Reklama

Reklama

Sygnały ostrzegawcze choroby psychicznej

Zachorowała na raka mózgu, straciła rozum i miała objawy kilku chorób psychicznych. A potem wydarzył się cud! Nie tylko pokonała raka, ale zapamiętała, co jej mózg wyprawiał podczas choroby. To ewenement, ponieważ chorzy psychicznie nic nie pamietają. Przeczytaj fragment książki "Neurolożka", w której Barbara Lipska szczegółowo opisuje, z czym przyszło jej się zmierzyć.

Moje przesadne reakcje emocjonalne - złość, podejrzliwość, zniecierpliwienie - świadczą o katastroficznych zmianach w płacie czołowym. Ja sama jednak nie zauważam tych sygnałów ostrzegawczych. Znam się na chorobach psychicznych lepiej niż większość ludzi - powinnam zatem dostrzec, że zachowuję się dziwnie, lecz nic nie dostrzegam. Nie wiem jeszcze, że sześć guzów w mojej głowie i powstały wokół nich obrzęk odcinają korę czołową - tę część mózgu, która odpowiada za autorefleksję. Paradoksalnie - potrzebna byłaby mi do tego kora przedczołowa.

Reklama

Niezdolność do rozpoznania własnej ułomności jest często obserwowana u osób z zaburzeniami psychicznymi. To anozognozja - ignorowanie lub negowanie własnych zaburzeń - cecha wielu chorób psychicznych i nerwowych. Niewiele wiadomo o tym, które regiony mózgu są za nią odpowiedzialne. Niektórzy badacze sugerują, że przyczyną anozognozji są dysfunkcje linii pośrodkowej mózgu, która oddziela prawą półkulę od lewej. Możliwe jest jednak, że pewną rolę odgrywają tu także uszkodzenia w obrębie prawej półkuli.

W schizofrenii i chorobie afektywnej dwubiegunowej (CHAD) brak rozpoznania własnego stanu uważany jest za przejaw choroby, a nie pozornie oczywisty mechanizm zaprzeczenia lub kompensacji. Mniej więcej połowa chorych na schizofrenię i 40 procent cierpiących na CHAD nie są w stanie zrozumieć, że są chorzy, a zatem nie przyjmują diagnozy lekarza. Gdy taki chory doświadcza halucynacji, nie dostrzega w nich oznak nieprawidłowości w działaniu mózgu. Nawet najbardziej dramatyczne symptomy, takie jak słyszenie głosów lub przekonanie, że jest się Bogiem, nie różnią się dla niego niczym od rzeczywistości.

***Zobacz także***

Z powodu anozognozji osoby chore na schizofrenię lub chorobę afektywną dwubiegunową cechuje znaczna oporność na terapię psychiatryczną. Mogą nie zażywać przepisanych leków lub odmawiać uczestnictwa w terapiach behawioralnych. A na anozognozję nie ma jak dotąd żadnego lekarstwa.

Jestem teraz jak schizofrenik: nie uważam, żeby ze mną było coś nie w porządku. Mam się za osobę całkowicie zdrową psychicznie. Mogę co najwyżej uwierzyć, że dokucza mi stres lub przemęczenie - z powodu źle zaprojektowanego szpitala, marudzenia dziecka w poczekalni, pojawienia się bezczelnego obcego człowieka u moich drzwi. Nie kojarzę tych faktów, nie dochodzę do wniosku, że problem tkwi w mojej głowie, nie zaś w świecie zewnętrznym.

Nie mam powodu sądzić, że moje reakcje na wspomniane incydenty mają jakikolwiek związek z guzami czy terapią przeciwrakową, i nikt inny z mojego otoczenia tego nie podejrzewa - na razie - jako że od pewnego czasu nie jestem badana rezonansem magnetycznym, który ujawniłby to, co dzieje się w moim mózgu.

W miarę narastania dezorientacji mój mózg zapełnia luki pomiędzy tym, co dzieje się w mojej głowie, a tym, co dzieje się wokół mnie, teoriami spiskowymi. Staję się podejrzliwa wobec rodziny i kolegów z pracy; z nikogo nie jestem zadowolona. Towarzyszy mi przekonanie, że wszyscy, z moją rodziną na czele, spiskują przeciwko mnie. Kasia już mnie nie lubi. Mirek chyba też. Dlaczego o mnie rozmawiają? Widzę, że ukrywają coś przede mną. Ale co? Co takiego ukrywają?

Podejrzliwość - nasilająca się niekiedy do poziomu paranoi - bywa objawem wielu chorób psychicznych, w tym również choroby Alzheimera. Pacjent chory na alzheimera potrafi oskarżać swojego partnera życiowego o oszustwo albo dozorcę o kradzież i działanie na jego szkodę, a nawet o mordercze zamiary. Neuronaukowcom nie udało się jeszcze zrozumieć działania sieci, czyli tych części mózgu, z którymi wiąże się paranoja - w niektórych przypadkach za jej przyczynę uważa się uszkodzenie płata skroniowego.

* Więcej o książce Barbary Lipskiej "Neurolożka" przeczytasz TUTAJ.

***Zobacz także***

Chaos w moim mózgu powoduje zapewne zmiany behawioralne w postaci przesadnych reakcji, ale moje uczucia nie są całkowicie irracjonalne. Mam powody do podejrzliwości, bo moja zatroskana rodzina rzeczywiście rozmawia o moich zachowaniach.

Na ich nieszczęście nasilają się we mnie wszystkie najmniej sympatyczne cechy: pedanteria, uparte działanie po swojemu. Zamieniam się w najgorszą wersję samej siebie: samolubną i obojętną na uczucia innych. Zatraciłam empatię, która zawsze mnie cechowała. Kiedyś cierpliwie wysłuchiwałam telefonicznych relacji Kasi o pracy i dzieciach - teraz ucinam rozmowę.

Tracę łączność emocjonalną z najbliższymi, szczególnie z moim troskliwym mężem. Dlaczego jedni są empatyczni, a inni samolubni? To jedno z pytań dotyczących ludzkich zachowań, na które brak nam jasnej odpowiedzi. Empatia, tak jak wszystkie zachowania złożone, nie mieści się w jednej wydzielonej części mózgu, lecz w rozbudowanej sieci połączeń między wieloma jego ośrodkami. Zapewne działa tu subtelna mieszanka czynników genetycznych i środowiskowych: specyficzna struktura i wewnętrzne połączenia w mózgu, wychowanie, rodzima kultura.

Osobowość człowieka jest rezultatem skomplikowanych interakcji pomiędzy niezliczonymi czynnikami wpływającymi na pracę mózgu. Niektórzy naukowcy są jednak zdania, że pewne obszary mózgu mają więcej wspólnego z empatią niż inne, a do tych pierwszych należą: kora przedczołowa, płat skroniowy oraz wyspa - struktura mózgu zbudowana z istoty szarej i umiejscowiona głęboko pomiędzy płatem czołowym a płatami skroniowymi.

Jeśli tak jest w istocie, mielibyśmy wyjaśnienie faktu, iż utrata empatii bywa często głównym objawem otępienia czołowo-skroniowego (FTD), czyli demencji spowodowanej postępującą chorobą neurodegeneracyjną. Demencja - to szerokie pojęcie obejmujące pewne defekty psychiczne, takie jak utrata pamięci, zdolności poznawczych i umiejętności społecznych, utrzymujące się przez ponad dwanaście miesięcy w stopniu utrudniającym życie codzienne.

Najczęstszą przyczyną demencji jest choroba Alzheimera powodująca 60-80 procent wszystkich przypadków demencji, a objawiająca się zanikami pamięci, kompetencji językowych i sprawności fizycznej. Inne choroby neurodegeneracyjne również wywołują demencję, która może wystąpić np. na skutek udaru lub uszkodzenia mózgu czy chorób zakaźnych, takich jak syfilis albo AIDS. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia na jakąś postać demencji cierpi około 47 milionów osób na świecie, a co roku diagnozowanych jest blisko 10 milionów nowych przypadków.

Ponieważ moje objawy są świeże i przejściowe, nie kwalifikuję się jako przypadek demencji. Jednak niektóre ze zmian osobowości, jakich zaczęłam doświadczać podczas wizyty w New Haven, są zbliżone do tych, które obserwuje się w otępieniu czołowo-skroniowym (FTD). FTD występuje u osób młodszych niż pacjenci z chorobą Alzheimera i w 60 procentach dotyka ludzi w wieku od 45. do 64. roku życia, dlatego też nazywane jest chorobą kryzysu wieku średniego. Ponieważ oddziałuje na płat czołowy, pacjenci często zatracają poczucie wstydu i trzeźwość osądu.

Niektórzy manifestują niewłaściwe zachowania seksualne, inni popadają w manię zakupów, tracąc odpowiedzialność finansową, jeszcze inni obżerają się bez umiaru śmieciowym jedzeniem. Zachowują się tak, jakby ich Id zatraciło wszelkie hamulce, a nad odruchami i  zachciankami nie panowało Superego. Pacjentom z FTD z reguły brak empatii, są za to święcie przekonani, że nie robią nic złego. To zaburzenie samooceny stanowi kluczowe kryterium w diagnozowaniu FTD i wielu innych chorób psychicznych, łącznie ze schizofrenią - chorobą, której poświęciłam wiele lat badań.

Nie zdiagnozowano u mnie ani otępienia czołowo-skroniowego, ani schizofrenii, a jednak obrzęk mózgu powoduje, że zachowuję się jak osoba chora psychicznie: jestem obecna w ciele, ale nie zawsze przytomna na umyśle. Dla otaczających mnie osób stałam się jakby nie ta sama: usiłują zrozumieć, dlaczego zachowuję się tak dziwnie. A ja jestem ślepa na ich niepokój.

* Więcej o książce Barbary Lipskiej "Neurolożka" przeczytasz TUTAJ.

Świat wokół wydaje mi się coraz dziwniejszy, co przyprawia mnie o częste wybuchy złości. Wszystko, co robią inni ludzie, strasznie mnie irytuje. Więcej niż irytuje: doprowadza do szału! Co się stało moim pracownikom? Dlaczego nie wykonują zadań jak należy? Dlaczego to zawsze ja muszę naprawiać ich błędy? A Mirek wcale nie jest lepszy. Wszystko robi źle. I chociaż ciągle zwracam mu uwagę, nadal wszystko chrzani. To wprost niewiarygodne.

Krytykuję Mirka bez litości: "Dlaczego położyłeś serwetkę tutaj, a nie tam? To bez sensu!" - mówię do niego, szykując obiad. "Dlaczego jeszcze siedzisz? Nie widzisz, że właśnie w tej chwili powinieneś mi pomóc?!" Po każdej mojej gniewnej uwadze Mirek prosi mnie łagodnie, żebym się uspokoiła. Nienawidzę tego - to takie głupie, mięczakowate. Wkurza mnie jeszcze bardziej. Dlaczego Mirek stał się taką łajzą? Co mu się porobiło? Mirek drży o moje zdrowie, co chwila dopytuje się, czy czegoś mi trzeba, namawia mnie, żebym porobiła to, co lubię - pobiegała albo pojeździła na rowerze. To też mnie irytuje.

Coraz częściej unikam jego wzroku. Przykro mu? Mam to w nosie. Nie obchodzi mnie, co sobie myśli i co czuje. Nie obchodzi mnie ani jego praca, ani inne sprawy. Mam własne problemy. Co sobie zjem na śniadanie? Czy Mirek nakrył do stołu jak należy? Gdzie on położył widelce, nie mogę ich znaleźć! Dlaczego mi to robi? A gdzie jest sól? Już nie pamiętam, co zaplanowałam na obiad. Za Chiny nie mogę sobie przypomnieć. Wkurza mnie to. A gdzie się podział Mirek?

Wystraszona moją porywczością i egotyzmem rodzina chodzi wokół mnie na paluszkach. A gdy nie słyszę, naradzają się na mój temat w gabinecie Mirka, o czym dowiem się znacznie później. Mirek rozmawia z Kasią przez telefon, mówi jej, że jestem ostatnio trudna, tak trudna, że on już nie daje rady. Kasia słyszy, że Mirek ledwo powstrzymuje się od płaczu. Nie jestem sobą - wszyscy moi najbliżsi są co do tego zgodni. Stałam się złą, krytykancką, samolubną wersją samej siebie. To nadal moje cechy, ale wyolbrzymione. Jestem swoją własną karykaturą.

Jednak nie zachowuję się aż tak dziwnie, żeby miano się niepokoić o moje zdrowie psychiczne. Zawsze wyrażałam własne opinie częściej niż pozostali członkowie rodziny - są do tego przyzwyczajeni. A mój niepokój o chemikalia zawarte w pestycydach nie był, przyznają teraz, nieuzasadniony: środki chemiczne bywają przecież groźne dla człowieka. Dlatego nadal zachowuję się nieznośnie i nikt nie mówi mi: "Stop". A ja sama nie jestem świadoma, że coś jest nie w porządku.

Nieprawidłowo funkcjonujący mózg sprawia, że nadmiernie skupiam się na własnych potrzebach, ignorując oznaki poważnych zaburzeń. Na jednej rzeczy zależy mi szczególnie: na czwartej i ostatniej infuzji. Zamierzam dokończyć cykl immunoterapii, choćbym miała sama się zawieźć do szpitala. Gotowa jestem nawet przejść pieszo tych dwadzieścia mil, wczołgać się na oddział infuzji i wetknąć sobie kroplówkę w żyłę. Zrobię to, choćby nie wiem co.

* Więcej o książce Barbary Lipskiej "Neurolożka" przeczytasz TUTAJ.

Fragment książki

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: choroba psychiczna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje