Koreanki nie chcą się malować

Kobiety na całym świecie chętnie przyglądają się koreańskim sposobom dbania o urodę. Tym razem zamiast maseczek i rytuałów Koreanki wyrzucają kosmetyczki i zrzucają ciasny gorset uwierających standardów piękna.

"Escape the Corset" - to inicjatywa zapoczątkowana przez Koreanki, które zaczęły niszczyć kosmetyki do makijażu, ograniczać codzienną pielęgnację. Trend, który na początku był niezrozumiały dla Ruth Berger, koreańskiej blogerki zajmującej się tematyką urody i pielęgnacji, okazał się nawoływaniem do odrzucenia nierealnych ideałów piękna.

Reklama

"Zdałem sobie sprawę, że standardy urody w Korei są traktowane, jako bezwzględne reguły" - mówi na łamach "Elle" Berger. "Nastolatki poddające się zabiegom estetycznym i operacjom plastycznym są czymś naturalnym. Nawet moja siostra przyznała, że poddała się korekcji powiek i nosa. W Korei nie jest to tożsame z poprawą swojego wyglądu, niwelowaniem mankamentów, jest to standard. To, co wydało mi się ciekawe w inicjatywie Escape the Corset, to fakt, że kobiety próbują uciec od tego standardu, od przekonania, że należy wyglądać w określony sposób, aby zostać uznaną za atrakcyjną" - wyjaśnia.

Połamane pomadki, pokruszone cienie do powiek, wyrzucone produkty do pielęgnacji - w ten sposób Koreanki starają się coś zamanifestować, równocześnie zwracając uwagę na to ile pracy, wysiłku, czasem również bólu wymaga piękno.

"Próba wpisania się w tę powszechnie obowiązującą kulturę piękna to duże koszty - wydane setki dolarów, godziny spędzone na pielęgnacji, poszukiwaniu informacji, śledzeniu trendów. W Korei Południowej chirurgia plastyczna traktowana jest, jako forma pracy nad ciałem. Te same kobiety, które się temu poddawały zaczynają z tego rezygnować" - komentuje zjawisko Sharon Lee, adiunkt na NYU. Korea jest uznawana za największą światową stolicę chirurgii plastycznej, a co trzecia kobieta w wieku od 19 do 49 lat miała, co najmniej jeden zabieg, a około 20 proc. młodych kobiet przeszło operację plastyczną.

Berger postanowiła stworzyć własny hasztag ku pochwale naturalności. Za sprawą #MakeupLessMondays zachęca do porzucanie kosmetycznej rutyny przynajmniej na jeden dzień.

"Przesłanką całego ruchu jest zaakceptowanie siebie takim, jakim naprawdę jesteś, bez konieczności zakładania specjalnej maski, którą prezentujesz światu" - mówi. "O to chodzi w poniedziałku bez makijażu, o byciu sobą. Używam makijażu, aby pokazać twarz, którą chciałbym, aby każdy zobaczył. Chcąc nauczyć się kochać siebie, zdecydowałam, że nadszedł czas, aby zdjąć tę maskę i nie bać się powiedzieć, że mam dzisiaj trądzik, nauczyć się akceptować wszystkie moje wady" - tłumaczy. (PAP Life)


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje