Reklama

Reklama

Cyrk bez zwierząt, cyrk bez cierpienia

W lipcu tego roku rosyjski cyrk Arlekin prezentował widzom swój artystyczny program z udziałem niedźwiedzia. Nagle rozjuszone zwierzę rzuciło się na trenerkę, szarpiąc jej nogi. Działo się to na oczach wzburzonych dorosłych i przerażonych dzieci. Miało być zabawnie, mogło skończyć się tragicznie. Bo cyrk bywa śmieszny, ale nie dla zwierząt.

Do tego niebezpiecznego wydarzenia z udziałem niedźwiedzia doszło podczas występu cyrku na Syberii. W trakcie pokazu zwierzę rzuciło się na trenerkę, szarpało jej nogi, biło ją łapą i dopiero interwencja dwóch mężczyzn pozwoliła kobiecie na chwilę oddechu. Chwilę, bo niedźwiedź zaatakował raz jeszcze... Finalnie kobieta wyszła z wypadku bez szwanku, a pracownicy cyrku przekonują dziś, że agresywne zachowanie niedźwiedzia było wynikiem "okresu godowego". 

Wszystko skończyło się więc dobrze, sprawa przycichnie i tylko zwierząt żal, bo jak przekonują aktywiści walczący o ich prawa, okrutna praktyka wciąż ma się dobrze, a obiecywany przez polityków zakaz pracy zwierząt w cyrkach wciąż jest tylko obietnicą. 

Reklama

- Podążając za szczytnym przykładem licznych państw (Holandia, Austria, Singapur, Izrael i wiele innych) oraz polskich miast i gmin (m.in. Łódź, Bielsko-Biała, Kołobrzeg, Słupsk) apelujemy do polskich władz o wprowadzenie ustawowego zakazu wykorzystywania zwierząt w cyrkach w całym kraju. Sprzeciwiamy się przedmiotowemu traktowaniu zwierząt w cyrkach i podobnych miejscach, gdzie zwierzęta są wykorzystywane dla potrzeb ludzkiej rozrywki. Zmuszanie zwierząt do pracy niezgodnej z ich naturą, uważamy za etycznie naganne .

Ponadto, pokazy cyrkowe z wykorzystaniem zwierząt są pozbawione walorów edukacyjnych i potencjalnie szkodliwe dla rozwoju dzieci, co potwierdził Komitet Psychologii Polskiej Akademii Nauk w marcu 2015 roku - tak brzmi opublikowana w 2016 roku i aktualizowana trzy lata później petycja Kampanii Cyrk Bez Zwierząt, przygotowana przez Fundację Viva!.

Viva! od wielu lat walczy o wprowadzenie zakazu wykorzystywania zwierząt w polskich cyrkach, a efektem tej działalności jest opublikowany raport, przedstawiający warunki przetrzymywania oraz prezentowania zwierząt oraz pierwszy w historii naszego kraju interwencyjny odbiór zwierząt z cyrku.

Z badań wynika, że większość Polaków chce natychmiastowego zakazu wykorzystywania zwierząt w cyrkach, mimo to rozrywka ta wciąż ma się świetnie, choć przeprowadzone w polskich cyrkach śledztwa ujawniły szereg nieprawidłowości, ze znęcaniem się nad zwierzętami na czele. 

Ciasne klatki, brak wody, choroby i śmierć

Sezon cyrkowy w Polsce trwa od lutego do listopada, w tym czasie przeciętny cyrk odwiedza nawet 250 miejscowości! Polskie cyrki podlegają teoretycznie kontroli Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej, jednak ich objazdowy charakter wyklucza możliwość takiego nadzoru. Inspekcja Weterynaryjna od dawna nie ma bowiem zasobów, które umożliwiłyby jej właściwą kontrolę cyrków. Taką kontrolę mogłyby wprawdzie sprawować inne służby, ale większość cyrków działa głównie w weekendy, kiedy to spora część pracowników służb porządkowych po prostu nie pracuje. Schody zaczynają się więc już na samym początku - niewydolny system, brak zasobów i kulejące prawo sprawiają, że cyrki działają tak naprawdę poza wszelką kontrolą. Za błąd ludzki tradycyjnie płacą tutaj zwierzęta. 

Poza wszelką kontrolą pozostaje również tresura zwierząt, w szczególności dużych, takich jak słonie czy lwy, która wymaga zastosowania drastycznych metod. Słonie dyscyplinowane są np. za pomocą narzędzia o nazwie bullhook, mającego na celu zadanie bólu i zmuszenie zwierzęcia do podporządkowania się trenerowi. Bullhooki ukryte są zazwyczaj w rękawach trenerów, więc przeciętny widz nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że występujący słoń jest na arenie krzywdzony i cierpi. Jedną z metod kontroli dużych zwierząt jest również wykręcanie ogona, skutkujące często bolesnymi urazami, a nawet złamaniami. 

Zwierzęta występujące w cyrkach pozostają w ciągłym transporcie. Większość z nich przebywa w ciasnych klatkach, umieszczonych na naczepach aut lub w ciemnych, niskich ciężarówkach, które większym zwierzętom np. żyrafom nie pozwalają nawet na wyprostowania ciała. Całą trasę pokonują więc one zgięte, z wykręconymi szyjami, co jest dla nich czystą torturą. Zwierzęta nie mają często dostępu do wody, cierpią na choroby natury psychicznej i fizycznej, mają niewłaściwą opiekę weterynaryjną (a nawet je całkowity brak) i przebywają często na niezabezpieczonych wybiegach. 

Zmęczone, schorowane i stare zwierzęta nie trafiają do ośrodków dla emerytowanych cyrkowców. Gdy ich czas i przydatność się kończy, zostają zabite. 

Konie, żółwie i sklejony taśmą krokodyl

Obecność słoni, lwów czy tygrysów w polskich cyrkach musi budzić emocje, ale to nie jedyne dzikie zwierzęta poddawane tresurze. W tej grupie znajdują się np. tak szanowane na pozór w naszym kraju konie, których stan utrzymania pozostawia wiele do życzenia. Konie mają bardzo dobry słuch i wzrok. Hałas, brawa, ludzki krzyk i mocne reflektory są więc dla nich do tego stopnia drażniące, że cierpią na bezsenność, a w skrajnych przypadkach reagują agresywnie lub próbują ratować się ucieczką. Skala zaniedbań również robi wrażenie - przeprowadzone w 2016 roku przez Fundację Viva! śledztwo wykazało, że większość koni miała zniszczone, zaniedbane kopyta i poklejoną sierść, kucyki cierpiały na otyłość, a zebry nie były właściwie zabezpieczone. 

W polskich cyrkach przetrzymywane są również, będące pod ochroną, egzotyczne gady. Z raportu wynika, że wymagające ciągłego dostępu do wody krokodyle były jej pozbawione, podczas pokazu miały zaklejone taśmą pyski, a u żółwi stwierdzono zaawansowaną krzywicę i miękkie skorupy, spowodowane brakiem dostępu do słońca i właściwego pożywienia.

Na pomoc Baloo

Brak pazurów i kłów, zanik mięśni, blizny po ranach na głowie, zaawansowana próchnica oraz stereotypia, czyli choroba zwierząt przebywających w zamkniętych, sztucznych pomieszczeniach to zaledwie część chorób, które zaobserwowali aktywiści Fundacji Viva! u jednego z polskich niedźwiedzi, pracującego w cyrku Vegas, Baloo. Po konsultacji z zoologami oraz lekarzami weterynarii podjęli oni decyzję o natychmiastowej interwencji w cyrku ze względu na zagrożenie życia i zdrowia zwierzęcia. 5 lipca 2016 roku, w asyście policji aktywiści odebrali czteroletniego niedźwiedzia, który dzielił swoją przyczepę z... gadami. W przyczepie nie znaleziono wody ani pożywienia, a jej podłoga wyłożona była gumą. Na miejscu podjęto również decyzję o odebraniu właścicielom żółwi oraz krokodyla nilowego, których stan zdrowia także pozostawiał wiele do życzenia. Wszystkie zwierzęta trafiły pod opiekę Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu, a właściciele cyrku usłyszeli łącznie 12 zarzutów znęcania się nad zwierzętami i posiadania zwierząt chronionych bez odpowiednich dokumentów.

Skandaliczne warunki, w których przebywają zwierzęta, zła dieta, brak opieki lekarskiej, okrutna tresura, wymieszanie gatunków i niewystarczające zabezpieczenie wybiegów czy klatek to jedynie część zarzutów, kierowanych w stronę właścicieli cyrków przez organizacje prozwierzęce. Spore kontrowersje budzi również wpływ takiej rozrywki na dzieci i młodzież. Komitet Psychologii Polskiej Akademii Nauk już w 2015 roku wydał uchwałę, w której stwierdza że „spektakle cyrkowe z udziałem zwierząt są pozbawione walorów edukacyjnych, a także potencjalnie szkodliwe dla procesu wychowania młodych ludzi. Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu określiło nakłanianie dzieci do uczestnictwa w występach cyrków ze zwierzętami jako działalność niepożądaną. Według MENiS jest to niezgodne z Konwencją Praw Dziecka podkreślającą, iż nauka powinna być ukierunkowana na rozwijanie w dziecku poszanowania środowiska naturalnego". 

Lekarze i pedagodzy podkreślają również fatalny wpływ tragicznych wydarzeń w cyrkach na psychikę dzieci. Przykładem może być historia dorosłego dziś Patryka - wspomnienie traumatycznych odwiedzin w cyrku wciąż jest w nim żywe. 

- Gdy miałem 10 lat rodzice zabrali mnie do cyrku. Podczas przedstawienia niedźwiedź rzucił się z pazurami na treserkę i mocno ją pokiereszował. Widownia natychmiast została ewakuowana z namiotu, ale zdążyłem już zobaczyć ociekające krwią ślady pazurów na jej odkrytych plecach. To było straszne! Byłem przerażony, podobnie jak reszta publiczności i pracownicy. Po wszystkim zaczęło mi świtać w głowie, że coś jest nie tak z tymi cyrkami. Bo czemu szczęśliwy niedźwiedź miały się rzucać na opiekunkę? Pamiętam, że nabrałem wtedy podejrzeń, że ta sprawa niekorzystnie skończy się dla zwierzaka. Koczowałem cały wieczór pod ogrodzeniem, żeby mieć na oku klatkę z niedźwiedziem i pewność, że nie spotka go kara - wspomina trzydziestoletni dziś Patryk. 

6 lipca tego roku Koalicja Cyrk Bez Zwierząt poinformowała, że "zaczyna prace nad projektem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, wniesionym do Sejmu przez posłów Koalicji Obywatelskiej. Wnioskodawców reprezentuje pani Poseł Katarzyna Maria Piekarska, a projekt zawiera część rozwiązań, które przewidywała Piątka dla zwierząt, jak wiemy - wyrzucona przez rząd na ostatniej prostej do kosza oraz sporo nowych regulacji.

Są to m.in.: 

- zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach, zakaz utrzymywania psów na łańcuchach i emerytura dla psów pracujących w służbach

- wprowadzenie powszechnego obowiązku chipowania zwierząt, nałożenie na gminy obowiązków kontrolowania, co się dzieje ze zwierzętami w schroniskach oraz podpisywania umów tylko z tymi schroniskami, które spełniają ustawowe wymogi (są otwarte dla zwiedzających, mają obowiązkowy wolontariat i pobierają wyłącznie stawkę dzienną a nie ryczałtową za utrzymanie zwierząt)

- nowe typy przestępstw (np. zakaz sprzedaży detalicznej żywych ryb, co oznaczałoby koniec gehenny karpi przed świętami) i obowiązkowy monitoring w rzeźniach.

Będziemy się spotykać regularnie, aby wypracować jak najlepsze rozwiązania dla zwierząt. Mamy nadzieję, że dla posłów zwierzęta nie będą miały barw partyjnych i poprawiony projekt, uwzględniający postulaty przedstawicieli organizacji społecznych, szybko trafi pod obrady Sejmu" - napisali na Facebooku przedstawiciele Koalicji. 

Co stanie się ze zwierzętami?

Właściciele cyrków, walczący o utrzymanie w nich zwierząt wysuwają często argument, jakoby zwierzęta po wprowadzeniu zakazu były skazane na śmierć. Przedstawiciele Fundacji Viva! zwracają jednak uwagę na to, że mamy w Polsce azyle, organizacje i schroniska, które będą w stanie przyjąć sporą część zwierząt. Gdyby jednak to się nie udało, Viva! zobowiązuje się do przejęcia wszystkich zwierząt zatrudnionych w polskich cyrkach i zagwarantowania im spokojnej emerytury. Teraz już nic nie stoi na przeszkodzie, by wprowadzić w Polsce zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach i oddać im wolność. Na zawsze. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje