Reklama

Reklama

Jak z płatka

Na przekór porze roku makijaż rozkwita. Cienie w kolorze pelargonii, różany błyszczyk i szminka barwy bugenwilli najpiękniej wyglądają na nieopalonej skórze.

Gdy dzień jest coraz krótszy i świat nabiera szarej tonacji, a każde wychylenie się słońca zza chmur pretenduje do rangi święta, makijaż powinien na zasadzie kontrastu operować śmiałymi, żywymi barwami. I to nie tylko po to, żeby poprawić nam humor i ochronić przed kolorystyczną anemią. Zimą zmienia się też światło. Staje się chłodniejsze, najlepiej więc wyglądają w nim zimne barwy, zwłaszcza wszelkie warianty różu i malinowej czerwieni. Na ustach, policzkach, nawet na powiekach. To kolory, które w zasadzie możemy stosować tylko teraz. Nasza szlachetnie blada skóra stanowi bowiem dla nich idealne, neutralne tło. Makijaż wypada świeżo i lekko. Co najważniejsze, nie wymusza na nas jednego określonego efektu. Gdy trzeba, odejmuje lat, kiedy indziej dodaje zmysłowości. Czy ma jakieś wady? Krótki termin ważności. W chwili, gdy dzień stanie się dłuższy, a światło cieplejsze, trzeba pożegnać się z zimnym różem na rzecz brązów i pomarańczy.

Reklama

Kwiat jabłoni

Jak w ekspresowym tempie odświeżyć makijaż? Wystarczy musnąć policzki różem w energetycznym kolorze. Równie ważna, co znalezienie idealnego odcienia, jest technika jego nakładania. Uwaga! Ukośna aplikacja pod kośćmi policzkowymi wyszła z mody pod koniec lat 80., czyli jakieś dwadzieścia lat temu... Lepiej więc o niej zapomnieć. Zamiast tego warto cofnąć się jeszcze o dekadę. Makijażyści proponują technikę nakładania różu rodem z epoki glam rocka. W tej wersji omiatamy pudrowym kosmetykiem w odcieniu fuksji nie tylko policzki, ale także skronie, a nawet powieki. To wariant dla odważnych.

Jeśli nie lubisz eksperymentować, nakładaj róż centralnie na policzki, w te miejsca, w których naturalnie się rumienisz. To te partie twarzy, które stają się najbardziej wypukłe, gdy uśmiechniesz się do lusterka. Nie żałuj kosmetyku. Na tle jasnej skóry da subtelny efekt `a la Królewna Śnieżka. Pamiętaj jednak, aby idealnie dobrać odcień i rodzaj produktu. Najbardziej szlachetnie wyglądają te pudrowe i matowe. Połysk, a tym bardziej świecące drobinki, zostawmy na karnawał. Kiedy indziej wypadają tandetnie. Zapomnij też o różu na policzkach, jeśli masz problemy z naczynkami. Makijaż w takiej tonacji potęguje bowiem efekt zarumienionej skóry.

Usta jak piwonie

Makijażowy szlagier? Karminowa szminka. Jako gorąca zwolenniczka tego typu make-upu wiem jednak, że czerwień czerwieni nierówna. Ta, która świetnie wygląda na ustach koleżanki, może na twoich wypaść zupełnie... blado. Dlatego zanim zdecydujesz się na kupno pomadki, przetestuj kilka odcieni. Najlepiej we wspomnianym już zimnym, dziennym świetle. Nakładaj ją palcami albo specjalnym pędzelkiem. Nie musisz być precyzyjna, modne są usta, które wyglądają na pomalowane jakby od niechcenia. Zgodnie z tą wytyczną pozbądź się też konturówki. Zwłaszcza ta w ciemniejszym odcieniu jak żaden inny element makijażu doda ci minimum dziesięć lat. I jeszcze jeden ważny szczegół: im mocniejszy i bardziej ekstrawagancki kolor, tym bardziej matowa powinna być szminka.

Co jednak, gdy taki typ makijażu wydaje nam się zbyt awangardowy lub nie do noszenia na co dzień? Wtedy odpowiedzią jest gloss. Tutaj paleta różano-czerwonych barw jest praktycznie nieograniczona. Płynna, oleista konsystencja błyszczyku sprawia, że na ustach wypada on jednocześnie delikatnie i kusząco. Dodatkowo zimą może stanowić ochronę przed wiatrem i mrozem. Jest mniej zobowiązujący niż szminka, jednak jego wadą jest gorsza trwałość. Łatwiej go za to łączyć z mocniejszym makijażem oczu. Umalowane powieki plus pomadka w intensywnym kolorze to połączenie, które wymaga albo nieskazitelnych rysów twarzy, albo ogromnej odwagi. Jednak zawsze - wieczorowej okazji.

Marta Urbaniak

Tekst pochodzi z magazynu

PANI
Dowiedz się więcej na temat: barwy | szminka | makijaż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy