Reklama

Reklama

Alergia na ostro

Wysypka, katar, łzawienie oczu - to zestaw najpopularniejszych skojarzeń z alergią. Jednak atak uczulenia może wyglądać bardziej dramatycznie. duszności, zawroty głowy, gwałtowny spadek ciśnienia z utratą przytomności włącznie oraz trudno gojące się rany to problemy, z którymi na co dzień zmagają się alergolodzy.

Dorosły mężczyzna ogląda mecz. Nagle czuje ukłucie, chwilę potem mrowienie w całym ciele. Traci przytomność. Powód: użądlenie przez osę. Choć niektórzy wierzą, że ukłucie osy lub pszczoły wzmacnia organizm, alergolodzy temu zaprzeczają. Jad obydwu owadów, także szerszeni i trzmieli, przoduje na liście najsilniejszych alergenów.
Duży obrzęk, kłopoty z oddychaniem, spadek ciśnienia, zapaść to objawy wstrząsu anafilaktycznego - gwałtownej reakcji systemu odporności na obce białko zawarte w jadzie. To zagrożenie dla życia! Jeśli chory w porę nie dostanie zastrzyku z adrenaliny (świadomi zagrożenia alergicy noszą przy sobie automatyczną strzykawkę), a nikt z otoczenia nie potrafi przeprowadzić reanimacji, może umrzeć. Im większa dawka alergenu, tym gorzej dla ofiary.
Bardzo niebezpieczne są użądlenia w szyję lub twarz, a zwłaszcza w śluzówkę jamy ustnej (gdzie owad dostał się wraz z łykiem napoju czy kęsem jedzenia). Gwałtowny obrzęk dróg oddechowych może spowodować uduszenie.

Reklama

- Choć zaledwie jedno na sto tysięcy użądleń kończy się śmiercią, sprawy nie wolno lekceważyć - mówi prof. dr hab. med. Jerzy Kruszewski, szef Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, krajowy konsultant w dziedzinie alergologii.

- W USA rocznie z powodu alergii na jad osy lub pszczoły umiera około tysiąca osób. W Polsce kilkanaście. Może to niewiele, ale każdy przypadek budzi silne emocje, bo umiera zdrowa, zwykle młoda osoba. Świadkowie tragedii są przerażeni i bezradni, bo nie wiedzą, jak pomóc. Zgonów byłoby mniej, gdyby alergicy nie lekceważyli sygnałów ostrzegawczych.

- Uczuleni na pyłki, roztocza czy alergeny pokarmowe nie muszą mieć alergii na jad owadów - twierdzi prof. Kruszewski. - Jednak u nich ryzyko jest większe niż w przypadku osób bez alergii - dodaje.

Choć uczulenie na jad owadów nie jest dziedziczne, to jeśli je ma np. mama i babcia, trzeba jednak zachować ostrożność. Warto też zapytać rodziców, czy w dzieciństwie mieliśmy bliskie spotkanie z osą lub pszczołą i jak na nie zareagowaliśmy. To bardzo ważne, bo burzliwa reakcja alergiczna zdarza się zwykle po drugim i kolejnym kontakcie z alergenem. Nigdy po pierwszym.

- Jeśli w przeszłości w miejscu ukąszenia pojawił się nadmierny obrzęk (miejscowa opuchlizna to normalna reakcja, ale spuchnięcie np. całej kończyny lub bąble w okolicy ukłucia już nie), mieliśmy nudności, wymioty, biegunkę, lepiej pójść do lekarza, bo następne ukąszenie może mieć groźniejszy przebieg - ostrzega prof. Kruszewski.

Testy rozstrzygną, czy mamy alergię na jad. Jeśli potwierdzą ją próby skórne albo we krwi zostaną wykryte specyficzne dla jadu osy lub pszczoły przeciwciała IgE, trzeba mieć się na baczności przed tymi owadami. Nie oznacza to jednak konieczności spędzania lata w czterech ścianach.

- Potwierdzona ogólnoustrojowa alergia na jad osy lub pszczoły to wskazanie do odczulania - tłumaczy prof. Kruszewski. - To najskuteczniejsza metoda zapobiegania wstrząsowi anafilaktycznemu. Tak zwane szybkie odczulanie trwa jeden dzień. Polega na podawaniu co pół godziny wzrastających dawek szczepionki zawierającej jad. Potem przez kilka lat raz na 4-6 tygodni podajemy dawki podtrzymujące. Ze względu na ryzyko wstrząsu, bo szczepionka to nic innego jak specjalnie spreparowany jad, odczulanie powinno odbywać się w szpitalu. Pacjent opuszczający placówkę jest w 80 procentach zabezpieczony przed gwałtowną reakcją alergiczną na ukąszenie. Ale do końca życia musi pamiętać o dawkach przypominających. Zimą można zastosować dłuższy schemat wstępnego odczulania: zastrzyki co 7 dni przez 8-12 tygodni - wyjaśnia.

Jeśli testy nie potwierdzą alergii, a objawy użądlenia są niepokojące, lekarz przepisze leki objawowe, które chory powinien nosić przy sobie. Musi je zażyć natychmiast po użądleniu. Ale uwaga! Wielokrotne użądlenie może być bardzo niebezpieczne nawet dla osób bez alergii.

- Jad osy, pszczoły, szerszenia i trzmiela może być alergenem, ale zawsze jest dość silną toksyną - tłumaczy prof. Kruszewski. - Im większa dawka, tym większy problem. Doprowadza m.in. do rozpadu krwinek czerwonych, zaburzeń krzepnięcia krwi. To wiąże się z zagrożeniem życia. Dlatego w sytuacji masowego ataku os lub pszczół trzeba zawsze wezwać lekarza.

Uczulenie w gabinecie

Opuchlizna i zaczerwienienie wokół ust, obrzęk twarzy albo kaszel po wizycie u dentysty mogą oznaczać alergię na lateks, z którego zrobione są jednorazowe rękawiczki. Wskazują też na nią objawy przypominające stan zapalny pochwy po wizycie u ginekologa czy użyciu prezerwatywy. Warto zrobić skórny test wrażliwości na lateks. Jeśli wynik potwierdzi alergię, od lateksu lepiej trzymać się z daleka ze względu na ryzyko wstrząsu.

- Przy każdej wizycie w placówce zdrowia trzeba uprzedzać o uczuleniu - radzi prof. Kruszewski. - Lekarz czy pielęgniarka powinni użyć wówczas rękawiczek bez lateksu, jednak problem w tym, że nie wszyscy nimi dysponują (są znacznie droższe).

To szczególnie ważne w przypadku zabiegów chirurgicznych, gdy dochodzi do bezpośredniego kontaktu cząsteczek alergenu z krwią pacjenta. W takiej sytuacji szpital ma obowiązek przygotować specjalny bezlateksowy zestaw operacyjny. A co z prezerwatywami? Na rynku są na szczęście prezerwatywy bez lateksu, wykonane z poliuretanu, tyle że trudniej dostępne i znacznie droższe.

Alergeny na talerzu

Orzeszki ziemne,ryby, owoce morza, sezam i soja to najsilniejsze alergeny pokarmowe. Mogą wywołać wysypkę, ale także atak astmy czy poważne dolegliwości brzuszne, a w skrajnych przypadkach nawet wstrząs anafilaktyczny.

- Są pacjenci, którzy zaczynają kasłać albo dostają ataku astmy, przechodząc obok sklepu rybnego - opowiada prof. Kruszewski. Jedyną metodą ochrony przed przykrymi konsekwencjami alergii pokarmowej jest kontrola tego, co zamierzamy zjeść.

Trzeba przestudiować skład produktu podany na opakowaniu. Nie zawsze to wystarczy, bo w jedzeniu coraz częściej pojawiają się tzw. ukryte alergeny dodawane w śladowych ilościach: orzeszki ziemne, pasta sezamowa i soja. Przyczyną uczulenia mogą być też przyprawy. Niektórzy z nas po wizycie w chińskiej restauracji skarżą się na pieczenie karku lub nadmierną potliwość, ból głowy, uczucie niepokoju, palpitacje serca, a nawet zaburzenia świadomości.

Chodzi o "syndrom chińskiej restauracji", nadwrażliwość na glutaminian sodu - substancję wzmacniającą smak i zapach używaną w kuchni chińskiej w ogromnych ilościach. Znajdziemy go m.in. w sosach w proszku, kostkach bulionowych, przyprawach do mięs. Kryje się pod symbolem E621. Jednak dla uczulonych na glutaminian mamy dobrą informację: w niektórych krajach są już restauracje, które wywieszają tabliczki z napisem: "No MSG" (od angielskiej nazwy glutaminianu sodu - monosodium glutamate).

Alergik powinien w czasie wakacyjnych wojaży upewnić się, czy potrawa nie zawiera składników, na które jest uczulony. Alergolodzy zalecają ostrożność w stosunku do ryb i owoców morza.

To bardzo silne alergeny. Jednak jedzenie ich w dużej ilości może zaszkodzić nawet zdrowym, szczególnie jeśli serwowane są na surowo, jak np. ostrygi. Mało kto wie, że delektowanie się ich wyrafinowanym smakiem można przypłacić wirusowym zapaleniem wątroby typu A albo zatruciem. Ostrygi chętnie osiedlają się w ujściach rzek, więc często są nafaszerowane toksycznymi zanieczyszczeniami.

Modne, ale...

Naszyjnik z pereł lub kolczyki z drogimi kamieniami mogą wywołać obrzęk twarzy i szyi, a guzik od dżinsów swędzące podrażnienie skóry brzucha, a nawet źle gojące się rany. Podobnie okulary czy koperta zegarka. A to za sprawą nadwrażliwości na nikiel i chrom, które są składnikami wielu stopów. Jeśli stwierdzimy u siebie podobne objawy, powinniśmy po prostu unikać tego, co uczula. Nie dla wszystkich to jest oczywiste.

- Miałem kilka nastoletnich pacjentek, które trafiły do mnie z powodu źle gojącej się rany wokół kolczyka w pępku - opowiada prof. Kruszewski. - Gdy zaleciłem usunięcie go, odmawiały. Były gotowe przyjmować leki obniżające odporność, byle zachować ozdobę - dodaje.

Aby uniknąć przykrych skutków uczulenia na nikiel, nie wystarczy rezygnacja z biżuterii. Wrażliwcom szkodzi nawet woda przepływająca przez niklowane rury. Wtedy trudno uniknąć alergenu. Ale trzeba próbować. Zdarza się, że masło uczula tylko dlatego, że w mleczarni używa się urządzeń wykonanych ze stopu zawierającego nikiel. Znalezienie takiego, które nie szkodzi, przypomina szukanie igły w stogu siana. Ale szukać warto, bo nagrodą jest życie wolne od objawów alergii.

Katarzyna Koper

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje