Reklama

Reklama

Gdzie lekarz nie może, tam kota poślij. W krakowskim szpitalu pacjentom pomagają mruczki

Na oddziałach szpitala psychiatrycznego w Krakowie bywa nerwowo. Emocje można uspokajać rozmaicie: rozmową, lekami, spacerem. Można też uspokajać je kotem. Fachowo mówiąc: felinoterapią.

Legalne osiedlenie kotów w krakowskim Szpitalu Klinicznym im. Józefa Babińskiego zaczęło się - jak to zwykle z inicjatywami w publicznych placówkach bywa - od decyzji urzędników. Konkretnie: od programu Zadbajmy o Bezdomne Koty, realizowanego w ramach krakowskiego Budżetu Obywatelskiego. Wolno żyjących kotów w mieście jest kilka tysięcy, terenów zielonych przy szpitalu sporo, urzędnicy zadecydowali więc o przekazaniu szpitalowi budek dla bezdomnych mruczków. Drewnianych, ocieplonych plus karma i opieka weterynaryjna.

Tyle, że kocie życie wyprzedziło urzędnicze procedury. Okazało się, koty w szpitalu już są. Cztery. Mimo braku mieszkaniowej infrastruktury, zagościły w okolicach oddziału detencyjnego.  

Reklama

- Pacjenci polubili je tak bardzo, że ze swoich niewielkich dochodów składali się na karmę dla zwierzaków, a w przypadku jednej z kotek również na leczenie oczu - opowiada Maciej Bóbr, rzecznik Szpitala im. Józefa  Babińskiego w Krakowie. - Póki nie było budek, koty żyły przy szpitalu na dziko, czasem wślizgując się przez uchylone okno w piwnicy.

***Zobacz także***

Głaskać każdy by chciał


Na dziś koci inwentarz krakowskiego szpitala przedstawia się następująco. Liczba osobników: dziewięć. Wśród nich: kot Hitler - ochrzczony niezbyt chlubnie z racji umaszczenia (plama pod nosem przypominająca wąs), kotka Klara - kontaktowa, komunikatywna, pomiaukująca, kot Sylwester - miły typ choć z trudnym dzieciństwem - ktoś podrzucił go  na kobiecy oddział ogólnopsychiatryczny. Terytorium zamieszkiwane: oddziały ogólnopsychiatryczne, oddział detencyjny, podwójnych diagnoz i psychogeriatryczny (przynajmniej w teorii, bo kot to kot - nie usiedzi na miejscu). Warunki lokalowe: w standardzie jest zapewniana przez miasto, ocieplona budka, w standardzie podwyższonym - ogródek z drapakami i pomponami do zabawy zorganizowany przez pacjentki. Relacje trójstronne: pacjenci - koty - personel: dobre.  

- Wielu naszych pacjentów w swoim życiu spotkało się z niechęcią ze strony innych ludzi. A koty obdarzają ich bezwarunkową miłością. Obserwuję czasem jak pacjenci wychodzą na zewnątrz żeby nakarmić zwierzaki, a kocury podbiegają do nich z ogonami postawionymi do góry. Aż serce rośnie - mówi Maciej Bóbr. - Opieka nad kotami uczy systematyczności, odpowiedzialności, pomaga też walczyć z nudą, a pacjentom oddziału psychogeriatrycznego dodatkowo ułatwia ćwiczenie funkcji motorycznych. Choć zdarzają się i konflikty: bo kotów jest tylko dziewięć, a głaskać chciałby każdy.

Sasza goni depresję

I chociaż koty w szpitalu są tylko dodatkiem do codziennej terapii, o ich pozytywnym wpływie na psychikę może świadczyć relacja jednego z pacjentów, cierpiącego na chorobę afektywną dwubiegunową. 

"Byłem mocno zalekowany i zdołowany. Wtedy znajomy dał mi kota. Pojawiła się puchata kuleczka - kotka, którą nazwałem Sasza. Była bezbronna i bezradna jeszcze bardziej niż ja, kiedy jestem w depresji. Zacząłem się nią opiekować i przestałem myśleć o swoich problemach. Przez całe dwa lata, kiedy ją miałem, wnosiła do mojego smutnego życia radość (...)"  - czytamy w relacji, której całość umieszczona została na wystawie "Uważaj na głowę", eksponowanej na terenie szpitala. "A co z depresją? Po prostu z czasem - z miesiąca na miesiąc i z dnia na dzień kurczyła się i robiła coraz mniejsza. Po pół roku zamieniła się w przestraszoną myszkę i uciekła do dziury. To moja kotka ją przepędziła."

Fraza "kotka przepędziła depresję" może wydawać się naiwna, ale sporo w niej prawdy. Felinoterapia - bo tak fachowo nazywa się terapia z udziałem kotów, dobrze sprawdza się właśnie w leczeniu depresji.

- Pies to żywioł. Kot przeciwnie - spokojny, nie narzuca się pacjentom swoją obecnością. Kiedy chce podchodzi, gdy nie chce, pozwala się obserwować z dystansu. A do tego mruczy, a wytwarzane przez niego wibracje działają kojąco na osoby, zmagające się z depresją - tłumaczy Joanna Nawrocka Rohnka, doktor nauk o zdrowiu, ekspertka z zakresu animaloterapii.

Co dokładnie się dzieje, kiedy głaszczemy zwierzaka? Uspokaja się oddech i tętno, spada poziom odpowiedzialnego za stres kortyzolu, rośnie za to okscytocyna, czyli hormon, który sprawia, że czujemy miłość i przywiązanie. Co więcej nie ma znaczenia, czy ze zwierzęciem obcujemy w ramach ujętej w ramy terapii, czy po prostu - tak jak pacjenci krakowskiego szpitala - doglądamy przydomowych mruczków. Jest jednak jeden warunek: tak człowiek jak i zwierzak musi chcieć tego kontaktu. Obcowanie z agresywnym psem czy najeżonym kotem nikomu raczej nie przyniesie niczego dobrego.

***Zobacz także***

Certyfikowany kot

Jak tłumaczy Marta Niemiec-Fiutowska, felinotearapeutka i prezeska fundacji Na Zdrowie Zwierzęta Ludziom Ludzie Zwierzętom, organizującej zajęcia z udziałem kotów, tego rodzaju terapia pomaga nie tylko osobom z depresją, ale też z autyzmem, Zespołem Aspergera, zaburzeniami lękowymi i zahamowaniami społecznymi. 

- Nasz felinoterapeuta prowadzi zajęcia tematycznie. Dostosowane są one do wieku i stopnia niepełnosprawności uczestników. Zajęcia są zarówno edukacyjne jak i rozwijające zdolności manualne. Kot  - certyfikowany i posiadający odpowiednie przygotowanie - jest równoprawnym uczestnikiem zajęć, tzn. bierze w nich aktywny udział oraz ma prawo do odpoczynku - wyjaśnia. - Każdy uczestnik może mieć bezpośredni kontakt z kotem, jeżeli oczywiście tego chce. Czasami uczestnikom wystarcza sama obecność kota, która wpływa na atmosferę w grupie. Obecność kota ma także działanie motywujące zarówno dla dzieci, jak i dla osób starszych. Dziecko chętniej wykonuje różnego rodzaju zadania dla kota niż robi tylko z polecenia terapeuty.

Przykład? Dzieci, które mają problemy z nauką czytania często zachęca się do tego, żeby poczytały psu. Zwierzak również jest odbiorcą, ale w przeciwieństwie do człowieka nie krytykuje i nie ocenia.

Warto mieć przy sobie kilka kotów

Chociaż kot w szpitalu psychiatrycznym wciąż jest raczej medyczną atrakcją niż standardem, zwierzęta - terapeuci to coraz częstszy widok. Owczarka border collie niedawno zatrudniło lotnisko w Balicach - pies ma pomagać pasażerom w rozładowaniu stresu przed odlotem. Nie tylko psy, ale i alpaki można spotkać również w szpitalu w Poznaniu, gdzie w ogrodzie spotykają się z małymi niewidomymi pacjentami.  

- Zwierzęta w roli terapeutów są coraz popularniejsze i coraz bardziej akceptowane - podsumowuje Joanna Nawrocka Rohnka. - Pamiętam, że kiedy dziesięć lat temu pisałam licencjat o dogoterapii, wszyscy patrzyli na mnie dość nieufnie: bo cóż to jest ta dogoterapia? Jakaś pani z pieskiem przychodzi. Teraz, na tej samej uczelni animaloterapia funkcjonuje jako osobny przedmiot.

Jeden z najbardziej znanych literackich kociarzy, Charles Bukowski pisał: "Macie kota? A koty? Dobrze mieć przy sobie kilka kotów. Kiedy źle się czujesz, wystarczy na nie spojrzeć i zaraz ci się poprawi". 23 lutego przypada Dzień Walki z Depresją. Może warto tego dnia przytulic swojego kota nieco mocniej. Dla jego i własnego dobrostanu. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy