Reklama

Reklama

Areta Szpura: Świat zmienia się tak, że człowiek może nie dać rady w nim przeżyć

Jedna z bardziej rozpoznawalnych aktywistek ekologicznych, Areta Szpura, w czekającym nas ekologicznym zagrożeniu, widzi szansę. - Może musi zabraknąć wody w kranie, żebyśmy uwierzyli, że jest naprawdę źle - zastanawia się była projektantka mody.

Areta Szpura, jeszcze osiem lat temu, odnosiła sukcesy w branży modowej. Po czym dokonała gigantycznej zawodowej transformacji. Gdy poznała cenę, jaką Ziemia płaci za masową produkcję ubrań, zainteresowała się ekologią.

- Pierwszym krokiem, jaki podjęłam, było zaprzestanie kupowania ubrań. Całe życie spędziłam w branży modowej i chyba to mnie najbardziej dotknęło. Zaczęłam taki swój własny projekt, który nazwałam "333" - przez trzy miesiące nosiłam jedynie 33 ubrania i zobaczyłam, jak inaczej się żyje z mniejszą ilością rzeczy w szafie. Po tym nie byłam w stanie wrócić do poprzedniej objętości swojej garderoby - wspomina Areta Szpura.

Reklama

Później, jak dodaje, pojawiła się metalowa butelka na wodę, choć bardziej przemawiały za tym względy praktyczne. Wyprzedzając nieco trend ekologicznego podróżowania, zdecydowała się ograniczyć dalekie wojaże. Odległe zakątki świata zamieniła na polskie zakamarki, a samolot na pociąg.

- Przestałam latać w różne miejsca na świecie, staram się podróżować lokalnie, pociągiem i zwiedzać okolice. Znam doskonale świat, a nie znam tak dobrze własnego kraju - przyznaje. Swoją postawą udaje się jej zarażać innych, żartuje, że przyjaciele czasem nazywają ją ekopatrolem.

- Myślę, że moi znajomi też powoli zaczynają się wstydzić kupowania w sieciówkach, zaczynają zauważać pewne zależności, co zapewne wpłynie również na zmianę zachowań. Cieszą się, kiedy kupią coś w lumpeksie, z drugiej ręki, organizujemy wiele wymian garderoby. To jest nie tylko dawanie dobrego przykładu, ale, co istotne, pokazywanie alternatywy - zapewnia.

***Zobacz także***

Jak słusznie zauważa, nasze babcie i mamy były bardziej eko, a konsumpcjonizm, tak rozbuchany, to domena naszych czasów.

- Kupujemy ubrania, które po dwóch praniach są do wyrzucenia. Zaopatrujemy się w rzeczy, w których nie mamy czasu chodzić, potem je wyrzucamy, a recykling tekstyliów praktycznie nie istnieje. Nie możemy czuć się rozgrzeszeni, kiedy oddajemy coś do sklepu, wrzucamy do kosza na recykling i dostajemy zniżkę na nowe zakupy. No nie, jeśli nadal kupujemy coś, czego nie potrzebujemy, to jest to nieekologiczne. Życie z mniejszą liczbą rzeczy jest łatwiejsze. To ogromna oszczędność czasu - zapewnia.

- Może to zagrożenie, które nas czeka, skłoni nas do tego, żeby na chwilę się zatrzymać, zmusi do refleksji, o co w tym życiu chodzi - dodaje.

A to zagrożenie jest bardzo realne i wizja przyszłości nie nastraja optymistycznie, bliżej jej zaczadzonej rzeczywistości, aniżeli zielonej łąki. O czym traktuje chociażby słuchowisko Storytel "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej".

Bazując na słynnej powieści Władysława Reymonta i raporcie organizacji WWF "2050 Polska dla pokoleń", w którym przedstawiona została tragiczna wizja przyszłości, jaka czeka naszą planetę, jeśli społeczeństwo nie zmieni swojego sposobu życia, pisarz Cezary Zbierzchowski stworzył realistyczny obraz naszej przyszłości.

- Z jednej strony to może być tragedia, z drugiej szansa. Jesteśmy tak skonstruowani, że musi nam zabraknąć wody w kranie żebyśmy zrozumieli, że to nie jest tylko czcze gadanie, naukowcy i ich fantazja. Może widmo tej katastrofy spowoduje, że my jednak zawrócimy z tej drogi. Jesteśmy w stanie stworzyć wizję wspaniałego 2050 roku. Myślę, że to jest kwestia zmiany wartości - wierzy Szpura.

- Bardzo wierzę w to, że to dla nas szansa, aby kolejne pokolenia uczyły się na błędach kolejnego pokolenia, żeby nie szło dalej, ale w innym kierunku, życia w zgodzie z naturą, bo mam wrażenie, że my się zabetonowaliśmy, wiemy lepiej, jednak natura zawsze z nami wygra. To nie jest już nawet kwestia tego jak uratować świat, myślę, że świat sobie poradzi. Tylko jak uratować człowieka w tym wszystkim, bo może się okazać, że nie będziemy mieli warunków żeby na tym świecie przeżyć - dodaje.

Kropla drąży skałę, choć brzmi to górnolotnie, każdy mały czyn, zmiana nawyków mają znaczenie. Podkreśla, że każdy ma moc sprawczą, za przykład podaje chociażby ograniczenie mięsa.

- Myślę, że gdyby każdy z nas dodawał i odejmował pewne nawyki, zachowania, może się okazać, że wykonaliśmy dobrą robotę. Nie oczekujmy, że będziemy idealni, ale róbmy coś - apeluje.

***Zobacz także***

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: ekologia | przyszłość | ziemie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje