Reklama

Reklama

Ochrona przeciwsłoneczna - krem z filtrem, okulary i kapelusz

"Fototyp skóry określa głównie to, jak ktoś reaguje na słońce" - mówi Magdalena Łuczkowska. Dermatolog przypomina o ochronie przeciwsłonecznej: kremach z filtrem, okularach i nakryciu głowy - kapelusz powinien mieć szerokie rondo. Oparzenia złagodzi maślanka.

PAP Life: Jakie są podstawowe zasady bezpiecznego opalania się? Jaką ochronę przeciwsłoneczną należy stosować?

Reklama

M.Ł.: Zawsze główną wytyczną tego, jak chronić się przed słońcem jest poznanie swojego fototypu skóry. Jednak nie określa go tylko kolor włosów i oczu, ale przede wszystkim to, jak ktoś reaguje na słońce, czy pojawia się rumień czy nie. Osoby, u których rumień się pojawia, zawsze powinny sięgać po wyższe filtry przeciwsłoneczne tak, żeby do niego nie doprowadzać. Opalenizna, choć stopniowo, na pewno się wytworzy, będzie zdrowsza i utrzyma się na dłużej.

Czy wiek ma znaczenie przy doborze produktów do opalania?

 - Tak. Starsze osoby i dzieci zawsze powinny sięgać po wyższe wskaźniki SPF w filtrach.

A czy ma znaczenie to, gdzie spędzamy wakacje?

- Oczywiście. To, że nad polskim morzem jest słabe słońce jest mitem. Tam rzeczywiście jest trochę chłodniej i nie czujemy takiego upału, natomiast zdecydowanie wszędzie musimy używać filtrów przeciwsłonecznych i im bliżej równika, tym filtr powinien większy. W górach też należy uważać, bo im wyżej, tym słońce działa mocniej. Wracając do plaży - niekoniecznie przebywajmy na niej w południe. Możemy ograniczyć się do tego, żeby wystawiać się na słońce przed godziną 11., a potem po godzinie 15., kiedy ono nie jest już tak mocne.

Dla niektórych to właściwie żadne opalanie...

- Niestety, jednak między 11. a 15. najbardziej operuje tzw. UFB, czyli część promieniowania słonecznego odpowiedzialna za oparzenia słoneczne, a te są najniebezpieczniejsze dla skóry, bo mogą przyczynić się do wystąpienia nowotworów skóry.

Jeśli już spalimy się na słońcu - jak sobie pomóc? Co zastosować: kremy po opalaniu czy maślankę albo kefir?

- Rzeczywiście, te babcine sposoby działają kojąco i ściągająco na skórę. Takie okłady z maślanki czy z kefiru troszeczkę jakby schładzają skórę nie doprowadzając do wprowadzania oparzenia jeszcze bardziej w głębsze warstwy skóry. Jest też specjalna kategoria kosmetyków, czyli balsamy po opalaniu i to właśnie one mają bardzo duże dodatki składników kojących np. D-pantenolu, wyciągów z lukrecji, która świetnie działa przeciwzapalnie, duże dawki witaminy E. To wszystko rzeczywiście gasi pożar.

Podczas opalania powinniśmy obserwować swoje znamiona i pieprzyki?

- Oczywiście. Pamiętajmy, że to nie dzieje się tu i teraz, po tygodniu, po miesiącu, ale jak jest taka powtarzalność oparzeń skórnych to jest rodzaj stresu dla skóry i po wielu latach może doprowadzić do bardziej przykrych następstw, zwłaszcza u dzieci. Jednym z czynników rozwoju czerniaka są oparzenia słoneczne w dzieciństwie, bo ta skóra jest jeszcze bardziej delikatna i bardziej pamięta to, jak zostaje uszkodzona i w przyszłości niestety ryzyko wzrasta.

Czy zalecenie nakrycia głowy jest skierowane tylko do dzieci?

- Nie, powinni o nim pamiętać również dorośli. Jeżeli kapelusz, to z bardzo szerokim rondem. To nie może być czapeczka bejsbolówka, w której i tak oparzymy uszy. Dla dzieci polecam czapeczki typu safari, czyli wręcz z takim przedłużonym materiałem na kark. Jednak czapeczka nie zwalnia nas i z obowiązku nasmarowania się kremem ochronnym, bo promienie słoneczne są odbijane i pod tę czapkę też wejdą. Bardzo ważne są też okulary przeciwsłoneczne, koniecznie z filtrem, który powinien być zaznaczony na produkcie.

Z dermatolog, dr n. med. Magdaleną Łuczkowską rozmawiała Paulina Persa (PAP Life).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje