznaje się do interesowności. Niemal każdy sondaż na ten temat prowadzi do podobnych wniosków: partner może być nawet biedny, byle szczerze kochał.

Tym razem miało być podobnie, ale sytuacja wymknęła się spod kontroli. Wybranek naszej bohaterki stał się dla niej finansową opoką i uzależnił ją od swojej hojności. A ona nie protestowała.

Miało być inaczej

- Nie wybrałam go z powodu złotej karty kredytowej, wielkiego mieszkania w ekskluzywnej lokalizacji ani drogiego samochodu. Wpadłam znacznie wcześniej, bo liczyło się coś zupełnie innego. Ujął mnie otwartością, poczuciem humoru, dystansem. Miałam wrażenie, że oczekuje od życia tego samego, co ja. Fajnego związku bez wchodzenia sobie na głowę, ale pełnego wsparcia i zaufania. Przez ponad rok mogłam się tym cieszyć. Z perspektywy czasu wcale nie uważam go za człowieka wyrachowanego. Chyba oboje się pogubiliśmy – wyznaje.

Paulina i Kacper (imię mężczyzny zostało zmienione) szybko doszli do wniosku, że nie interesuje ich luźna relacja na odległość i tylko od czasu do czasu. To on wyszedł z inicjatywą, aby zamieszkali razem. Młoda kobieta żyła wtedy nadal pod jednym dachem z rodzicami, bo ze skromnej pensji nie mogła sobie pozwolić na własne lokum. Nawet wynajęte. Troskliwy partner od dawna żył na własny rachunek, kilka lat wcześniej dziedzicząc nieruchomość po dziadkach. Na własną też mógłby sobie pozwolić.

- Nie przypominam sobie rozmowy o pieniądzach. Wyszliśmy z założenia, że jakoś to będzie. Oboje pracujemy, więc damy sobie radę. Do czynszu i zakupów mogę się przecież dorzucić, bo to samo robiłam do tej pory w domu rodzinnym. Chwilę później zrozumiałam, że wchodzę na zupełnie inny poziom. On otworzył przede mną nieznany świat. Może to źle zabrzmi, ale pokochałam go jeszcze bardziej. I wcale nie jako sponsora, co mógłby mi zarzucić ktoś niezorientowany w temacie. I tak nazywali mnie utrzymanką – wspomina 31-latka.

Zupełnie inny świat

Własne "M" nie było całym kapitałem ukochanego. Dobrze zarabiał, właśnie zmienił samochód, mógł sobie pozwolić na zagraniczne wyjazdy. Paulina wcześniej tylko raz wyjechała z kraju – spędziła godzinę na Słowacji, gdzie dotarła rowerem w czasie wakacji w polskich górach. Będąc z Kacprem otworzyły się przed nią zupełnie nowe możliwości. Nigdy jednak na nic nie naciskała i nie stawiała warunków. Liczył się tylko on.

A on wciąż unikał poruszania kwestii finansowych. Ostatecznie wziął na siebie wszystkie rachunki i tak było przez cały czas trwania związku. Nasza bohaterka tylko przez chwilę czuła się niezręcznie, ale ostatecznie przystała na nietypowy "układ". Wtedy jeszcze tak tego nie nazywała.

- Popełniłam wtedy dwa podstawowe błędy. Nie umiałam ustalić jasnych granic i uznałam sytuację za całkowicie normalną. Na domiar złego, zamiast odkładać zaoszczędzone wtedy pieniądze na czarną godzinę, zaczęłam inwestować je w siebie. Nie miałam sztywnych wydatków, takich jak czynsz, paliwo albo cotygodniowe zakupy w markecie, ale i tak wydawałam wszystko. Stwierdziłam, że skoro on tak o mnie dba, to ja muszę się odwdzięczyć w inny sposób. Kupowałam ciuchy, chodziłam do kosmetyczki, co tydzień robiłam paznokcie. I doskonale wiem, jak słabo to wygląda z perspektywy czasu – przyznaje.

Doszło do tego, że Paulina nie była świadoma kosztów utrzymania domu, ale szybko przyzwyczaiła się do wysokiego standardu. Zarabiając 2300 zł na rękę.

Dawał, więc brałam

- Gdyby on wtedy przykręcił kurek, bo pojawiły się jakieś nieprzewidziane problemy, chętnie wysupłałabym coś z własnej kieszeni. Ale nigdy niczego nie chciał i to mnie uśpiło. Zostałam ogłuszona dobrobytem – dodaje.

Nie musiała martwić się o nic. Miała gdzie mieszkać, czym jeździć, co jeść. W ramach relaksu mogła od czasu do czasu umyć naczynia, bo sprzątaniem też zajmował się ktoś inny. Wreszcie pojawiła się propozycja, żeby zrezygnowała z pracy. Ukochany przekonywał ją, że marnuje tylko swój cenny czas. Mogłaby się rozwijać w inny sposób i być zawsze dla niego. 30 listopada 2020 roku był jej ostatnim dniem w biurze, gdzie była zatrudniona jako recepcjonistka. Wszystko wskazywało na to, że "ustawiła się do końca życia". Niczego nie mogła być pewna, ale bała się odmówić Kacprowi. On tak bardzo tego chciał.

Według ekspertki może to być pierwszy sygnał uzależnienia w relacji. Jak je rozpoznać?

- Kiedy dla związku rezygnujemy z rzeczy, które są dla nas ważne albo które nas cieszyły, za to zaczynamy robić rzeczy, na które nie mamy ochoty. I kiedy spostrzeżenie, że na jakiś temat mamy inne zdanie niż partner, budzi w nas lęk, bo boimy się jego reakcji na sprzeciw. Na przykład przestajemy umawiać się z przyjaciółmi, rezygnujemy z dodatkowych zajęć, bo wiemy, że partnerowi się to nie spodoba, za to dla niego zmuszamy się do aktywności, których sami z siebie nigdy byśmy się nie podjęli. Poważnym sygnałem jest lęk przed partnerem, ponieważ banie się kogoś jest przeciwieństwem bliskości i intymności. Jeżeli przy bliskiej osobie boimy się być sobą, wyrażać swoje myśli, pragnienia, to znaczy, że związek zaczyna przypominać "pakt z diabłem": ktoś tu oddaje swoje prawdziwe ja w zamian za bezpieczeństwo albo raczej jego iluzję – mówi dr n. hum. Joanna Stryjczyk, psycholożka i psychoterapeutka, specjalistka Kliniki PsychoMedic.pl.

Dalej było już tylko gorzej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje