Reklama

Reklama

Przechytrzyć efekt jo-jo

Udało ci się: dieta przyniosła efekty, schudłaś, mieścisz się w ubrania sprzed lat. Jak znowu nie przytyć?

Czas wyrzeczeń nie poszedł na marne - wyglądasz pięknie! Obawiasz się jednak, że kiedy wrócisz do zwykłego menu, zakończy się to efektem jo-jo, który powoduje, że nie tylko wracamy do starej wagi, ale ważymy nawet więcej, niż przed dietą. Czy da się tego uniknąć?

W odchudzaniu kryje się pewien paradoks

Reklama

Oczekujemy, że kiedy osiągniemy wymarzoną wagę, znów będziemy mogły jeść "jak dawniej". Będziemy otwierały lodówkę i wyjmowały z niej to, co lubimy najbardziej. Nierozsądne jest jednak oczekiwanie, że coś, co nas już raz doprowadziło do nadwagi, tym razem tego nie zrobi.

Unikniesz efektu jo - jo, jeśli dietę zakończysz mądrze

Po pierwsze, musisz mieć świadomość, że do pewnych nawyków powrotu już nie ma: tłuste i kaloryczne potrawy mogą występować w Twoim menu tylko od czasu do czasu, na prawach rzadkich gości. Nie musisz odmawiać sobie pizzy już do końca życia, ale delektuj się nią tylko raz w tygodniu, zjadając zaledwie jeden kawałek. Najlepiej na cienkim cieście.

Każda dieta powinna zakończyć się tzw. stabilizacją wagi. Ten etap to stopniowe wychodzenie z diety, powolny powrót do bardziej kalorycznego jedzenia. Organizm po diecie musi się stopniowo przyzwyczajać do tego, że znów dostaje więcej pożywienia - do tej pory radził sobie na mniejszej dawce kalorii. Powolutku zaczynamy więc znowu spożywać produkty, które nas przedtem tuczyły, ale w zaplanowany, rozsądny sposób: co tydzień doliczając nieco kalorii do menu. Taki stopniowy powrót do normalnego odżywiania utrzyma przemianę materii na stałym poziomie. Etap stabilizacji, chociaż to także rodzaj diety, jest absolutnie niezbędny, by efekty odchudzania były trwałe.

Stopniowe podnoszenie dawki kalorii możemy „schować” w dodatkach

Do jedzonego na drugie śniadanie jogurtu naturalnego warto dodać trochę orzechów czy migdałów lub garść rodzynek i wiórki kokosowe. Zastąpić podwieczorkowe jabłko bardziej kalorycznym bananem. Albo na obiad zjeść więcej tego, co lubimy, np. większą porcję łososia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje