Reklama

Reklama

Czerniak brzmi jeszcze gorzej niż rak

Książka "Oswoić raka" Adrianny Sobol i Agnieszki Witkowicz-Matolicz składa się z dwóch części: rozmów z osobami dotkniętymi przez chorobę nowotworową i poradnika dla chorych oraz ich bliskich. Poniżej publikujemy fragment - rozmowę z Karoliną, która zachorowała na czerniaka.

Czerniak brzmi jak wyrok. Dla mnie też kiedyś oznaczał jedno. Dopiero, gdy zachorowałam, dowiedziałam się, że czerniak jest chorobą przewlekłą. I dla mnie to sformułowanie: "choroba przewlekła" zmieniło wszystko. Myślę, że pomogło mi wyzdrowieć, uświadomiłam sobie, że będę z tą chorobą żyć. Musiałam zmienić priorytety, ale nie umarłam. 

Reklama

Przestawiłaś wszystko w głowie w jednej chwili?

- To był proces. Gdy chorujesz, z każdym dniem dowiadujesz się co ci wolno, czego ci nie wolno. Musisz zmienić swoje nawyki, zrezygnować z niektórych przyjemności, jak chodzenie do sauny, masaże czy słodycze, które kocham. To wydawałoby się drobne rzeczy, ale ciężko od nich odwyknąć, robiłam to stopniowo. Natomiast jedna rzecz zmieniła się radykalnie i dość szybko, kiedy uświadomiłam sobie, że do mojej choroby przyczynił się też potworny stres i zmęczenie. W jednej chwili przedefiniowałam życiowe priorytety. Zawsze na pierwszym miejscu była praca bez opamiętania, którą po prostu uwielbiałam. Dziś priorytetem jest odpoczynek, regeneracja ciała, duszy i umysłu. Zmieniłam środowisko, w którym żyję, bardzo szybko wyeliminowałam ze swojego otoczenia osoby toksyczne, które tylko dokładały mi dodatkowego stresu. I trzeci element - skoncentrowałam się na sobie, postawiłam się w centrum, w dobrym tego słowa znaczeniu. Najpierw są moje potrzeby, a dopiero potem potrzeby całego świata. Teraz żyję w zgodzie i w spokoju ze sobą i dzięki temu mogę łatwiej funkcjonować z otoczeniem (...)

- Warto też dodać, że w tej chorobie funkcjonowałam trochę inaczej niż inni pacjenci onkologiczni, bo nie dostałam ciężkiej chemii, nie wypadły mi włosy, nie wypadły mi rzęsy. Poza tym, że przybrałam kilka kilogramów, nie wyglądam na chorą osobę. Myślę, że dzięki temu łatwiej mi przez to wszystko przejść.

Zawsze byłaś torpedą: mnóstwo pomysłów, mnóstwo pracy, adrenalina i duża presja, którą lubiłaś. Jak tak aktywna na wielu polach osoba zniosła informację, że jest chora?

- Jak kolejne zadanie do wykonania, tak podeszłam do choroby. Najtrudniejszy był pierwszy moment, diagnozę poznałam przez telefon. Zadzwonił do mnie lekarz i powiedział, że mam natychmiast przyjść po wyniki, a z nimi zgłosić się do onkologa. Najpierw pomyślałam, że to trochę nieprofesjonalne, on przeprosił za formę i podkreślił, że nie miał wyjścia, bo w moim przypadku liczył się czas. Pomyślałam, że to mądre podejście. Tak szybko jak zawsze żyłam, tak szybko podjęłam działania. Obdzwoniłam wszystkich znajomych, których uznałam za mniej lub bardziej rozeznanych w temacie. Korzystając z dziennikarskiego doświadczenia zdobyłam informacje: co, gdzie, kiedy, jak, u kogo. Dowiedziałam się co zrobić, żeby jak najszybciej podjąć jak najskuteczniejsze leczenie, co zrobić, żeby po prostu żyć.

Od razu znalazłaś w sobie taką siłę?

To było dla mnie coś nieprawdopodobnego. Siedziałam na sofie, na której ty teraz siedzisz i pomyślałam sobie "No dobra, to jedziemy, realizujemy punkty: a, b, c, d". Potem przyszedł wieczór, byłam sama w domu i zrobiło mi się smutno. Może nawet poszukiwałam usprawiedliwienia, żeby trochę się nad sobą poużalać. Popłakałam, wypiłam dużo wina, a następnego dnia zaczęłam wszystko załatwiać. Od tej chwili chorobę traktowałam zadaniowo. 

- Do dziś się zastanawiam, dlaczego, się nie załamałam, nie wpadłam w histerię. Co takiego się wydarzyło, że diagnoza nie zwaliła mnie z nóg? Przecież ktoś, kto słyszy "czerniak", myśli "koniec". I rzeczywiście parę lat temu byłoby to czekanie na pewną śmierć. Dziś przy postępie medycyny jest szansa, by złe myśli od siebie odsunąć.

- Zresztą od jakiegoś czasu nomen-omen podskórnie czułam, że coś może być nie tak i chyba się na to psychicznie przygotowałam. Od zawsze badałam się regularnie, z tyłu głowy miałam nadzieję, że skoro profilaktyka mojego codziennego życia jest na tak wysokim poziomie, zdążę ewentualną chorobę złapać w odpowiednim momencie. 

Więcej o książce "Oswoić raka" przeczytasz TUTAJ

Dowiedz się więcej na temat: rak | nowotwór | czerniak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje