Reklama

Reklama

Podróże z jogą

Rozmowa z Sharatem Arora nauczycielem jogi z Indii, który już wkrótce na zaproszenie portalu Joga-Joga.pl będzie gościł w Polsce. Poprowadzi on 3 dniowy warsztat przeznaczony zarówno dla osób rozpoczynających swoją jogiczną podróż, jak i już ćwiczących.

Justyna Moćko: Jak doszło do tego, że będziesz latem w Polsce?

Sharat Arora: Lubię podróżować i zwiedzać różne kraje, więc kiedy dostałem propozycję przyjazdu do Polski, chętnie się na nią zgodziłem.

JM: Zetknąłeś się z jogą w wieku 25 lat. To był 1978 rok ? czy joga w Indiach była wtedy popularna? Jakie praktyki duchowe były popularne?

Sharat Arora: W pewien sposób była popularna. Dhirendra Bramachari wprowadził jogę do podstawowych i średnich szkół. To otworzyło ludziom oczy na nowe możliwości zatrudnienia, pojawiło się wielu nauczycieli. Ten trend jednak był bardzo powierzchowny i dawał ludziom złe wyobrażenie na temat jogi.

JM: Co robiłeś przed zetknięciem się z jogą?

Sharat Arora: Pracowałem w rodzinnym biznesie. Mieliśmy fabrykę odzieży dla kobiet.

Reklama

JM: Od razu trafiłeś na jogę do Instytutu B.K.S Iyengara?

Sharat Arora: Byłem zainteresowany tą metodą. Zdecydowałem się praktykować w Instytucie B K S Iyengara, ponieważ w tamtym czasie nie spotkałem nikogo, kto praktykowałby jogę tak jak tam.

JM: Czy od razu zaangażowałeś się w praktykę? Jak przebiegała Twoja praktyka?

Sharat Arora: Na początku traktowałem jogę jak ciężkie ćwiczenia fizyczne, które miały pomóc przełamać sztywność mojego ciała. Zmieniło się, kiedy zacząłem medytować. Uświadomiłem sobie, że joga i medytacja jest praktyczne tym samym. Nauczyłem się praktykować w bardziej subtelny sposób. W tamtym czasie nie było żadnych książek, z których mógłbym czerpać wiedzę, szukałem pomocy w Jogasutrach Patanjalego.

JM: Jakie wrażenie zrobił na Tobie B.K.S Iyengar?

Sharat Arora: Guruji nie był dla mnie tylko nauczycielem, był jak ojciec. Dał mi możliwość uczęszczania na zajęcia zaledwie po trzech miesiącach, odkąd pojawiłem się w Instytucie. Pewnie dlatego, że dostrzegł moje zaangażowanie. Potem towarzyszyłem mu zawsze, kiedy tylko szedł na zajęcia. Stopniowo nauczyłem się odgadywać Jego myśli i przygotowywałem materiały potrzebne mu do zajęć. Ten czas spędzony przy Nim odmienił moje życie.

JM: Kim jest teraz dla Ciebie?

Sharat Arora: Jest i zawsze będzie dla mnie guru. Dzięki Niemu jestem tym, kim jestem. Czuję się szczęściarzem, zwłaszcza kiedy widzę, jacy są inni nauczyciele.

JM: W latach 70 Iyengar podróżował po Europie, wydał książkę Światło Jogi, był bardzo wymagającym nauczycielem. Czy patrząc wstecz, uważasz, ze metoda, którą zainicjował ewoluuje, zmienia się?

Sharat Arora: Guruji rozwinął swoją technikę i obecnie już nie uczy. My, Jego uczniowie mamy kontynuować to, co zaczął. Technika pokazuje kierunek. Uważam, że sama metoda się nie zmienia, zmienia się jej zastosowanie zależnie od osoby i sytuacji. Każdy nauczyciel ma swój własny, niepowtarzalny wkład w metodę Iyengra, dzięki swojemu doświadczeniu i rozwojowi.

JM: W jodze według metody Iyengara ważnym jest aspekt terapeutyczny. Jesteś uznawany za specjalistę jogi terapeutycznej. Jak wyglądały początki jogi terapeutycznej w Instytucie Iyengara, jak wyglądały Twoje początki w tej dziedzinie?

Sharat Arora: Joga to nauka o leczeniu, o powrocie do nas takich, jakimi naprawdę jesteśmy. Nasza identyfikacja z umysłem i ciałem jest przyczyną chorób. To, czego nauczył mnie Guruji, to zobaczyć, gdzie utknęła energia. Później miałem możliwość uczyć się od lekarzy, jak rozwijają się choroby i jak je diagnozować, więc kiedy tylko dostrzegałem jakieś problemy zdrowotne u moich uczniów, pomagałem im je zauważyć i leczyć dzięki odpowiednim asanom.

JM: Kiedy i dlaczego zacząłeś uczyć?

Sharat Arora: W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że chcę w pełni oddać się praktyce jogi. Jedyną możliwością, żeby spełnić to pragnienie, było uczynić jogę również formą zarabiania na siebie. Zacząłem uczyć w 1985 roku.

JM: Czy pamiętasz jakieś przypadki u uczniów, którym w sposób spektakularny pomogłeś?

Sharat Arora: W 1985 r, kiedy właśnie zacząłem uczyć, spotkałem kobietę w średnim wieku, która prawie nie chodziła, bo wypadł jej dysk w odcinku lędźwiowym.

Odważnie zdecydowałem się dać jej prywatne lekcje, po których mogła chodzić i spać bez bólu. Podjąłem wtedy ryzyko, którego nie podjąłbym teraz. To było prawie jak cudowne uleczenie.

Później spotkałem narkomana, którym wcale nie chciałem się zajmować, ale jego przyjaciele nalegali tłumacząc mi, że on naprawdę chce rzucić narkotyki i zmienić swoje życie. Zacząłem z nim pracować. Po kilku tygodniach zmienił się znacznie: chodził z podniesioną głową. Niestety nie wiem, czy udało mu się wytrwać w postanowieniu życia w abstynencji, ponieważ wyjechał i nigdy już nie miałem z nim kontaktu. Inna kobieta, która miała problemy z szyją po praktykowaniu jogi u innego nauczyciela, po 3 dniach prywatnych lekcji u mnie, mogła uczęszczać na normalne zajęcia.

JM: Praktykujesz jogę 30 lat. Jak zmieniała się Twoja praktyka?

Sharat Arora: Moja praktyka obecnie to 2,5 do 3 godzin relaksacyjnych pozycji odwróconych w ciszy oraz pół godziny pranayamy. Pozostała część wtedy, kiedy uczę. Pokazując asany, ucząc, czuję, które miejsca są zablokowane i podczas praktyki rozluźniam je. Zrozumiałem, że najważniejsze jest to, żeby w codziennym życiu wiedzieć dokąd się zmierza.

JM: Masz swoje ośrodki w Dharmasala i na Goa. Czemu tam?

Sharat Arora: Kiedy byłem młody, mieszkaliśmy w Bombaju, który w tamtym czasie przypominał wioskę Goa. Odwiedziłem Goa w 1975 i zobaczyłem miejsce, które przypominało mi moje dzieciństwo. W 1985 roku powiedziałem Guruji, że wybieram się na Goa. Stwierdził, że to nie jest za bardzo jogiczne, ale wtedy tego nie zrozumiałem.

Przez te wszystkie lata starałem się zostać na Goa, ponieważ uwielbiam tamtejsze morze, ale jeśli chciałem uczyć dobrych uczniów, musiałem wybrać również inne miejsce. Właśnie do Dharamsala przyjeżdżają do nas oddani uczniowie. Są to między innymi turyści przyjeżdżający do Dalai Lamy, którzy już zdążyli sobie zadać pytania o sens życia.

JM: Interesujesz się buddyzmem, praktykujesz medytację vipassana. Skąd te zainteresowania?

Sharat Arora: Byłem zmuszony opuścić dom, żeby móc towarzyszyć Guruji. Znalazłem wspólnotę buddystów, w której mogłem się zatrzymać. W zamian za to gotowałem posiłki dla moich współmieszkańców. To nie był wybór, podobnie, jak wyborem nie była medytacja. Musiałem brać w niej udział jako członek wspólnoty. Tam dowiedziałem się o Goenkaji?s Vipassana Retreats. Uczestniczyłem w tej sesji. Miałem to szczęście, że sam Mistrz prowadził kurs i mogłem go słuchać na żywo. Dałem się temu porwać.

JM: Prowadzisz kursy Joga i ayurweda. Gita, córka Guruji ma doktorat z Ayurwedy. Czy Ty również?

Sharat Arora: Nie uczę Ayurvedy, pozwalam specjaliście zajmować się tym na kursie. Mój wkład to łączenie tych dwóch nauk.

JM: Prowadzisz zajęcia w trzech językach francuskim, niemieckim i angielskim. Którego pierwszego się nauczyłeś? Czy trudno było Ci się nauczyć pozostałych?

Sharat Arora: W Anglii chodziłem do szkoły średniej, stąd angielski znam najlepiej. To było trudne, ale miałem wspaniałych nauczycieli.

Który kraj w Europie i dlaczego najbardziej Ci się podobał?

Sharat Arora: Francja. Jako nastolatek spędziłem tam 4 lata i czuję się w pewien sposób związany z tym krajem.

Co wiesz o Polsce?

Sharat Arora: Nic. Miałem kilku bardzo zaangażowanych uczniów z Polski.

JM: Mam nadzieję, spodoba Ci się Polska i Polacy. Czekamy z niecierpliwością na Twój przyjazd.

Wywiad przeprowadziła Justyna Moćko

Warsztat z Sharatem odbędzie się 18- 20 lipca 2008 w Warszawie.

więcej informacji na joga-joga.pl

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: warsztat | uczyć | podróże | joga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje